Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Uciekając przed Tubylcami... (Hammamet)
Autor: Jowita Nowicka   
1.jpgTunezja…Wystarczy o niej pomyśleć, a już robi się ciepło. Kiedy przez całe wakacje „latałam” w Polsce z tacą pracując jako kelnerka nie myślałam na co przeznaczę zarobione pieniądze. W sierpniu urodził się pomysł- wycieczka, ciepłe plaże, woda… przystojni tubylcy. No i wybór padł na Tunezję, która spełniała wszystkie te wymagania. Za niecałe 2 tygodnie od tego pomysłu ja i moja siostra siedziałyśmy już na lotnisku czekając 5 godzin na spóźniony samolot do raju. Gumiasta bułka i cola miały być rekompensatą za tę niedogodność. W końcu samolot zjawił się. Pierwszy raz samolotem… Tragedia. Czułam jak wgniata mnie do fotela, obsługa wyglądała jak grupa terrorystyczna a sąsiad obok pomylił mnie z poduszką i zasnął na moim ramieniu. Obok jakiś ziomek rozkręcał towarzystwo, a ja marzyłam tylko żeby znaleźć się z powrotem na ziemi.

Kiedy wyszłam z samolotu krzyknęłam z wrażenia : „PALMY !!!”. Jednak kiedy zobaczyłam spojrzenia innych w stylu: „I co w tym dziwnego…”, opanowałam się trochę i ruszyłam za siostrą. W końcu większość z tych ludzi już nie raz podczas zagranicznych wojaży miała okazje je oglądać. Potem była 3-godzinna podróż autobusem no i wreszcie hotel: Club El Bousten. W środku nocy wszystko wydawało się straszne. Recepcjonista wyglądał jak z horroru, rezydentki brak. Zjawił się w końcu niczym duch bagażowy i w ciemnościach ruszyłyśmy za nim. Kiedy przybyliśmy do naszego domku bagażowy wbił w nas czarne ślepia i dał do zrozumienia że czeka na napiwek. „Człowieku, nie mam rozmienionych pieniędzy, jest środek nocy ,chcę spać, no i nie zabijaj mnie wzrokiem!!!”- pomyślałam i resztą sił wydusiłam po angielsku kilka słów w stylu- no money sorry. Poszedł. A my zostałyśmy w czymś w stylu futernii. To nie był luksusowy pokój! No ale jak przystało na dziąchy ze wsi postanowiłyśmy, że damy radę.

2.jpgRano obudziło nas afrykańskie słońce no i wołanie żołądków : „Jeść, jeść..”. Ruszyłyśmy w poszukiwaniu jadłodajni. Siostra sprytnie zagadnęła jakiś obcokrajowców, których spotkałyśmy po drodze o stołówkę – szkoda tylko że po polsku :)

Jedzonko- pyszne, pyszne i pyszne… Jako technolog żywności musze też przyznać, że o wiele zdrowsze od naszych tłustych mięsnych dań polskich. Niestety podczas pobytu nasłuchałam się częstych narzekań od naszych rodaków- MIĘSA, MIĘSA (szczęście że z tej rozpaczy nie rzucili się na jakiegoś biednego wielbłąda- w końcu POLAK POTRAFI). Warto wspomnieć szalonych kelnerów, którzy prawie wchodzili nam na plecy. Normalnie nie mogłyśmy się najeść, gdyż ciągle któryś z nich popisywał się jakimś słówkiem w języku polskim albo robił inne wkręty. Ogólnie to nie dało się spokojnie zjeść posiłku- zawsze trzeba było chwilę poświęcić na (nie zawsze ciekawą) rozmowę z nimi.

Potem ruszyłyśmy na plaże. A tu hop- już pojawiły się pierwsze wkręty. Jakiś lokowaty „Tunez” rozpoczął swoje podrywy. Kierowana kulturą osobistą początkowo starałam się być miła, ale niestety- tak z nimi człowiek nie ujedzie. Pozostaje udawanie, że nie zna się języka albo kilka niemiłych słów (choć czasem to drugie ich rozochaca).

Mama postanowiła sprawdzić co porabiają córunie i zadzwoniła podczas naszego spaceru po plaży. Podczas kiedy moja siostra tłumaczyła mamie, że jesteśmy całe i zdrowe ja walczyłam z grupą tubylców, którzy siłą wciągali mnie na przestraszonego wielbłąda (za cenę 10 euro). Na nic tłumaczenia. Ucieczka z plaży- jedyne rozwiązanie.

Potem postanowiłyśmy zobaczyć miasto. Ruszyłyśmy więc przed siebie. I to był kolejny błąd. Widok 2 dzikich turystek w zakrótkich szortach wybawił z różnych zakątków spragnionych towarzystwa Tunezów. Nawoływania słyszałyśmy w każdym języku świata: „Sexy ladies, diewaczki, dziewczyny, seniority… itd.” No i kolejny raz ucieczka. Nie wiedziałam, że będę miała tak wiele okazji do joggingu, a raczej sprintu.

