Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Tunezja 2004 - U wrót pustyni
Autor: Alina i Marek Cebula   
19.06.2004 sobota
(Łaziska Górne - Olomouc- Brno - Wien -Graz - Villach -Udine - Mestre)
Tym razem po pierwszy wyruszamy na kontynent afrykański  - do Tunezji. Przed wyjazdem trochę załatwiania -  wizy, które obowiązują turystów, podróżujących indywidualnie po Tunezji oraz rezerwujemy bilety na prom z Sycylii do Tunisu.Wyruszamy koło 8 rano, jadąc tradycyjną, przemierzoną przez nas już wielokrotnie  trasą do Wenecji. Niestety, tradycyjnie zabierane na pierwszy dzień podróży pieczone kurczaki, przez niedopatrzenie zostają w lodówce. Pogoda po drodze zmienna, na przemian: chmury, słońce, deszcz i burze, poza tym bez sensacji. Wieczorem docieramy na znany nam już kemping " Rialto"  koło Wenecji.

20.06.2004  niedziela
(Mestre - Padova - Bologna - Orvieto - Cassino)
Rano leje, zwijamy się jak najprędzej i ruszamy dalej na południe. Na szczęście " Autostrada Słońca ", zgodnie ze swoją nazwą wita nas wspaniałą pogodą, która już nas nie opuszcza. Pierwszy postój robimy w Orvieto. Miasto, położone na wysokim wzgórzu prezentuje się bardzo ładnie, przyozdobione jeszcze, w związku z niedawno obchodzonym świętem Bożego Ciała. Docieramy do katedry, gdzie na
ołtarzu wystawione są relikwiarze z płótnem oraz z fragmentem ołtarza, poplamione krwią, która popłynęła z hostii podczas Przemienienia, w kościele w pobliskiej Bolsenie. Na nocleg docieramy do Cassino na kemping, który w nazwie ma  termy , co wskazywałoby na obecność gorących źródeł, tymczasem liczne źródła wybijały, ale nadawały się raczej do leczenia metodą krioterapii.

21.06.2004 poniedziałek
(Cassino - Caserta - Cosenza - Pizzo)
Podjeżdżamy pod Monte Cassino. Po zwiedzeniu klasztoru zjeżdżamy na położony nieco niżej Cmentarz Polski. Jedziemy dalej, blisko już do przeprawy na Sycylię. Autostrada, na szczęście na odcinku od Salerno, bezpłatna, jest chyba w nieustannym remoncie i modernizacji. Obserwując tempo prac, można być pewnym, że nigdy się nie zakończą. Olbrzymi kemping, położony nad morzem jest niemal całkowicie pusty. Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego wszyscy Włosi wyjeżdżają na wakacje w sierpniu.

22.06.2004  wtorek
(Pizzo - Messina - Castel di Tusa)
Przeprawiamy się na Sycylię  do Messiny i jedziemy dalej wzdłuż północnego wybrzeża wyspy. W pewnym momencie, mimo, że na mapie jest dalej, autostrada kończy się. Kemping, choć ma tylko 2 gwiazdki jest bardzo ładny i pięknie położony przy kamienistej plaży.

23.06.2004 środa
(Castel di Tusa -  Cefalu -  Palermo -  Monreale- Trapani - Valderice)

Zatrzymujemy się w Cefalu. Zawiłymi uliczkami docieramy do katedry, której wnętrze robi duże wrażenie. W absydzie znajduje się mozaika z figurą Chrystusa. Przejeżdżamy obrzeżami Palermo do Monreale. Zwiedzamy najpierw krużganki przy katedrze, gdzie znajdują się bardzo ciekawe, wysadzane mozaikami kolumienki, a następnie wchodzimy do środka. Wnętrze wspaniałe, wszędzie mozaiki,
przedstawiające bardzo czytelnie sceny ze Starego i Nowego Testamentu oraz wizerunki świętych. Dojeżdżamy do Trapani i zatrzymujemy się parę kilometrów na północ od miasta, by mieć jak najbliżej do promu.

