Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Turcja (ponownie) - 2004
Autor: Stanislavus   
1.jpgPrzed dwoma laty spędziłem z żoną i synem jedne z najciekawszych wakacji. Przez miesiąc pokonaliśmy starą, acz niezawodną jak się okazuje Toyotą ponad 10 000 km dokoła Turcji po granice: Armenii, Iranu i Syrii. Zabrakło nam jednak czasu na zwiedzenie tzw. Turcji egejskiej. Tę zaległość wypełniliśmy w roku bieżącym.

W podróż wyruszyłem jedynie z żoną. Oczywiście naszym starym, kilkunastoletnim gratem.Przejechaliśmy trasę: Słowacja (piwniczna), Węgry (Tornyosnemeti), Rumunia (Bors), Serbia (Gura Vaii), Bułgaria (Kalotina), Grecja (Kulata), Turcja (Kipi), Ecebat ? Canakkale ? Assos ? Kadirga ? Pergamon ? Selcuk ? Kusadasi ? Priene, Milet, Didyma i z powrotem identycznie jak?tam? Nie będę jak poprzednio opisywał całej podróży, ograniczę się jedynie do udzielenia kilku rad dla podróżujących w kierunku Turcji, bo sądzę, że warto je poznać.

Po pierwsze należy jechać przez Rumunię, po czym wykorzystać możliwość przejazdu bezwizowego (bezprzepustkowego) przez Serbię. Następnie wjeżdżamy do Bułgarii przez przejście w Kalotina, po czym Sofia i jedziemy do Grecji przez Kulatę. Następnie kierujemy się do Turcji przez Kavalę i Alexandropolis. Do Azji płyniemy promem przez Dardanele (Ecebat-Canakkale).
Opisana wyżej trasa ma wiele plusów w porównaniu z innymi, (które poprzednio jadąc do Turcji, czy Grecji ?przerabiałem?).
Oto one:
1. Nie płacimy za autostrady serbskie (płacimy, jeśli jedziemy z Węgier),
2. Nie płacimy za most lub promy oraz haraczy granicznych, jeżeli jedziemy z Rumunii do Bułgarii,
3. Na przejściu w Kalotina tankujemy bezcłowe paliwo!,
4. Płacimy jedynie opłatę wjazdową i dezynfekcyjną wjeżdżając do Bułgarii (w sumie12 ? ale nie płacimy nic za drogi),
5. Unikamy haraczy płaconych zazwyczaj pogranicznikom, czy celnikom bułgarskim.

Ja jechałem przez Rumunię, ponieważ nocowaliśmy u znajomych. Przejście na Żelaznych Wrotach w Gura Vai jest puste, ponieważ Serbowie wprowadzili wizy dla Rumunów. Żadnych kolejek i pełna kultura zarówno po stronie rumuńskiej jak i serbskiej. Podobna kultura na przejściach w Kalotina i Kulata. Serdecznie wyżej opisaną trasę polecam. Nadkłada się trochę drogi, ale komfort przekraczania granic, brak nachalnego domagania się bakszyszy i brak opłat drogowych (autostradowych) w Bułgarii (na tej trasie) w pełni rekompensują nadłożoną setkę kilometrów.

Turcja. Niesamowita zmiana kursów i cen w porównaniu z 2002 rokiem. Po pierwsze kurs dolara. Przed dwoma laty wymieniając czeki za dolara otrzymywaliśmy ponad 1,6 mln TL. Obecnie 1,42 mln TL!!! Ceny skoczyły natomiast o jakieś50 do 100 %!!!

Fatalną informacją dla miłośników zwiedzania zabytków jest brak jakichkolwiek zniżek przy zakupie biletów wstępu do obiektów zabytkowych. Przed dwoma laty na legitymacje ITIC i ISIC dostawaliśmy od 70 do 100 % zniżki!!! Ceny biletów wstępu wręcz porażają. Na przykład wstęp do Pergamonu: 10 mln Tl, Efezu 15 mln TL, Maryemana ? 9 mln Tl, Milet, Priene, Didyma nieco taniej, bo po 5 mln TL.

Podrożały też campingi. Za 2 osoby, samochód, namiot i prąd z reguły żadają 10 mln TL. My przebywaliśmy w 10 dolarowych hotelach a nad morzem na 2 campingach. W Kadirga za kiepski, natomiast wspaniale położony ?Cadir? wytargowaliśmy cenę po $5 za dzień, przebywając na campingu tydzień. W centrum Kusadasi za trzy dni, po lekkim targowaniu zapłaciliśmy 20 ? na campingu Onder.

Posiłkując się przewodnikiem Pascala nie znaleźliśmy opisanych w nim campingów w Akliman koło Gulpinar i Babakale. Po prostu zlikwidowano je pozostając jedynie przy działalności gastronomicznej. Poszukując opisanych w przewodniku campingów uzyskaliśmy zgodę na rozbicie namiotu w gaju oliwnym jednego z większych producentów oliwy w Akliman, tak, że ponad tydzień spędziliśmy na ?prywatnej? wręcz plaży. Co zwiedziliśmy? Po pierwsze Pergamon, po drugie Efez i Maryemanę, następnie Selcuk, Kusadasi, Milet, Priene, Didymę, Pamucak i Babakale.