Wieczór spędziłyśmy na animacjach. No i co tu dużo o nich mówić. Świetna zabawa. Szkoda tylko, że otyli Niemcy nie wyrażali zainteresowania i wrośnięci w krzesła znudzeni patrzyli na to co się dzieję.
Kolejny dzień spędziłyśmy piekąc się jak 2 skwarki na plaży. Moja siostra niestety nie przewidziała, że jej jasna karnacja nie wygra z afrykańskim słońcem i wieczorem wyglądała jak skrzyżowanie raka z burakiem. No ale to są właśnie uroki Afryki.

Jednego dnia postanowiłyśmy wieczorem odwiedzić dyskotekę w hotelu. Weszłyśmy wystraszone i zaszyłyśmy się w kącie obserwując kilku turystów i tubylców pseudotańczących na parkiecie. Wypatrzyło nas tam dwóch Włochów w wieku mojego taty, mężczyzni z gatunku: Młodzi duchem… Przez godzinę zachwalali swoje osoby, opowiadając, że są biznesmanami, zarabiają dużo Money Money. Moja siostra patrzyła na nich z politowaniem mimo, że jej angielski bardzo kuleje. Kiedy próby jednego z nich zabrania mnie na romantyczny spacer po plaży spełzły na niczym, ulotnili się- pewnie znów poszli zarabiać Money Money (hi hi hi). Kiedy na dyskotece zrobiło się czarno od tubylców a my zostałyśmy jedynymi dziewczynami- był to znak- ucieczka !!!!

3.jpgKolejnego dnia wylegując się jak zwykle na złotej plaży zauważyłyśmy naszych „starszych” kolegów Włochów. O dziwo nie zajmowali się dochodowymi interesami lecz wynajmowali motorówki na plaży. No cóż- trochę przesadzili ze swoimi opowieściami.

Wieczorem zdarzyła nam się z kolei niemiła historia- moja siostrunia w środku nocy zatrzasnęła drzwi od domku- a klucze zostały w środku. Początkowo próbowałyśmy walczyć z zamkiem za pomocą pęsety, ale wyglądałyśmy jak złodzieje. Poszłyśmy więc do recepcji, gdzie 2 ospałych recepcjonistów zaproponowało nam spanie w holu. Moja mina nie wskazywała raczej ochoty na głupie żarty i w końcu jeden z nich ruszył z pękiem kluczy na pomoc. Po drodze nasłuchałyśmy się jak zwykle komplementów (które w tunezyjskich warunkach nie robią raczej wrażenia, pewnie słyszałabym je nawet gdybym miała 100 lat, 50 kg nadwagi, trzy zęby i jedno oko). Na szczęście udało się otworzyć drzwi. Recepcjonista miał wyraz twarzy jakby cudu dokonał, normalnie prawdziwy Conan. :) Do końca pobytu jak mijałyśmy go na korytarzu to prężył się dumnie.

Jednego dnia postanowiłyśmy obłowić się w pamiątki i ruszyłyśmy na podbój Mediny. Umówiłyśmy się z dwoma Polakami, że pojedziemy tam razem. Niestety- chłopcy zaginęli w akcji, usiłując kupić noże, a my pozostałyśmy same wśród wygłodniałych Tunezów. Szłyśmy białymi uliczkami niczym labiryntem. Kiedy tubylcy orientowali się, że jesteśmy Polkami próbowali zagaić rozmowę posługując się powiedzonkiem: „Dobra, dobra zupa z bobra…”. Czasem na sąsiednim straganie słyszałyśmy dopowiedzenie: „Jeszcze lepsza zupa z wieprza…”, jednak zdanie : „A najgorsza zupa z dorsza!” było już gwoździem do trumny- tymbardziej że słyszałyśmy to na każdym kroku. Co usiłowałyśmy coś kupić, podchodzili do nas sprzedawcy, obwieszali złotem, i oferowali za nas wielbłądy. Targując się o kolczyki tubylec opatrznie zrozumiał słowo six – zmienił sobie środkową literkę- nie muszę chyba pisać o co mu chodziło. Nie było to apetyczne!!! Kupiłyśmy więc naprawdę niewiele i uciekłyśmy stamtąd ile sił w nogach. Taksówkarz okazał się tak samo nachalny, ale zmęczone zakupami nie reagowałyśmy na jego wkręty… Myślał, że nabierzemy chęci do rozmowy jak wyskoczy do nas z tekstem: „Dobra, dobra zupa z bobra”- ale to tylko go pogrążyło- nie odezwałyśmy się całą drogę.

Po powrocie do hotelu marzyłam o Polsce, gdzie można wyjść nago na ulicę i mimo tego nikt cię nie zaczepia. Najpierw Arabowie poubierali swoje kobiety w jakieś habity do ziemi a potem są tak spragnieni, że rzucają się na każdą turystkę!!! Tragedia.

Nasza wyprawa dobiegła końca. Ostatni raz stanęłyśmy na promenadzie. Było cicho. Niebo było wyjątkowo piękne. Wiatr delikatnie wiał. 5 rano więc jeszcze nie dawało się odczuć upału. Nie chciało nam się wracać. Dla tych widoków, dla wspaniałej kuchni, dla palm rosnących pod oknami, dla słońca byłam wstanie przyzwyczaić się do ucieczki przed „szalonymi Arabami”. Pokochałam Tunezję. Wiem, że na pewno tu wrócę. Wiem, że jeszcze kiedyś poczuje pod nogami złoty piasek i może jeszcze raz (jak wiele turystek) przyjdzie mi po tym piasku uciekać…

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;