24.06.2004  czwartek
(Valderice - Trapani -  przeprawa promowa do Tunisu)

Zgodnie z zaleceniami, do portu przyjeżdżamy 3 godziny przed planowym ( i niestety tylko planowym) wypłynięciem. Wokół nas swoisty folklor -  samochody (na włoskich numerach) załadowane, jak na reklamie IKEI. Na dachach lodówki, skutery, olbrzymie kartony, a wewnątrz nie można wcisnąć szpilki. To Tunezyjczycy, zamieszkali i pracujący we Włoszech, wracają do domu. Jesteśmy jedynym
normalnie wyglądającym samochodem. Niestety, prom, którym mamy płynąć, jest wciąż rozładowywany. Obsługa portu zachowuje się, jakby po raz pierwszy przypłynął prom z TIR-ami na pokładzie. Samochody, wieszają się bakami na załamaniu pomostu wyjazdowego, a oni nie umieją sobie z tym poradzić, podkładając pod koła maty, które dają tylko tyle, że przy następnej próbie samochód zawisa na baku pół metra dalej. W końcu decydują się na odpinanie naczep i własny ciągnik wyciąga je po kolei na nabrzeże. Z 3 godzinnym opóźnieniem wypływamy wreszcie w morze.  Opóźnienie na starcie powoduje, że do Tunisu docieramy w środku nocy. Tu miła niespodzianka, wjeżdżamy na duży terminal portowy, gdzie kilkadziesiąt samochodów odprawiane jest równocześnie. Choć w  paru miejscach musimy mieć wbite pieczątki, wszystko przebiega bardzo sprawnie. Podjeżdżamy do miasta, gdzie znajdujemy hotel, o którym pozytywnie można tylko powiedzieć, że był w nim ciepły prysznic i był bardzo tani. Resztę należy przemilczeć.

25.06.2004  piątek

(Tunis - Sousse)
Jemy śniadanie w kafejce i po dostaniu się na autostradę jedziemy do Sousse. W mieście  wydzielona jest  strefa turystyczna  zabudowana samymi hotelami. Po wypoczynku na plaży po południu podjeżdżamy do centrum by zwiedzić miasto. W meczecie akurat odbywają się piątkowe modły, więc można tylko do niego zajrzeć. Przejście przez suk to nieustanne nagabywanie przez sprzedających, którzy po zorientowaniu się, jakiej narodowości jest przechodzący, wygłaszają swoje formułki, zapraszające do odwiedzenia ich sklepów chyba we wszystkich możliwych językach. Kręcimy się dość długo po labiryncie uliczek mediny i wracamy do hotelu.

26.06.2004 sobota
(Sousse -  Kairouan - Sousse )
Po śniadaniu jedziemy do Kairouanu, podobno czwartego w kolejności świętego miasta islamu po Mekce, Medinie i Jerozolimie. Do miasta wchodzimy w pobliżu Wielkiego Meczetu, gdzie możemy obejrzeć sobie cmentarz muzułmański. Meczet, którego początki datuje się na 670 r. jest najważniejszym  zabytkiem w mieście. Nawet po wielu  zmianach i rekonstrukcjach, uważa się że  niższa część minaretu, powstała  w początkowych latach VIII w.  jest najstarszym zachowanym minaretem na świecie. Przez otwarte drzwi możemy obejrzeć sobie wnętrza meczetu. Przechodzimy do Bi' r  Barouta. Według legendy, znajdujące się tu źródło, jest połączone podziemną rzeką z Mekką.

Woda czerpana jest dzbankami, zamocowanymi na linach, które przy pomocy koła poruszane są przez wielbłąda z zawiązanymi oczyma. Z tym źródłem to podejrzana sprawa, gdyż skosztowana przez nas woda strasznie śmierdzi chlorem. Przechodzimy jeszcze pod Meczet Trzech Drzwi, niestety niedostępny dla zwiedzających, wchodzimy do bogato zdobionej, w typowo arabskim stylu, zawiyyi (mauzoleum) Sidi el Ghariani i odwiedzamy jeden licznych sklepów z dywanami, z których słynie Kairouan. Z jego dachu można z góry obejrzeć labirynt uliczek miasta. Po przejściu przez suq docieramy wreszcie do samochodu i wracamy do
Sousse.