Co zwiedzić warto w związku z drożyzną biletów wstępu? Na pewno Efez ? jest dobrze zachowany, dość duży i dający wyobrażenie o życiu starożytnym. Pergamon ? niewiele się zachowało. Wiele terenów kryjących zabytki starożytności jest obecnie zabudowanych, ale warto, chociażby dla wspaniałych widoków. Jeśli ktoś lubi życie nocne, to niezłe jest Kusadasi. Jest też dobrą bazą wypadową do zwiedzenia Efezu, Miletu, Priene i Didymy. Warto zobaczyć wspaniałą plażę w Pamucak.
Oliwkowa riwiera od Assos do Edremit jest obecnie dość zatłoczona przez turecką klasę średnią. Na prawdziwy wypoczynek polecam zachodnie wybrzeże od Babakale po Bozcadę. Morze jest tam czyste i niezbyt gorące a ceny nieco niższe niż na południu na riwierze, gdzie upał jest dokuczliwy.

Podsumowując: spędziliśmy ponad trzy tygodnie na zwiedzaniu i wypoczynku w Turcji. Przygotowując posiłki samodzielnie z produktów kupionych w supermarketach ( głównie Migros oraz BiM), warzyw kupionych na targach lub od objazdowych handlarzy, kilkakrotnie jadając w niewyszukanych knajpkach, gdzie jadali miejscowi, zapłaciliśmy za nasze wakacje nieco ponad 4 tysiące złotych ( w tym prezenty dla rodziny i znajomych, głównie herbata, oliwa z Ezine, mydła oliwkowe z lawendą, trochę odzieży bawełnianej i przeróżnych drobiazgów. Dużym ułatwieniem były dla nas noclegi tranzytowe, które urządzili nam nasi przyjaciele w Rumunii (Tg Jiu) i Bułgarii (Sofia).

Sądzę, że jeszcze Turcja jest dla niezamożnych Polaków atrakcyjna cenowo. Jeśli dodać do tego wspaniale zabytki, wiele niezatłoczonych plaż, czyste morze i wspaniałych, otwartych, życzliwych ludzi, to Turcja jest wakacyjnym kierunkiem godnym polecenia.Przed dwoma laty spędziłem z żoną i synem jedne z najciekawszych wakacji. Przez miesiąc pokonaliśmy starą, acz niezawodną jak się okazuje Toyotą ponad 10 000 km dokoła Turcji po granice: Armenii, Iranu i Syrii. Zabrakło nam jednak czasu na zwiedzenie tzw. Turcji egejskiej. Tę zaległość wypełniliśmy w roku bieżącym.

W podróż wyruszyłem jedynie z żoną. Oczywiście naszym starym, kilkunastoletnim gratem.Przejechaliśmy trasę: Słowacja (piwniczna), Węgry (Tornyosnemeti), Rumunia (Bors), Serbia (Gura Vaii), Bułgaria (Kalotina), Grecja (Kulata), Turcja (Kipi), Ecebat ? Canakkale ? Assos ? Kadirga ? Pergamon ? Selcuk ? Kusadasi ? Priene, Milet, Didyma i z powrotem identycznie jak?tam? Nie będę jak poprzednio opisywał całej podróży, ograniczę się jedynie do udzielenia kilku rad dla podróżujących w kierunku Turcji, bo sądzę, że warto je poznać.

Po pierwsze należy jechać przez Rumunię, po czym wykorzystać możliwość przejazdu bezwizowego (bezprzepustkowego) przez Serbię. Następnie wjeżdżamy do Bułgarii przez przejście w Kalotina, po czym Sofia i jedziemy do Grecji przez Kulatę. Następnie kierujemy się do Turcji przez Kavalę i Alexandropolis. Do Azji płyniemy promem przez Dardanele (Ecebat-Canakkale).
Opisana wyżej trasa ma wiele plusów w porównaniu z innymi, (które poprzednio jadąc do Turcji, czy Grecji ?przerabiałem?).
Oto one:
1. Nie płacimy za autostrady serbskie (płacimy, jeśli jedziemy z Węgier),
2. Nie płacimy za most lub promy oraz haraczy granicznych, jeżeli jedziemy z Rumunii do Bułgarii,
3. Na przejściu w Kalotina tankujemy bezcłowe paliwo!,
4. Płacimy jedynie opłatę wjazdową i dezynfekcyjną wjeżdżając do Bułgarii (w sumie12 ? ale nie płacimy nic za drogi),
5. Unikamy haraczy płaconych zazwyczaj pogranicznikom, czy celnikom bułgarskim.

