Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Malta - Nasze Comino
Autor: Renata i Aleksander Pławscy   
1.jpg




6 wrzesnia 2006 roku zaczęła się nasza dwutygodniowa przygoda z należącą do Malty wyspą Comino.
Sama Malta przywitała naszą sześcioosobową ekipę cudnym popołudniowym upałem na Lotnisku. Potem około 40-minutowy transfer autokarem do portu w miejscowości Cirkewwa. Do dziś nie wiem, jak kierowcy udało się pokonać taki odcinek drogi pod prąd :). W porcie czekała już na nas Comino Ferry Boat. Stara, pamiętająca na pewno niejeden sztorm urocza łajba pomalowana na niebiesko z czerwonym i żółtym pasem. Po kolejnych 30 minutach byliśmy już na Comino.

Trafiliśmy do jedynego na wyspie hotelu, a raczej bungalowów, oddalonych od niego o jakieś 800 metrów. Dowieziono nas tam na oko 25-letnim, zakurzonym, ogołoconym z drzwi kierowcy Land Roverem. Zatoka przy której leżą bungalowy zwie się Santa Maria. Zresztą na Malcie większość nazw ulic, placów i domów jest imienia kogoś ze świętych.

Wracając jednak do bungalowów – naszej dwójce przypadł chyba najmniejszy, lecz za to najlepiej położony bungalow (dla zainteresowanych numer 8), ze świetnym widokiem na zatokę. Poniżej były skałki i dla chętnych zejście do wody po wyrzeźbionych w skałach schodkach plus drabince na końcu. Nasi towarzysze podróży mieli niestety nieco mniej szczęścia i dostali odpowiednio bungalow nr 50 – wyżej, z widokiem na krajobraz wyspy (czytaj krajobraz po wybuchu bomby atomowej lub jak kto woli z filmów o Mad Maxie) i domek numer 30 – przy wylocie pieszej dróżki prowadzącej do hotelu. Widoki niestety podobne.

2.jpgCały kompleks hotelowy szczyci się czterema gwiazdkami w kategorii maltańskiej. Tyle samo daje mu Neckermann. Hmmm, wszyscy mieliśmy nieodparte wrażenie, że przynajmniej jedna, jeśli nie półtorej gwiazdki spadło im z nieba. Hotel i bungalowy zostały wybudowane ponoć w latach 70-tych i wygląda na to, że nigdy nie przeszły żadnego gruntownego remontu. Na całej wyspie panuje zasada „przewróciło się – niech leży”. A szkoda, bo moim zdaniem właściciel hotelu traci przez to bardzo dużo. Pragnę ostrzec wybierających się na Comino, że jeśli wybiorą pobyt w bungalowach i nie będzie im się chciało chodzić na piechotę (10 minut spokojnym krokiem) do hotelu na kolacje, będą wożeni rozpadającymi się, starymi, zakurzonymi na maxa busikami lub zabytkowymi Land Roveramiw podobnym stanie.

Czystość i stan bungalowów, naczyń w restauracji pozostawia wiele do życzenia. Znakomite obrusy plamoodporne na stolikach aż lepią się od wiecznego wycierania wilgotną szmatą. Ale nawet po czerwonym winie nie ma na nich żadnej plamy! Doprawdy doskonałe rozwiązanie:). Niestety takie było nasze pierwsze ogólne wrażenie po przybyciu na wyspę. Na szczęście w miarę odkrywania uroków wyspy, poważnie się poprawiło.Jednak trzeba tu zaznaczyć, że wieczorem powinniście przywyknąć do ganiających między bungalowami szczurów, których na wyspie jest naprawdę sporo i pojawiających się sporadycznie karaluchów. Po deszczu można też spotkać ładne i podobno niegroźne czarne węże. Przy odrobinie szczęscia zobaczycie śliczne rude króliczki licznie zamieszkujące wyspę, kameleona i mnóstwo małych jaszczurek biegających między nogami i dopraszających się choćby o frytkę na ząb :) Pewnego dnia jakimś cudem do naszego bungalowu zawitał też mały skorpion, którego musiałem szybko zneutralizować.

