Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Tajlandia (Krabi) 2007
Autor: Bogusław Jankowski   
Thursday, 27 September 2007
Środa/czwartek, 27/28 czerwca
Po pełnej turbulencji podróży z Budapesztu do Bangkoku znaleźliśmy się na jednym 
z największych lotnisk świata. Dotarcie do miejsca, gdzie na taśmę wyjechały nasze bagaże, zajęło nam sporo czasu. Niestety, przez pomyłkę zabraliśmy torbę, która jak się później okazało należała do jakiegoś pana z Poznania (wyglądały identycznie - przepraszamy). 
Z tego powodu spóźniliśmy się na boarding do Krabi. Nasze bagaże musieliśmy zabrać jako podręczne, przez co straciliśmy kilka kosmetyków (zakaz przewożenia płynów powyżej 100 ml).
Z lotniska odebrał nas pan Leszek, który opowiedział nam wiele ciekawych rzeczy 
o Tajlandii i opisał czekające nas atrakcje, czym znacznie poprawił nam humory. Hotel (Beach Terrace) jest O.K. Jutro jedziemy do parku narodowego Kao Sok, gdzie będziemy przemierzać dżunglę na słoniach.
Późnym wieczorem postanowiliśmy spróbować specjałów uważanej za jedną z najlepszych
na świecie kuchni tajskiej. To, co jedliśmy, było dla nas albo za ostre, albo zbyt „obce”, 
by od razu przekonać się do tych smaków. Bardzo smaczne były natomiast soki ze świeżo
wyciśniętych owoców.
 
t1.jpgPiątek, 29 czerwca
Pierwsza noc była dla nas ciężka. Różnica czasu sprawiła, że spaliśmy (z przerwami) ok. 3 godzin. Po śniadaniu (tradycyjnym) wyjechaliśmy z panem Leszkiem na pierwszą  z naszych wycieczek. Obejmowała ona:
- przejażdżkę na słoniach po dżungli
- obiad w restauracji położonej nad rzeką (m.in. przepyszne krewetki w cieście)
- 7-kilometrowy relaksujący spływ kajakami wśród przepięknych krajobrazów
- wodospady w jakimś parku narodowym.
Tego wieczora nie mieliśmy najmniejszych problemów z zaśnięciem i spaliśmy zdrowo
i smacznie przez 10 godzin.



t2.jpgSobota, 30 czerwca
To kolejny dzień „zorganizowany” nam przez pana Leszka. Zaczął się od pogryzienia nas przez malutkie komary na „plantacji ananasów”, na której były ładne skały, ale nie było ananasów. Następnie pojechaliśmy do Świątyni Tygrysa, której nazwa wzięła się stąd, że w tym miejscu zabito kiedyś... lamparta. Mieszkają tam, w malutkich domkach położonych wśród skał, mnisi buddyjscy używający... telefonów komórkowych oraz markowych kosmetyków i chemii gospodarczej,
a także złośliwe małpy wyrywające turystom z rąk jedzenie i aparaty fotograficzne. Kolejne dwa etapy naszej wycieczki to kąpiel w gorących źródłach oraz w położonym w niewielkiej odległości kryształowym jeziorku. Oba te miejsca to wspaniałe „parki wodne” stworzone przez naturę. Na koniec pojechaliśmy na dwukilometrową, niemal zupełnie pustą plażę, na której zbieraliśmy muszelki. W ciągu tego, jak i poprzedniego dnia podczas jazdy mogliśmy zobaczyć różne oblicza Tajlandii. Oprócz pięknych miejsc i hoteli również prymitywne budy, w których mieszka biedota. Wiele z budynków położonych w pobliżu dżungli jest zbudowanych na palach dla ochrony przed dzikimi zwierzętami.
 
