Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Zanzibar - Jambiani, Coco Beach
Autor: Bogusław Jankowski   
Thursday, 27 September 2007
UWAGI OGÓLNE

Wyjazd z Polski pod koniec lutego sprawił, że mieliśmy spore problemy z przystosowaniem się do wysokiej temperatury. Wydaliśmy 300 PLN na leki antymalaryczne, a nie widzieliśmy ani jednego komara. Pewnie jednak występują w porze deszczowej, bo w pokojach nad łóżkami są moskitiery. Nie mieliśmy również problemów z muchami i robactwem. Wiza kosztuje 50 USD od osoby, a przy wyjeździe pobierana jest opłata "wylotowa" w wysokości 25 USD. Miejscowi są przyjaźni, ale niczego nie robią bezinteresownie. Umawiając się z nimi na jakiekolwiek wycieczki itp. należy pytać dosłownie
o wszystko, gdyż może się okazać, że "wpakują" nas w coś, co tylko dla nich jest normalne.

Śniadania były codziennie takie same: owoce, jajko ( bez smaku ), naleśnik, miód, dżem i herbata. Za 10 USD można
się najeść do syta, chociaż wybór potraw i ich smak nie każdemu będzie odpowiadać. Około 10 marca można już
spodziewać się deszczu.

UCZESTNICY - JA I MÓJ SYN

28.02. poniedziałek

Godz.17. Wylatujemy z Warszawy przy kilkustopniowym mrozie i padającym śniegu. W drodze na Zanzibar czekają nas dwie przesiadki - w Amsterdamie i Nairobi.

01.03. wtorek

Ok. 12.00 miejscowego czasu ( + 2 godziny w stosunku do polskiego ) przylatujemy na Zanzibar. Widoki z samolotu przed lądowaniem na wyspie oszałamiały i pozwoliły zapomnieć o jednej zagubionej w drodze torbie podróżnej. Po wykupieniu obowiązkowej wizy ( aż 50 USD od osoby ) wsiadamy do busa i ruszamy do Jambiani. Na drodze tłok, setki rowerzystów, ruch lewostronny. Przejeżdżając przez miasto stwierdzamy, że to zupełnie inny świat, a mijając przydrożne stragany
z żywnością poczuliśmy obawę, że chyba trzeba tu będzie głodować. Jadąc dalej mijamy niewielkie wioski i kilka punktów kontrolnych z barierami wykonanymi z beczek i drągów, przy których stoją ( leżą ) znudzeni żołnierze. Wreszcie po niecałych 2 godzinach dojeżdżamy do wioski Jambiani i widzimy wschodnie wybrzeże Zanzibaru. Widok jest imponujący - takich obrazków nie widzieliśmy dotąd nawet w telewizji, bo obraz telewizyjny nie jest w stanie oddać piękna takich miejsc. Lokujemy się w naszym bungalowie i zaraz po rozpakowaniu rzeczy z jednej torby ( brak w niej moich ciuchów ) wchodzimy do oceanu. Żeby to zrobić musimy pokonać około 300 metrów, gdyż właśnie trwa odpływ. Woda jest krystalicznie czysta
i wręcz za ciepła. Wieczorem chodząc po plaży z latarką zbieramy muszle przyniesione przez przypływ i kładziemy się
do łóżek. Zasnąć mimo zmęczenia nie jest łatwo, gdyż w pokoju jest zbyt duszno ( nie działa wentylator ).

3.jpg02.03. środa

W ciągu całego dnia rozdajemy dzieciom przywiezione z Polski długopisy, flamastry, balony i cukierki. Teraz chodzą za nami wszędzie. Kupiliśmy od nich piękne muszle. Niejaki Moskito wspiął się na palmę i zerwał dla nas orzecha kokosowego. Moskito jest niesamowicie zręczny, a orzech ( sok i miąższ ) bardzo smaczny. W pokoju zaczął działać wentylator i można już normalnie spać.








4.jpg03.03. czwartek

Pojechaliśmy do rezerwatu Jozani Forest, w którym żyją
m.in. małpki Red Colobus, nie występujące nigdzie indziej poza Zanzibarem. Droga do Jozani okazała się koszmarem. Błędem było skorzystanie z lokalnej komunikacji. Gdy wsiadaliśmy
do pojazdu zwanego "dala-dala" już było w nim ciasno,
a po drodze dosiadło się jeszcze z 10 osób. Smród i ścisk nie do zniesienia. Wracamy autostopem w dużo bardziej komfortowych warunkach.








2.jpg04.03. piątek


Rano płyniemy z Moskito i "kapitanem" łódką na rafę, położoną
ok. 1,5 kilometra od brzegu. Rafa dosyć ładna,
ale spodziewaliśmy się więcej. Syn poczuł się bardzo źle i wracał na dnie łodzi. Po powrocie szybko odzyskał wigor. Po południu idziemy na mecz piłki nożnej pomiędzy drużynami z Jambiani
i jakiejś innej wsi. Zaskoczył nas wysoki poziom
oraz profesjonalne stroje piłkarzy i sędziów. Na widowni około 1000 osób, w tym 2 białych - my.








