Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Magiczna Tunezja
Autor: Jola   
1.jpgTunezja przywitała mnie granatowym niebem bez gwiazd i deszczem, po którym po chwili nie było już śladu. Pomimo zmęczenia nocnym lotem całą drogę do Hammamet chłonęłam widoki przesuwające się za oknami autobusu. Hotel na pierwszy rzut oka piękny: palmy, mnóstwo kolorowych kwiatów (chyba nigdy nie zapamiętam, jak się nazywają), bungalowy tonące w zieleni, ściany wyłożone tymi ich pięknymi płyteczkami i schody prowadzące wprost do morza…Widok na medinę, zachwycający mnie każdego ranka. Obok hotelu domy Tunezyjczyków. Po zakwaterowaniu mój zachwyt nieco zmalał, ale od czego urok osobisty? Krótka rozmowa z recepcjonistą i kolejny pokoik milszy i z czystą pościelą. Szczegółami nie zawracałam sobie głowy.

Piasek drobny jak pyłek i prawie biały, czyste, spokojne morze… wielojęzyczny gwar, śmiech pięknookoich dzieci, bajecznie ubrane kobiety wchodzące w tych szatach do wody i uśmiechające się przyjaźnie, gdy widziały mój uśmiech na widok ich dzieci. Pierwszy spacer do mediny o zachodzie słońca, nieprawdopodobna ilość kwitnących agaw i jaśminu… Przepiękna kawiarnia nad brzegiem morza, huk fal rozbijających się o głazy, smak soku ze świeżych pomarańczy, uśmiechnięty kelner…Późnym wieczorem usiadłam na balkonie, chłonąc hałaśliwą muzykę cykad i miałam absolutną pewność: zakochałam się w tym kraju. Chyba nigdy nie uśmiechałam się tyle, co tego dnia, czyli bez przerwy:)

2.jpgNaczytałam się wiele o nachalności Tunezyjczyków, więc dość ostrożnie podchodziłam do tych wszystkich „Hallo, how are you”, ale potem przekonałam się, że oni po prostu są bardzo otwarci, lubią poznawać ludzi i rozmawiać, rozmawiać… Pamiętam młodego chłopaka, który skończył właśnie studia i marzył o pracy w banku i smutek w jego oczach, gdy mówił mi, że nie ma na to szans, bo nie ma ani znajomości, ani pieniędzy na łapówkę. I innego, który panicznie bał się wojska, ale nie pochodził z zamożnej rodziny, więc musiał ten rok odsłużyć (W Tunezji, jeśli kogoś stać, może zapłacić armii i odsłużyć tylko miesiąc). Pamiętam młodą kobietę, która opowiadała mi, jak to musiała się głodzić, zanim nie wyszła za mąż i jaka jest szczęśliwa, że już nie musi dbać o linię. Ciekawe, czy jej mąż też był z tego powodu szczęśliwy, skoro ożenił się z wiotkim dziewczęciem a po dwóch latach miał w domu pokaźnych rozmiarów matronę? I pamiętam zielonookiego Salima (skąd u Araba takie zielone oczy??), gdy mówił mi: „Odłóż czasem ten aparat, będziesz wszystko pamiętać przez obiektyw. Popatrz w dal, wsłuchaj się w morze, zapamiętaj oczami… Ilekroć będziesz chciała przywołać ten widok, wystarczy, że zamkniesz oczy…” Miał rację, w ilości robionych zdjęć biję czasami na głowę Japończyków:) Szczególnie wdzięczna byłam mu za tę radę podczas rejsu statkiem. Odkąd pamiętam, zawsze chciałam zobaczyć delfiny na wolności, w morzu… I zobaczyłam!! Wcisnęłam aparat kapitanowi statku, a sama w zachwycie patrzyłam, jak pięknie parami wyskakują ponad fale, mieniąc się w słońcu… To była jedna z tych magicznych chwil, kiedy łzy pojawiają się w oczach i chce się, by trwała i trwała…Jak często mamy świadomość, że oto spełnia się nasze marzenie?

3.jpgWycieczka na Saharę. Widok na El Jem z Koloseum wczesnym rankiem, niesamowite domostwa Berberów w upalne południe, berberyjska dziewczyna częstująca nas miętową herbatą, tak piękna, że nie mogłam od niej oderwać oczu… Pierwsza, nieśmiała zapowiedź pustyni, pierwsze palmy daktylowe i w końcu Douz. Zachód słońca oglądany z grzbietu wielbłąda to niesamowite przeżycie. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek czułam tak absolutną, niezakłóconą niczym radość, jak wtedy, gdy kołysana na grzbiecie wielbłąda zanurzałam się w pustynię… Paradoksalnie najbardziej poczułam pustynię siedząc przy hotelowym basenie. Wszyscy poszli spać, zgasły światła, wsłuchiwałam się w niesamowitą ciszę przerywaną z rzadka odległym szczekaniem psów, patrzyłam w czarne niebo usiane gwiazdami i nagle zawiał wiatr…. I właśnie ten wiatr, ta krótka chwila była jedną z najbardziej magicznych, jakie tam przeżyłam.