27.06.2004  niedziela
(Sousse -  Monastir - Mahdia)
Zapominając o 1 godzinnej różnicy czasu, wstajemy wcześnie i ruszamy do Monastiru. Miasto dopiero budzi się. Wejście do ribatu jeszcze zamknięte, więc przechodzimy pod mauzoleum rodziny Bourgiby. Tutaj też jeszcze zamknięte, lecz wpuszczają nas i pokazują nam to osobliwe miejsce, przygotowane już za życia, przez zmarłego w 2000 r. byłego prezydenta. Wszędzie włoskie marmury, złoto, kryształy. Wracamy pod Ribat Harthema, położony nad samym morzem. Po obejściu go i zwiedzeniu muzeum, jedziemy dalej. Ciekawiez drogi prezentuje się Mahdia, stare miasto wygląda typowo lecz ewenementem są groby rozsiane aż do brzegu morza.

28.06.2004 poniedziałek
(Mahdia -  El Jem -  Sfax - Gabes)
Odbijamy od wybrzeża, jadąc do El Jem. Tutejsze Koloseum zostało wybudowane w III w. i jak się uważa, mogło pomieścić ponad 30 tysięcy widzów. Ma 138 m długości  i 114 m szerokości i jest trzecim, co do wielkości Koloseum, pozostałym po Imperium Rzymskim. Po jego zwiedzeniu i obejściu okolicznych uliczek, ruszamy dalej na południe. Jedziemy wśród niekończących się plantacji oliwek. Po
drodze obserwujemy życie typowych małych miasteczek. Szczególnie ciekawie wyglądają sklepy mięsne. Czasem przed wejściem do sklepu wisi głowa krowy lub barana, których mięso jest aktualnie w sprzedaży. Docieramy do Gabes. Choć piaszczyste plaże zachęcają do wypoczynku, hoteli i wczasowiczów tu raczej nie widać.

29.06.2004 wtorek
(Gabes -  Matmata -  Metameur - Gabes)
Robimy wycieczkę do Matmaty, znanej jako plan "Wojen Gwiezdnych" . Sądziliśmy, że znajdziemy gdzieś oznaczone większe grupy domów troglodytów. Nic z tego. W końcu, zapraszani przez mieszkanki (matkę i córkę) odwiedzamy jeden z domów-jaskiń. Składa on się z zewnętrznego dziedzińca z którego wykute są trzy izby - sypialnia, kuchnia i pokój dzienny z osobnymi wejściami . Zostajemy
poczęstowani herbatą, oliwkami i pieczonym plackiem, który macza się w oliwie z oliwek. Jedziemy dalej w kierunku Medenine, by obejrzeć jeden z ksarów, charakterystycznych do tych rejonów.Po drodze niespodzianka, w pewnym momencie droga jest remontowana, a właściwie robiona od nowa. Przejeżdżamy wśród koparek, spychaczy i ciężarówek po 20 cm warstwie kamieni i gliny, która na długo zabarwia nasze opony na brązowo. Ciekawie prezentuje się wioska Toujane, położona w pobliskiej dolinie. Oglądamy Ksar Metameur i wracamy do Gabes.

30.06.2004 środa
(Gabes - Tozeur)
Ruszamy w kierunku Tozeur, miasta-oazy leżącego na skraju okresowego jeziora Chott el Jerid. Sam szot robi duże wrażenie. Oślepiająca biel, a zarazem różne kolory wody (od niebieskiego do różowego), w zależności minerałów zawartych w soli. Za granicą wody bezkresna równina. Patrząc w dal wydaje nam się, że widzimy wodę, lecz okazuje się, że to złudzenie. Tozeur prezentuje się ładnie. Wiele domów
zbudowanych jest z charakterystycznej żółtej cegły. Jedziemy do lasu palmowego, który otacza miasto, a po południu spotykamy się na kempingu z grupą Polaków z Krakowa i Opola, którzy także podróżują po Tunezji samochodami. Ponieważ jedziemy w przeciwnych kierunkach, możemy wymienić dotychczasowe doświadczenia z trasy.

1.07.2004 czwartek
(Tozeur - Gafsa -  Sbeitla -  Le Kef)
Kierujemy się na północ. Bardzo częstym widokiem są pasące się przy drodze stada wielbłądów. Zatrzymujemy się w Sbeitli, by zwiedzić ruiny z czasów rzymskich. Teren przy ruinach jest ładnie  zagospodarowany zielenią, a i dużo jest do obejrzenia - forum, amfiteatr, cysterna, a przede wszystkim 3 świątynie stojące obok siebie. Na nocleg zatrzymujemy się w Le Kef. Miasto jest widoczne z bardzo
daleka, gdyż położone jest na dość wysokiej górze. Z kasby (fortu) znajdującej się na jej szczycie roztacza się wspaniały widok na miasto i okolicę.

