Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Grecja po raz drugi (2001 r.)
Autor: Alina i Marek Cebula   
25.06.2001 poniedziałek
(Łaziska Górne - Cieszyn - Olomouc - Wien - Graz - Villach - Udine - Venezia)
Jedziemy do Grecji. Z powodu napiętej sytuacji w Macedonii decydujemy się na przejazd do Włoch i  następnie promem do Igoumenitsy. Po przeszło 11 godzinach docieramy do Wenecji, błyskawicznie kupujemy bilety i wjeżdżamy na prom jako ostatni. Z tego powodu lokują nas na pokładzie z TIR ami  i podczas podróży nie mamy dostępu do samochodu. Nie byliśmy na to przygotowani i dlatego w
pośpiechu, zabieramy tylko karimaty, coś do jedzenia i lokujemy się w holu recepcyjnym, gdzie także nocujemy na podłodze, wśród wielojęzycznej gromadki. Odpływając mogliśmy podziwiać Wenecję od morza.

26.06.2001  wtorek
(prom Venezia - Igoumenitsa)
Cały dzień wokół tylko woda. Straszne nudy. Chyba nie mamy duszy marynarzy. Obserwujemy tylko brzegi Albanii, a potem Grecji. Dopływamy o 21 i już po ciemku, zjadani przez komary, rozbijamy się na kempingu.

27.06.2003 środa
(Igoumenitsa - Ioannina - Kalambaka(Meteora))

Rano, pierwsza rzecz to oczywiście kąpiel w morzu, a potem ruszamy w kierunku Meteorów. Droga przez góry jest bardzo kręta i malownicza. Docieramy do Kalambaki, zwiedzanie zostawiamy na następny dzień. Wieczorem podziwiamy tylko wspaniale podświetlone skały Meteorów.

28.06.2001  czwartek
(Meteora - Larissa - Lamia - wybrzeże M. Egejskiego)
Podjeżdżamy pod klasztory. Jako pierwszy zwiedzamy klasztor św. Stefana, zamieszkany przez mniszki. Wszystkie panie w spodniach muszą założyć wypożyczane na miejscu spódnice. Następnie jedziemy do Wielkiego Meteoronu. Tutaj z kolei mieszkają mnisi. Oprócz monastyru, można zobaczyć muzeum, dawną kuchnię, refektarz. Można także zapoznać się ze sposobem, w jaki odbywał się transport
na górę dawniej ( kołowrotem ), a jak dzisiaj ( odkrytym wagonikiem zawieszonym na linie) . Widoki wokół (przepaście) zapierają dech w piersiach, wywołują grozę. Po zwiedzeniu jedziemy dalej, docierając na wybrzeże Morza Egejskiego

29.06.2001 piątek
(Thermopiles - Marathon - Rafina)

Jedziemy dalej na południe. Po drodze Termopile. Omal ich nie przegapiliśmy, bo miejsce sławnej bitwy upamiętnione jest pomnikiem, który mieści się przy przelotowej drodze, a wokół tylko zieleń i góry. Zajęci jazdą, dostrzegliśmy go w ostatniej chwili. Jedziemy dalej na południe pomijając Ateny. Nie planujemy tym razem ich zwiedzania (byliśmy tam w 1992 r.). Znajdujemy kemping położony na górze
schodzącej do malowniczej zatoki.

30.06.2001  sobota

(Rafina - odpoczynek)
Po paru intensywnych dniach postanawiamy odpocząć, dlatego nie ruszamy się z kempingu.

1.07.2001  niedziela

(Rafina - Sounio)
Przemieszczamy się na Przylądek Sunion - bardzo malowniczy zakątek. Znajdują się tam ruiny świątyni Posejdona, górującej nad całą okolicą. Okazało się, że rycie napisów w znanych miejscach, upamiętniających czyjś pobyt, to nie wynalazek dzisiejszych czasów. Wiele z napisów pochodziło z XIX w. Ponoć na jednej z kolumn  podpisał  się Byron.  