t7.jpgNiedziela, 1 lipca
W godzinach porannych przypłynęliśmy na wyspę Pee Pee Don, gdzie zamieszkaliśmy  w hotelu Banyan Villa. Po drodze podziwialiśmy piękne skaliste wyspy. Podczas odpływu okazało się,
że w wodzie jest bardzo dużo śmieci, co w tak pięknym miejscu jest rzeczą wprost niepojętą. Świat podwodny w zatoce po północnej stronie przesmyku dzielącego wyspę na dwie części troszkę zawiódł nasze oczekiwania,
ale wierzymy, że to co najlepsze dopiero przed nami.





t5.jpgPoniedziałek, 2 lipca
Cały dzisiejszy dzień spędziliśmy na wycieczce łodzią długorufową wokół wysp Phi Phi
ze snorkelingiem i pobytami na plażach. Widzieliśmy fantastyczne miejsca  i wiele różnych kolorowych ryb. Najważniejsze z miejsc, które widzieliśmy, to: Shark Point, Bamboo Island, Monkey Beach i słynna Maya Bay. Dzień zakończyliśmy jedną z lepszych pizz jakie do tej pory jedliśmy. Zastanawialiśmy się, skąd tutaj biorą wszystkie potrzebne składniki, w tym przede wszystkim ser.




t3.jpgWtorek, 3 lipca
Zaspaliśmy na śniadanie wydawane do 10-tej, kupiliśmy owoce i napoje i poszliśmy na punkt widokowy. Widoki przepiękne, ale wchodzenie
w południe nie było najlepszym pomysłem. Sklep na szczycie prowadzi mężczyzna, który zna kilka słów po polsku oraz rozumie wiele innych języków.
 








t4.jpgŚroda, 4 lipca
Super dzionek, widzieliśmy rekiny. Zero strachu, masa radości. Przez większość dnia świeciło ostre słońce, którego nie wolno nie docenić, 
bo konsekwencje mogą być bardzo przykre.
W pewnym, na szczęście niewielkim stopniu, tak było z nami. Spotkaliśmy dwoje Polaków, co nie jest tutaj łatwe. Wieczorem krótko, ale intensywnie padał deszcz.
 






t8.jpgCzwartek, 5 lipca
Rano wybraliśmy się na Shark Point w nadziei ponownego spotkania z rekinami. Nic z tego jednak nie wyszło – woda była mocno rozkołysana, a widoczność nie najlepsza. 
Za to po południu wypożyczonymi kajakami popłynęliśmy na bardzo ładną rafę położoną
na południowy zachód od portu.
Na malutkiej plaży spotkaliśmy małpy, które zabrały nam owoce i wodę w butelkach.
 







t6.jpgPiątek, 6 lipca
Dzisiaj dobiegł końca nasz pobyt na Pee Pee. Popłynęliśmy do Krabi, skąd dostaliśmy się już drogą lądową na Lantę. Jesteśmy prawie sami 
w wielkim hotelu (Lanta Casuarina). Lanta znacznie różni się od dotychczasowych, zatłoczonych 
i głośnych miejsc naszego pobytu: jest tu cicho 
i spokojnie, wyspa jest bardzo słabo zaludniona.
Z hotelu mamy wyjście bezpośrednio na plażę, która byłaby naprawdę piękna, gdyby nie duża ilość śmieci. To efekt działania zachodniego monsunu, który w sezonie zmienia kierunek na wschodni.
 



t9.jpgSobota, 7 lipca
Totalny luz. Plaża, basen, drinki, Wimbledon 
w telewizji. Po południu nadeszła burza, która przez moment wyglądała naprawdę groźnie.
 
                                                                                                           






Niedziela, 8 lipca
Dzisiaj przed południem byliśmy na lokalnym targu. Nie zrobił na nas zbyt dobrego wrażenia (zwłaszcza na naszych nosach). Po południu spacerowaliśmy po plaży i odpoczywaliśmy
przy basenie. Czeka nas długa podróż, więc musieliśmy naładować akumulatory. Hotel Lanta Casuarina polecamy z czystym sumieniem. Jest tu świetna obsługa i bardzo dobra kuchnia.

Joanna, Bogusław i Tomasz Jankowscy
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;