2.07.2004 piątek
(Le Kef -  Bulla Reggia -  Dougga -  Tunis - Nabeul)

Kolejne rzymskie ruiny Bulla Reggia bardzo nas rozczarowują. Osobliwością są tu domy, które były częściowo budowane pod ziemią. Zdegustowani jedziemy dalej do Douggi.Tutejsze ruiny są ładnie położone na zboczu wzgórza i rozrzucone na dość dużym obszarze. Ze względu na upał (ponad 40 st. C) zwiedzanie jest nieco męczące. Postanawiamy jechać aż nad morze, by zaznać ochłody. Dojeżdżamy do Nabeulu na kemping, oczywiście
pusty.

3.07.2004 sobota
(Nabeul )
Zostajemy na tutejszym kempingu już do końca naszego pobytu w Tunezji. Będzie to nasza baza wypadowa. Pierwszy dzień postanawiamy poświęcić wyłącznie na błogie lenistwo nad morzem, o dziwo dość chłodnym, gdyż wieje wiatr od lądu i spycha nagrzaną wodę w głąb morza.
 
4.07.2004 niedziela
(Nabeul - Cap Bon - Nabeul )
Robimy sobie wycieczkę wzdłuż wybrzeża na Cap Bon. Są to najbardziej zielone tereny Tunezji, gdzie ludność żyje z rolnictwa. Bardzo egzotycznie dla nas prezentuje się wielbłąd, orzący pole. Pierwszy przystanek robimy w Kelibii. Z górującego nad miastem fortu, szczególnie pięknie wygląda morze, mieniąc się różnymi odcieniami błękitu. Następnie zatrzymujemy się w Kerkouane. Znajdują się tu
ruiny punickie, dochodzące aż do morza, jednak wszystko kończy się na wysokości ok. 1m. Ciekawsze są eksponaty z muzeum, znajdującego się przy wykopaliskach. Przejeżdżamy do El Haouarii. Oprócz malowniczego wybrzeża można tu odwiedzić groty punickie, skąd ponoć czerpano budulec do budowy Kartaginy. Na kempingu niespodzianka, przyjechał jakiś obóz z młodymi Francuzami i nagle zrobiło się tłoczno.

5.07.2004 poniedziałek
(Nabeul - Hammamet - Nabeul)
Po południu jedziemy do pobliskiego Hammametu. Miasto zapchane turystami. Spacerujemy wąskimi uliczkami mediny. Na suku wciąż rozbrzmiewa tradycyjne:" Polska ? Chodź, zobacz, dobra cena."  Po powrocie do samochodu niemiła niespodzianka. Mimo, że stoimy w dozwolonym miejscu (jest nawet zaznaczone miejsce parkingowe, a znak zakazu znajduje się 50 m dalej) mamy założoną blokadę na koła. Wygląda na to, że" blokowacze" , którzy na szczęście są na miejscu wraz z policjantem mają układy z właścicielami pobliskiego klubu, by odganiać samochody, które nie przyjechały z klientami. Był to jedyny incydent, który spotkał nas podczas pobytu w Tunezji. Nie byliśmy nigdzie zatrzymywani, pomimo, że było bardzo dużo patroli, a policjanci zawsze chętnie służyli pomocą.

6.07.2004 wtorek
(Nabeul)
Rano   tradycyjnie morze, a po południu  ruszamy piechotą do centrum Nabeulu. Pełno sklepów z ceramiką, z której miasto jest znane.

7.07.2004 środa
(Nabeul -  Tunis -  nocna przeprawa promowa do Trapani)

Po południu ruszamy do Tunisu. W pewnym momencie myślimy już, że nie trafimy do portu, skąd odpływa nasz prom. Nie ma żadnych znaków, a nikt nie może zrozumieć, o co nam chodzi ani wskazać drogi. Wszyscy kierują nas do portu, ale lotniczego. Po dość długim błądzeniu kojarzymy charakterystyczny punkt miasta, który widzieliśmy w nocy, gdy przypłynęliśmy i łapiemy właściwy trop.
Odprawa sprawna, prom puściutki, oprócz nas chyba jeszcze z 20 samochodów.