2.07.2001 poniedziałek

(Sounio - Athina(Pireas) -Epidauros)
Jedziemy  na nosa  przez portową dzielnicę Aten   Pireus i poprzez Kanał Koryncki dostajemy się na Peloponez. Zatrzymujemy się w Neo Epidauros. Okazuje się, że do amfiteatru jest dość kawałek i zostawiamy zwiedzanie na następny dzień. Po południu rozpętała się potężna burza, której ofiarami, stali się, jak się później dowiedzieliśmy polscy turyści.

3.07.2001  wtorek
(Epidauros - Nafplio)
Teatr w Epidauros jest największym teatrem greckim, i to widać. Wszyscy zwiedzający sprawdzają jego akustykę, wyśpiewując piosenki w swoich językach. Po przyjeździe na kemping, jedziemy zwiedzać Nafplio. Ze wzgórza na którym znajduje się zespół fortyfikacji roztacza się piękny widok na miasto, na wyspę Bourtzi i całą okolicę. Docieramy tam pieszo po tysiącach kamiennych schodów, więc po zejściu w nogach czuje się  budyń .

4.07.2001 środa
(Nafplio -Tripolis -Mistra - Githio)
Kolejnym naprawdę wartym obejrzenia miejscem jest opuszczone bizantyjskie miasto   Mistra. Rozłożone na zboczu góry, posiada mury obronne, wspaniałe kościoły, a właściwie kościołeczki, kaplice, klasztor, a w mieście górnym zamek. Wszystko, jakby w miniaturze. Patrząc w dół widać dolinę Sparty, ale to już tylko historyczna nazwa. Docieramy na samo południe Peloponezu.

5.07.2001 czwartek

(Githio - Monemvasia - Githio)
Robimy sobie wycieczkę do Monemvasii, nazywanej greckim Gibraltarem. Miasto podobne jest trochę do Mistry, ale zamieszkałe i  żywe. Niewidoczną z daleka ścieżką, podziwiając wspaniałe widoki, wspinamy się do Górnego Miasta, gdzie jedynym zachowanym obiektem jest kościół Agia Sofya. Siedząc w środku słychać jak w jego kopule świszczy wiatr. Jest naprawdę wysoko, za kościółkiem jest już tylko urwisko.  

6.07.2001 piątek
(Githio - Kalamata - Pirgos - jaskinie Dyros - Kalamata Verga)
Jedziemy w kierunku Kalamaty, przez region w którym tradycyjnie buduje się tzw. domy wieżowe. Mimo dość drogich biletów, postanawiamy zwiedzić jaskinie Dyros. Dostajemy kamizelki ratunkowe i wsiadamy do łódek. Znaczną część jaskiń zwiedzamy w ten sposób. Płyniemy w międzynarodowym towarzystwie (Austriacy, Holendrzy) Niestety, jedyną kwestią w obcym języku znaną przewodnikowi jest:  Jestem Grekiem i mówię tylko po grecku . Jaskinie są bajeczne i zrobiły na nas ogromne wrażenie. Ponadto możemy trochę odpocząć od spiekoty, panującej na zewnątrz. Docieramy na kemping. W morzu, czystym jak kryształ, wybijają źródełka z słodką wodą, nieustannie unoszą się pęcherzyki powietrza.

7.07.2001 sobota
(Kalamata Verga - Tolo)
Ponieważ woda jest taka wspaniała, spędzamy w niej jeszcze przedpołudnie. Potem, przemieszczamy się tylko na następny kemping.

8.07.2001 niedziela
(Tolo - Olimpia - Palouki)
Jedziemy do Olimpii. Najpierw zwiedzamy muzeum, które jest jednym z najbogatszych w Grecji. Ekspozycja urządzona jest chronologicznie. Idąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara oglądamy eksponaty od czasów prehistorycznych, poprzez klasyczne, aż po rzymskie.  Potem spacerujemy po starożytnej Olimpii. Miasto cieszyło się sławą ośrodka religijnego i sportowego. Dochodzimy do
stadionu. Piotrek przebiega się po historycznej bieżni. Ze względu na wysoką temperaturę jesteśmy tylko kibicami. Świątynia Zeusa to tylko rozsypane fragmenty kolumn, jednak ich średnica daje pojęcie, jak wielka to była budowla. Przechodzimy przez pracownię Fidiasza, w której powstały jedne z jego największych dzieł.