1.jpg05.03. sobota

Rano jedziemy do Kizimkazi, gdzie łodzią motorową płynie się
do Zatoki Delfinów. To musi być super wycieczka, ale wtedy, kiedy widzi się delfiny. My mieliśmy wyjątkowego pecha i nie widzieliśmy żadnego. Ten zawód osłodziło nam trochę nurkowanie na rafie ( snorkeling ), gdyż było tam dużo więcej rybek niż podczas nurkowania w Jambiani. W drodze powrotnej odwiedzamy mini zoo, o którym krótko: rzeczywiście jest mini.








6.jpg06.03. niedziela

Jedziemy do Stone Town ( Kamiennego Miasta ), o którym
w internecie czytaliśmy, że trzeba je koniecznie zobaczyć.
Być może ma ono jakiś urok, ale nam wydało się jednym wielkim bazarem. Wrażenie robi bogactwo owoców, ale na targu rybnym żaden Europejczyk nie wytrzymałby dłużej niż minutę. Ze Stone Town wynajętą za 20 USD łodzią popłynęliśmy na Prison Island, gdzie ( to znów informacja z internetu ) żyją ogromne żółwie. Spodziewaliśmy się ich na plaży, a w rzeczywistości są one hodowane na ogrodzonym terenie. Na wyspie jest piękne molo, na które wchodzi może 5 osób dziennie. Na lotnisku odebraliśmy wreszcie zaginioną torbę.



07.03. poniedziałek


Dzisiaj dzień laby. Prawie cały spędziliśmy na leżakach, odbyliśmy jedynie godzinny spacer po plaży. Zastanawiamy się,
czy łatwo tu uzyskać prawo stałego pobytu i obywatelstwo.

08.03. wtorek

Kolejny dzień lenistwa. Od rana byliśmy na basenie. Mieści się on w hotelu "Sau Inn", najbardziej cywilizowanym miejscu
w Jambiani ( jest nawet TV Sat ). Przez cały dzień byliśmy praktycznie sami. W hotelu ma siedzibę centrum nurkowe.
Z relacji osób schodzących pod wodę na kilkadziesiąt metrów wiemy, że wokół wyspy znajdują się jedne z najciekawszych "nurkowo" miejsc na Oceanie Indyjskim.

5.jpg09.03. środa

Rano wybrałem się z Moskito na przejażdżkę rowerową,
gdyż koniecznie chciał mi pokazać położoną w pobliżu Jambiani jaskinię. Jazda na rowerze w ponad 30-stopniowym upale wykończyła mnie całkowicie. Po południu popłynęliśmy łódką centrum nurkowego na głębsze wody i widzieliśmy stadko delfinów.








10.03. czwartek


Spacerujemy po Jambiani. Wieś jest długa i wąska ( maksymalnie 300 metrów od brzegu ) i wg naszej oceny
liczy ok. 2 tysięcy mieszkańców. Późnym wieczorem wybrałem się z kamerą na obserwację życia w płytkiej, ciepłej wodzie,
która pozostaje podczas odpływu w zagłębieniach dna oceanu. Wiele się w niej dzieje, a niektóre stworzenia wyglądają dosyć groźnie.

11.03. piątek

Pojechaliśmy na plantację przypraw, gdzie pokazano nam praktycznie wszystkie występujące na Zanzibarze rośliny,
w tym wiele zupełnie nam wcześniej nieznanych. Do Coco Beach ( to nasz „hotel” ) przyjechał właściciel, co pozytywnie wpłynęło na jakość obsługi, wcześniej nie najlepszą.

7.jpg12.03. sobota

Dzisiejsze nurkowanie na rafie było fantastyczne. Widzieliśmy całą masę przecudnych, kolorowych rybek. Właściwie to największą ich ilość obserwowaliśmy tuż za rafą, gdyż podczas odpływu jej ogromny fragment wynurzył się niemal całkowicie nad powierzchnię wody, a ryby czekały w pobliżu na podniesienie się poziomu wody. Po odsłoniętej rafie można było spacerować, choć oczywiście staraliśmy się to robić jak najostrożniej, by jej nie uszkadzać. Wypada żałować, że to miejsce pokazano nam dopiero dzisiaj.





13.03. niedziela


Tak jak to zazwyczaj bywa w ostatni dzień: z jednej strony żal wyjeżdżać, z drugiej radość z rychłego powrotu do domu.
To drugie uczucie jest minimalnie silniejsze. Stwierdzamy, że 2 tygodnie na Zanzibarze to trochę za długo - optymalne
byłoby 10 dni. Przychodzi jednak i taka refleksja: może warto by tu spędzić resztę życia?
Dzisiaj Zanzibar wyraźnie chciał zachęcić nas do powrotu kiedyś w przyszłości. Pogoda była idealna ( w ciągu 2 ostatnich dni przelotnie padało ), a na rafę ściągnęły chyba ryby z całej okolicy.

14.03. poniedziałek

Pobudka już o 4.30, po to by z zapasem czasu dotrzeć na lotnisko. Podczas lotu do Nairobi mijamy w bliskiej odległości Kilimandżaro, zaś w czasie trwającego 3 lub 4 godziny przelotu nad Saharą nie widać nic prócz piasku ( oczywiście nie ma też żadnych chmurek ).

Bogusław Jankowski
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;