Wschód słońca…Nawet nie będę próbować tego opisać. Mój chłopak nie mógł ze mną pojechać do Tunezji i właśnie tam brakowało mi go najbardziej, nic, żadne zdjęcie ani słowa nie oddadzą tego widoku. Muszę go kiedyś zabrać na Saharę, przeżyć to jeszcze raz razem z nim… Obrzydliwie słodki smak daktyli podarowanych mi przez naszego cudownego pilota Mohameda (gorąco pozdrawiam), szalona jazda po pustyni jeepem, przepiękna oaza, opuszczone, zniszczone przez deszcz miasteczka….

Tunis i jego medina, gwarna, kolorowa, pełna maleńkich uliczek i zakamarków, drzwi tak pięknych, że mogłabym patrzeć na nie godzinami, knajpki ze stolikami wystawionymi na ulicę pełne mężczyzn, którym nigdzie się nie spieszyło, pijących kawę, miętową herbatę czy palących fajkę, uśmiechających się przyjaźnie lub patrzących z doskonałą obojętnością. Sympatyczny chłopak, który zaprowadził nas na niesamowity taras, znany chyba z wszystkich przewodników. Widok na całe miasto, minarety, płaskie dachy domów, śmietniki, piękne i mniej piękne dziedzińce domów. Nasz przewodnik wprawił mnie w doskonały humor, bo potem jeszcze długo za mną chodził powtarzając w kółko „Jakie ty masz piękne nogi!”. Musiałam przyjechać do Tunezji, żeby się o tym dowiedzieć:)

4.jpgKartagina zrobiła na mnie wrażenie przepięknym położeniem no i właśnie tam pierwszy raz zobaczyłam kwitnącego bananowca. Sidi Bou Said. Kolory jak na Santorini, architektura andaluzyjska, klimat… niesamowity. Jakoś od razu poniosło mnie do uroczej kawiarni na końcu głównej ulicy, z przepięknym wnętrzem, cudownymi drzwiami i tarasem, z którego roztaczał się widok na domy poniżej i morze… Piłam tam najlepszą kawę w swoim życiu. Mogłabym tam spędzić cały dzień, obserwując falujący poniżej tłum i stragany pełne kolorowej ceramiki, klatek dla ptaków, luster w pięknych ramach, berberyjskich bębenków… Długi spacer stromymi uliczkami, przerywany co chwilę zachwytem nad kolejnymi błękitnymi drzwiami czy kipiącymi zielenią i różem krzewami, zasłaniającymi zniszczone czasami mury… Wrócę tam na pewno.

Bardo. Budynek o niezwykle bogatej architekturze, z niesamowitymi sufitami i największą na świecie kolekcją mozaiki. Żałuję, że miałam tak mało czasu, bo mogłabym tam spędzić cały dzień, podziwiając kunszt i niezwykłe wyczucie kolorów i proporcji starożytnych artystów… Zrobiłam dużo zdjęć, ale żadne nie oddaje piękna tych misternych układanek z wielokolorowych drobinek marmuru.

5.jpgSpacery do mediny w Hammamet, kończące się zwykle w kawiarni nad brzegiem morza, kelner z uśmiechem pytający „Orange juice?” zanim zdążyłam zamówić, niesamowity, wielki cmentarz nad samym brzegiem morza, taki spokojny, skromny, biało – niebieski, tak inny od naszych cmentarzy. Widok z murów mediny, która kiedyś była francuską twierdzą, zaglądanie na podwórka i przyjazne uśmiechy ich mieszkańców. Kręte uliczki, pełne straganów małych sklepików, nowo odkryta radość targowania się i błysk szacunku w oczach sprzedawcy, gdy udało mi się zbić cenę o 80 procent. Wieczorne spacery brzegiem morza, srebrna kula księżyca znaczącego mieniącą się smugą czarne i nieruchome morze… Nie pamiętam brudu, smrodu, kolejek w stołówce, brudnych obrusów…. tak jak nie pamięta się zmęczenia po całodniowej wędrówce na szczyt, a pamięta się widok, jaki się stamtąd roztaczał.

Ostatnia kawa w hotelowej kawiarni, na tarasie z widokiem na morze, ostanie spojrzenie na medinę, ostatni uśmiech kelnera, ostatnie spojrzenie na pełen kwiatów ogród… zachód słońca z okien autobusu, odprawa, spokojny tym razem lot i jestem w Krakowie. I pewność, że to był dopiero początek mojego poznawania Tunezji i że zakochałam się z wzajemnością:)

Jola
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;