8.07.2004 czwartek
(Trapani -  Mazara del Vallo - Selinunte -  Siculiana Marina)

Powrót przez Sycylię zaplanowaliśmy przez południowa cześć wyspy. Po opuszczeniu promu wleczemy się przez małe miasteczka i dojeżdżamy do Selinunte, gdzie znajdują się ruiny, tym razem greckie. Obszar strefy archeologicznej jest bardzo rozległy, w jednej części 1 odbudowana świątynia i rumowisko z pozostałych, a druga część z Akropolem nad samym morzem, odległa o około 3 km. Można tam
jednak podjechać samochodem.

9.07.2004 piątek
(Siculiana Marina -  Agrigento -  Catania - Giarre)

Podjeżdżamy do Agrigento. Nie wiemy dlaczego miejsce nazywane jest  Doliną Świątyń , gdyż ruiny położone są na grzbiecie wzgórza, z jednej strony bardzo stromego. Wędrujemy od Świątyni Zgody do Świątyni Junony i wracamy na drugą stronę drogi, gdzie między innymi znajduje się atlant, mający dźwigać belkowanie niedokończonej Świątyni Zeusa Olimpijskiego. Podjeżdżamy jeszcze pod kościół S.Nicola, niestety zamknięty. Jedziemy dalej na wschód i zatrzymujemy się na kempingu położonym niemal   u podnóża Etny.
 
10.07.2004 sobota
(Giarre -  Messina - Tropea)

Opuszczamy już Sycylię. Na środku Cieśn. Mesyńskiej przepływa przed nami(w poprzek) w odległości 10 m duży statek towarowy. Choć mieliśmy już podobne przeżycia w 2000 r., tym razem przechodzi to nasze wyobrażenia. Pasażerowie naszego promu już robili sobie zdjęcia zatytułowane  "Na chwilę przed zderzeniem" . Jedziemy autostradą i odbijamy na wybrzeże w okolicach Tropei. Miasteczko
położone jest na wysokiej skale, wyłaniającej się niemal z morza. Zwiedzamy kościółek Santa Maria della Isola, który, jak nazwa wskazuje mieścił się kiedyś na wyspie. Obecnie skała, na której się znajduje, połączona jest z lądem. Z plaży, w świetle zachodzącego słońca widać
wyspę, na której znajduje się wulkan Stromboli.

11.07.2004 niedziela
(Tropea)
Zostajemy i odpoczywamy.

12.07.2004 poniedziałek
(Tropea -  Cosenza -  Salerno -  Positano -  Piano di Sorrento)

Z powrotem wracamy na autostradę, z której zjeżdżamy w Salerno na malownicze wybrzeże zwane Costiera Amalfitana. Tutejsze miasteczka położone są na zboczach gór, schodzących prosto do morza. Jedziemy krętymi, wąskimi drogami, ocierając się niemal o skały. Kemping, na którym się zatrzymujemy, położony jest na półce skalnej. Pod nami przepaść, nad kilkudziesięciometrowa pionowa skała.
W okolicy pełno plantacji cytrynowych.

13.07.2004 wtorek
(Piano di Sorrento -  Napoli -  Caserta -  Bomarzo  - Viterbo - Bolsena)

Wyjeżdżamy z serpentyn, znów jedziemy obrzeżami Neapolu i mkniemy dalej na północ. Choć myśleliśmy o wjeździe do Rzymu, po rozważeniu wszystkich za i przeciw, rezygnujemy i w zamian decydujemy się na odwiedzenie paru mniejszych miasteczek. Odbijamy do Viterbo. Po drodze zatrzymujemy się w Bomarzo, gdzie mieści się ogród Sacro Bosco, nazywany Parkiem Potworów. Został on stworzony w XVI w. przez miejscowego księcia po śmierci swej żony. Oprócz ogromnych kamiennych potworów, jest tam także krzywy dom, w którym po wejściu chodzimy jak pijani i gdzie można się przekonać, jak organizm człowieka jest przyzwyczajony do pionu. Po relaksie w cieniu parkowych drzew podjeżdżamy do Viterbo. Chodzimy po najstarszej dzielnicy miasta San Pellegrino, gdzie można zobaczyć katedrę i co ciekawe Pałac Papieski, który został zbudowany w XIII w. Większość budowli wykonana jest z charakterystycznego szarego kamienia. Po drodze, w Montefiascone, widzimy jeszcze katedrę, której kopuła jest drugą, co do wielkości po kopule Bazyliki Św. Piotra. W końcu dobijamy do agroturystycznego kempingu, nad jeziorem, gdzie po raz pierwszy zażywamy kąpieli
w słodkiej wodzie.