Czytając ten tekst pomyślisz, drogi czytelniku, że wybór wyspy Comino na odpoczynek był pomyłką. Na całe szczęście NIE. Oczywiście każdy oczekuje czegoś innego i ma inne wymagania ale suma summarum polecamy Comino jako miejsce do wypoczynku. Po zwiedzeniu Malty i Gozo możemy zgodnie stwierdzić, że nie ma lepszego miejsca w tym rejonie. To właśnie na Comino przypływają wycieczki, żeby zobaczyć groty i jaskinie wypełnione wodą, zażyć kąpieli na słynnej Blue Lagoon lub spokojniejszej, mniejszej i nieco dzikiej Crystal Lagoon, nad którą wznosi się pięknie dawna fortyfikacja. Jeśli nie jesteście nastawieni na gwar od rana do nocy, jeśli chcecie trochę odetchnąć od codziennego zgiełku pracy, miasta i tłumów ludzi to jest to miejsce wymarzone. Szczególnie mieszkając w bungalowach zaznacie spokoju. Nie ma tu wielu ludzi, przy basenie (słona chlorowana woda) zawsze, niezależnie od pory dnia, znajdziecie wolne leżaki. Nieopodal jest mała plaża z dobrym zejściem do wody, z piaszczystym dnem. Tam tez nie ma tłoku, o ile w ogóle ktoś tam jest.

3.jpgJeśli chcecie korzystać z Blue Lagoon to najlepiej wybierzcie się tam rano, przed 10:00 lub po 16:30. Za dnia są tam tłumy wycieczkowiczów, potem możecie się cieszyć pięknem tego miejsca sami. Naprawdę polecamy obejście na piechotę całej wyspy. Choć nie jest to łatwe ze względu na skaliste podłoże – widoki z klifów są naprawdę niesamowite. Znajdziecie kilka znakomitych miejsc, w których będziecie mogli zostać sami. Oprócz gości hotelowych wyspę zamieszkuje na stałe tylko jedna rodzina. Mieszkają oni w dawnym szpitalu, nieopodal fortecy. Jest tu wszędzie bezpiecznie. Mimo małych rozmiarów (około 2,5km2), Comino dla amatorów pieszych wycieczek oferuje naprawdę dużo. Jeśli już się tam znajdziecie, spróbujecie znaleźć grotę ze skalnym basenem i przejściem do kolejnej zatoki z krystalicznie czystą wodą (głęboko). Mało kto o niej wie.

Jeszcze kilka słów o hotelu. Personel przy recepcji w większości ospały i niechętny do współpracy. Żeby trafić na czyste ręczniki plażowe do wymiany trzeba mieć nie lada szczęście. Natomiast kelnerzy – w większości bardzo uprzejmi. Jeśli jesteś dla nich miły, szybko Cię zapamiętają i nie będą szczędzili alkoholu (czystego lub w drinkach). Ba, nie będziesz się nawet mógł doprosić o słabszego drinka :). W opcji AI macie do dyspozycji tylko lokalne napoje alkoholowe. Tylko i aż, ponieważ mają tam odpowiedniki większości „oryginalnych” alkoholi. Polecam Ciemny Rum z tutejszą lemoniadą Kinnie lub po prostu czystą Whiskey, która też jest niczego sobie. Dla pań znajdzie się bez problemu lokalna odmiana Campari czy Baileys’a. Jeśli chodzi o jedzenie to ponoć w hotelu pracuje najlepszy kucharz z Malty. I to rzeczywiście czuć. Jedzenie jest zdecydowanie tą mocniejszą stroną hotelu. Naprawdę rzadko kiedy mogliśmy powiedzieć, że było „takie sobie”. Śniadania oczywiście dosyć monotonne ale w porządku. Lunch też ok. Ale najlepsze zawsze obiadokolacje wydawane w hotelu od 18:30 do 21:30. Codziennie inne mięso z rusztu (polecam szynkę i jagnięcine), zawsze świeża ryba w różnych postaciach. Doskonałe robione na miejscu grube frytki. Poza tym oczywiście sporo innych dań, wegetariańskich także. Ponadto w dzień można zamawiać dania z karty, nie będę tu opisywał całego menu ale zamawiając np. cheesburgera dostaniecie go grillowanego z dużą porcją frytek i sałatką. Utyło nam się trochę... Pływanie, chodzenie i jedzenie. No cóż, wakacje są tylko raz w roku...