Ja jechałem przez Rumunię, ponieważ nocowaliśmy u znajomych. Przejście na Żelaznych Wrotach w Gura Vai jest puste, ponieważ Serbowie wprowadzili wizy dla Rumunów. Żadnych kolejek i pełna kultura zarówno po stronie rumuńskiej jak i serbskiej. Podobna kultura na przejściach w Kalotina i Kulata. Serdecznie wyżej opisaną trasę polecam. Nadkłada się trochę drogi, ale komfort przekraczania granic, brak nachalnego domagania się bakszyszy i brak opłat drogowych (autostradowych) w Bułgarii (na tej trasie) w pełni rekompensują nadłożoną setkę kilometrów.

Turcja. Niesamowita zmiana kursów i cen w porównaniu z 2002 rokiem. Po pierwsze kurs dolara. Przed dwoma laty wymieniając czeki za dolara otrzymywaliśmy ponad 1,6 mln TL. Obecnie 1,42 mln TL!!! Ceny skoczyły natomiast o jakieś50 do 100 %!!!

Fatalną informacją dla miłośników zwiedzania zabytków jest brak jakichkolwiek zniżek przy zakupie biletów wstępu do obiektów zabytkowych. Przed dwoma laty na legitymacje ITIC i ISIC dostawaliśmy od 70 do 100 % zniżki!!! Ceny biletów wstępu wręcz porażają. Na przykład wstęp do Pergamonu: 10 mln Tl, Efezu 15 mln TL, Maryemana ? 9 mln Tl, Milet, Priene, Didyma nieco taniej, bo po 5 mln TL.

Podrożały też campingi. Za 2 osoby, samochód, namiot i prąd z reguły żadają 10 mln TL. My przebywaliśmy w 10 dolarowych hotelach a nad morzem na 2 campingach. W Kadirga za kiepski, natomiast wspaniale położony ?Cadir? wytargowaliśmy cenę po $5 za dzień, przebywając na campingu tydzień. W centrum Kusadasi za trzy dni, po lekkim targowaniu zapłaciliśmy 20 ? na campingu Onder.

Posiłkując się przewodnikiem Pascala nie znaleźliśmy opisanych w nim campingów w Akliman koło Gulpinar i Babakale. Po prostu zlikwidowano je pozostając jedynie przy działalności gastronomicznej. Poszukując opisanych w przewodniku campingów uzyskaliśmy zgodę na rozbicie namiotu w gaju oliwnym jednego z większych producentów oliwy w Akliman, tak, że ponad tydzień spędziliśmy na ?prywatnej? wręcz plaży. Co zwiedziliśmy? Po pierwsze Pergamon, po drugie Efez i Maryemanę, następnie Selcuk, Kusadasi, Milet, Priene, Didymę, Pamucak i Babakale.

Co zwiedzić warto w związku z drożyzną biletów wstępu? Na pewno Efez ? jest dobrze zachowany, dość duży i dający wyobrażenie o życiu starożytnym. Pergamon ? niewiele się zachowało. Wiele terenów kryjących zabytki starożytności jest obecnie zabudowanych, ale warto, chociażby dla wspaniałych widoków. Jeśli ktoś lubi życie nocne, to niezłe jest Kusadasi. Jest też dobrą bazą wypadową do zwiedzenia Efezu, Miletu, Priene i Didymy. Warto zobaczyć wspaniałą plażę w Pamucak.
Oliwkowa riwiera od Assos do Edremit jest obecnie dość zatłoczona przez turecką klasę średnią. Na prawdziwy wypoczynek polecam zachodnie wybrzeże od Babakale po Bozcadę. Morze jest tam czyste i niezbyt gorące a ceny nieco niższe niż na południu na riwierze, gdzie upał jest dokuczliwy.

Podsumowując: spędziliśmy ponad trzy tygodnie na zwiedzaniu i wypoczynku w Turcji. Przygotowując posiłki samodzielnie z produktów kupionych w supermarketach ( głównie Migros oraz BiM), warzyw kupionych na targach lub od objazdowych handlarzy, kilkakrotnie jadając w niewyszukanych knajpkach, gdzie jadali miejscowi, zapłaciliśmy za nasze wakacje nieco ponad 4 tysiące złotych ( w tym prezenty dla rodziny i znajomych, głównie herbata, oliwa z Ezine, mydła oliwkowe z lawendą, trochę odzieży bawełnianej i przeróżnych drobiazgów. Dużym ułatwieniem były dla nas noclegi tranzytowe, które urządzili nam nasi przyjaciele w Rumunii (Tg Jiu) i Bułgarii (Sofia).

Sądzę, że jeszcze Turcja jest dla niezamożnych Polaków atrakcyjna cenowo. Jeśli dodać do tego wspaniale zabytki, wiele niezatłoczonych plaż, czyste morze i wspaniałych, otwartych, życzliwych ludzi, to Turcja jest wakacyjnym kierunkiem godnym polecenia.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;