14.07.2004 środa
( Bolsena -  Orvieto -  Todi -  Perugia -  Cesena -  Ravenna -  Lido di Spina )

Rano podjeżdżamy do centrum Bolseny. Miasteczko prezentuje się bardzo ładnie. W kościele Św. Krystyny w bocznej nawie znajduje się ołtarz, o którym wspomnieliśmy, przy okazji opisu pobytu w katedrze w Orvieto, a którego fragmenty stanowią relikwie właśnie tam przechowywane. Można tam zwiedzić również katakumby. Po ich obejrzeniu jedziemy dalej mijając z boku Orvieto, które wspaniale
prezentuje się na wysokim wzgórzu. Wjeżdżamy do Todi. Stromymi uliczkami dochodzimy do Piazza del Popoli, gdzie znajduje się katedra z XIII-XIV w. i kilka ciekawych pałaców. Bardzo ciekawy jest również położony niedaleko kościół San Fortunato z ozdobnym gotyckim portalem. Dojeżdżamy do wybrzeża w miejscu dość paskudnym. O ile kemping (z gatunku molochów) jest jeszcze do wytrzymania to odległa brudna plaża z brudną wodą już nie. Wokół rozpościerają się jeziora i bagniska parku narodowego.

15.07.2004 czwartek
(Lido di Spina - Venezia -  Udine -  Gemona)

Strasznie zatłoczoną drogą dojeżdżamy do Wenecji. Nacinamy się, zostawiając samochód na dużym wielopoziomowym parkingu, gdyż cena jest stała (19 euro za dobę), niezależnie od czasu pobytu, co w przypadku tylko kilkugodzinnego zwiedzania jest bardzo kosztowne. Wchodzimy w labirynt weneckich uliczek, oczywiście przechodząc przez najważniejsze miejsca   Ponte Rialto, Plac Św. Marka z
Bazyliką i kilka ciekawych pałaców, kościołów i mostów. Bazylika robi duże wrażenie, zarówno wewnątrz jak i z zewnątrz. Zadziwiająca jest jej strasznie nierówna posadzka. Na nocleg jedziemy na dobrze nam już znany kemping, położony u podnóża gór kemping w
Gemonie.

16.07.2004 piątek
(Gemona - Villach - Graz - Wien - Olomouc - Cieszyn - Łaziska Górne)

Ostatni dzień podróży przebiega bez sensacji, jedynie na sam koniec łapią nas dwie burze z oberwaniami chmury. Wieczorem docieramy do domu, kończąc naszą kolejną podróż. Tym razem w 4 tygodnie przejechaliśmy prawie 7 500 km. Podczas przejazdu przez Włochy, z wyjątkiem Wenecji, omijaliśmy duże miasta, które zresztą w większości poznaliśmy wcześniej. Wybieraliśmy pełne uroku małe
miasteczka, mające swój klimat i wiele do zaoferowania zwiedzającym. Niestety, trzeba stwierdzić, że w związku z spadkiem wartości złotego, a także wprowadzeniem euro, prawie wszystko stało się dla nas o około 50% droższe, w porównaniu z cenami sprzed 3-4 lat. Jeśli chodzi o Tunezję, to jest to kraj nastawiony na turystów, wylegujących się na plaży przed swoimi hotelami, których dzielnice
stanowią swoiste enklawy, oddzielone od reszty miast. Można tam obejrzeć ciekawe miejsca, jak również rozczarować się. Dziwiło nas, żedużo meczetów było niedostępne dla zwiedzających, ponadto nie czuło się tam, tak mocno  arabskiego smaku  jak na przykład w Syrii, która była naszym pierwszym krajem arabskim na podróżniczym szlaku. Jednak każdy kraj ma coś odmiennego do zaoferowania, co
powoduje, że warto go obejrzeć.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://marekceb.republika.pl/

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;