4.jpgSzkoda tylko, że hotelowa łódka (jest w cenie) na Maltę i Gozo nie kursuje częściej bo byłoby wtedy idealnie ze zwiedzaniem. Na pewno warto pojeździć po Malcie i Gozo autobusami miejskimi. Jest to według mnie najlepsza forma zwiedzenia miejsc, które chcecie zobaczyć. Koszt jest praktycznie żaden a wszędzie dojedziecie bez problemu. System autobusów miejskich jest świetnie rozbudowany. Nawet jeśli wsiądziesz nie do tego co trzeba, możesz wysiąść na kolejnym bus stop-ie i machnąć – to ważne – na ten z właściwym numerem. We wszystkich większych zajezdniach jest budka z rozkładem i zawsze ktoś, kto pomoże Wam w zaplanowaniu trasy – wybraniu odpowiedniego numeru autobusu. Wielokrotnie pytaliśmy się pasażerów, na którym przystanku powinniśmy wysiąść, co warto zobaczyć, czy ten bus na pewno jedzie tu i tu. Za każdym razem spotykaliśmy się z życzliwością, chęcią pomocy i dobrym słowem. Dodatkowym plusem jest to, że prawie każdy Maltańczyk rozmawia po angielsku. Jeśli planujecie podróż w kilka miejsc jednego dnia to polecam bilet jednodniowy za 1,5 LM (około 15 PLN). Możecie na nim jeździć cały dzień z dowolną liczbą przesiadek. Bilety kupuje się zawsze bezpośrednio u kierowcy.

Na Gozo autobusy mają kolor szary, na Malcie zaś żółty. Są to przeważnie urocze, stareńkie Leylandy, wyczyszczone na błysk. Stan techniczny różny ale generalnie czysto w środku i dają radę pod górę. Na pewno warto pojechać na Malcie do Mdiny i Rabatu, obejrzeć katakumby i cudne uliczki. Na Gozo proponuję spacer w górę od portu – na wzgórzach śliczne dwa kościoły (ponoć na całej Malcie jest ich 365), niestety w normalne dni zamknięte dla zwiedzających, no i te wąskie uliczki. Czyste, zadbane, z charakterystycznymi balkonikami. Oaza spokoju.

Stolica Gozo – Victoria malutka, praktycznie do zwiedzenia tylko cytadela – warto. Jeden skwer – targ z pamiątkami i sklepikami. Pamiątki przeważnie odpustowe i drogie. Autobus Mgar – Victoria – numer 25, kursuje co 45 minut. Bilet w jedną stronę – 20 centów = około 2 złote. Jak ktoś chce to na piechotę w jakąś godzinkę. Ale po drodze nic ciekawego.
Historii Malrty nie będzie – to macie w przewodnikach :)

To chyba tyle. Mam nadzieję, że te nasze kilka zdań komuś z Was się przyda.
Podziękowania dla Asi z Mariuszem i Edyty z Klaudiuszem za wspólny udany wypoczynek. Było git!
P.S. Nie byłbym człowiekiem gdybym tego nie zrobił więc dla Dżigita i Rafiego też All The Best :))))

Renata i Aleksander Pławscy

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2014 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;