9.07.2001 poniedziałek

(Palouki - Kastro - Palouki)
Rano wybieramy się na zwiedzanie frankońskiego zamku Chlemoutsi. Położony na górze jest widoczny z bardzo daleka. Z jego murów roztacza się ładny widok.

10.07.2001 wtorek
(Palouki - Kato Alissos)
Podjeżdżamy na następny kemping, położony nad Zat. Koryncką i oddajemy się błogiemu lenistwu.

11.07.2001 środa
(Kato Alissos - Preveza)
Opuszczamy Peloponez, po drodze mamy dwa promy. Pierwszym pokonujemy dłuższą, a drugim krótszą drogę. Droga malownicza. Morze w Prevezie nie nadaje się do pływania, ale za to oglądamy dno morskie i obserwujemy różne żyjątka. Wieczorem udaje nam się wreszcie zobaczyć zachód słońca.

12.07.2001 czwartek

(Preveza - Igoumenitsa)
Przemieszczamy się na kemping położony 6 km od Igumenitsy. Rozbijamy się i jedziemy do miasta załatwić sprawę biletów. Niestety zawiesił się system komputerowy i nie możemy sobie zaklepać miejsc na promie. Trochę się denerwujemy, a pani z obsługi uspakaja nas, tłumacząc że mamy przyjść jutro i miejsca "albo będą, albo nie" . Nie należy się tym w ogóle przejmować, czyli typowa dla południowców
"maniana" . Niestety my nie wytrzymujemy nerwowo   przecież musimy wrócić do pracy   i wieczorem wracamy do biura, tym razem wszystko się udaje.

13.07.2001 piątek

(prom Igoumenitsa - Venezia)
Wstajemy wcześnie rano, pakujemy się i jedziemy na prom. W porcie mamy być o 8.30, a wypływamy o 10.00. Tym razem zabieramy wszystkie potrzebne rzeczy i dostateczną ilość jedzenia. Poza tym, ponieważ zadekowano nas na właściwym pokładzie, mamy cały czas dostęp do samochodu. Początkowo płyniemy wzdłuż wybrzeża Albanii. Naprawdę to dziwny kraj. Wszędzie wybrzeża to miejsca tętniące życiem. Tu nie widać żadnych zabudowań, dróg, przystani rybackich, nic tylko czysta przyroda. Tylko w jednym miejscu w odległej zatoce widać zabudowania większego miasta. Dla zabicia czasu patrzymy na grecki dziennik telewizyjny. To naprawdę hit! Trwał chyba ponad 2 godziny, kompletne wymieszanie tematów całkowicie błahych z ważnymi. Ważne wydarzenie polityczne, a następnie 15 minutowa  relacja ze ściąganie kotka z drzewa przez straż pożarną.

14.07.2001 sobota
(Venezia - Udine - Villach - Graz - Wien - Olomouc - Cieszyn - Łaziska Górne)

Rankiem wpływamy do budzącej się Wenecji, znowu podziwiając jej wspaniałą architekturę w promieniach wschodzącego słońca. Od razu wskakujemy na autostradę i pędzimy do domu. Zaskakują nas jeszcze austriaccy drogowcy, którzy z powodu lepienia dziury o powierzchni ok. 2 m kw. na autostradzie pod Wiedniem, zamykają 2 pasy ruchu i odcinek 10 km pokonujemy w 2 godziny. Wieczorem docieramy do domu. W ciągu trzech tygodni przejechaliśmy 4180 km, z czego ponad 2 tys. zajął nam dojazd i powrót z Wenecji.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://marekceb.republika.pl/

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;