Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
UKRAINA - Smak Naftusi.
Autor: Robert Szymański   
Zobacz też:
Ukraina

1_1.jpgUkraina to taka dziwna kraina, gdzie wieczorem kierowcy często jeżdżą bez świateł, notorycznie łamią przepis zakazu wjazdu a po drogach, które przypominają fragment naszej starej autostrady pod Gliwicami, chodzą krowy i konie ( zdarza się, że same). W sklepach legalnie sprzedają pirackie płyty z grami, filmami i muzyką a w hotelach wydzielają papier toaletowy jak towar deficytowy. Na granicy trzeba odczekać kilka godzin w kolejce a zaraz po jej przekroczeniu nielegalnie próbują cię nakłonić do wykupienia ubezpieczenia, które jest dobrowolne, a poza tym od niczego nie chroni.

W większości wsi i w małych miasteczkach stoją po dwie cerkwie - jedna greckokatolicka a druga prawosławna, bowiem ludność podzieliła się na te dwa główne wyznania. W miastach woda jest tylko rano i wieczorem a we wsiach noc wyłączają prąd. Na szczęście w budynkach sanatoryjnych w Truskawcu było jedno i drugie przez całą dobę.

2.jpgPodstawowym środkiem transportu na krainie są marszrutki. Kursują pomiędzy miastami i w samych miastach a cena za przejazd 100 km wynosi 8 hrywien. Oczywiście jeżdżą też pociągi. „Elektryczna” wprawdzie jedzie dwa razy dłużej niż busik, ale ma jedną podstawową zaletę dla biednych mieszkańców tej części Europy – kosztuje tylko 3.50 na tej samej trasie. W przeliczeniu na złotówki ok. 2.50 zł.

Na ulicach można kupić bardzo dobry kwas oraz napić się wody z saturatora, ale lepiej posiadać własną szklankę. W sklepach spożywczych trzeba płacić za każda reklamówkę, nawet ta najgorsza kosztuje 5 kopiejek, a w kawiarniach można zobaczyć ciasta leżące na papierze milimetrowym. Krótko mówiąc Alternatywy 4 i Zmiennicy razem wzięci.

Przyjazd

Po całodziennej podróży przenocowaliśmy w Ustrzykach Dolnych, aby w niedzielę z rana pokonać pierwszą przeszkodę tzn. granicę. Nie było wyjścia – musieliśmy swoje odstać. Podobno i tak była mała kolejka, więc staliśmy „tylko” cztery godziny. Już po chwili zatrzymali nas pierwsi naciągacze. Chcieli abyśmy wykupili ubezpieczenie, bo podobno nasze na Ukrainie nie obowiązuje. Byłem na to przygotowany, ale moje argumenty do nich nie trafiały.

Po kłótni uciekliśmy bez żadnych opłat. Do przejechania było wprawdzie niecałe 100 km, tyle że w nieznanym terenie. O ich drogach można wszystko tylko nie to, że są równe jak stół. Właściwie nie tylko stół mógłby się obrazić na takie porównanie. Nie mogę sobie nawet wyobrazić co by było jakby padał deszcz. Nasz samochód w każdym razie też nie był na takie nawierzchnie przygotowany, bo już po 20 kilometrach dwa razy zgubiliśmy kołpak.

Zakwaterowanie

Mieliśmy wykupione miejsca w przerobionym na sanatorium hotelu Beskid. Natomiast większość zabiegów odbywała się w położonym naprzeciwko sanatorium Dniepr. Pokoje mieliśmy nawet całkiem, całkiem (lepsze niż się spodziewaliśmy). Dostaliśmy coś jakby książeczki zdrowia i od razu nas skierowali do pielęgniarki. I tu pierwsza niespodzianka !

Smak Naftusi. Budynek był 10-cio piętrowy i na każdym piętrze znajdowały się pokoje: pielęgniarki, lekarza i masażu. Za to parking strzeżony miał tylko 30 miejsc i wszystkie podobno były zajęte – nie pomogła nawet propozycja łapówki. Wieczorem mieliśmy pierwszy posiłek.

Stołówka

3.jpgNa samo wspomnienie aż mnie ciarki przechodzą. To było najgorsze jedzenie jakie w życiu jadłem. Przez pierwsze dwa dni praktycznie jako główne danie był podawany kotlet mielony z puree ziemniaczanym lub z kaszą. I to na śniadanie, obiad i kolację. Dodatkowo herbata i zupa mleczna rano. O higienie to nawet nie wspomnę. Na nasze protesty usłyszeliśmy, że można dopłacić i jeść w lepszych warunkach w restauracji. Jednakże ten urlop przecież nie miał kosztować jak wczasy w Egipcie, więc postanowiliśmy przetrwać. Nie daliśmy rady. Na trzeci dzień kupiłem pęto pieczonej kiełbasy na bazarze. I wtedy okazało się, że rano należy z listy wybierać potrawy, które będzie się jadło za dwa dni. Ale do tej pory nikt nam tego nie powiedział. Trudno nam przychodziło zmieniać swoje zwyczaje urlopowe wyniesione choćby z wakacji spędzonych w Turcji.

Zabiegi

To miał być gwóźdź programu. Tryskawiec to przecież najlepsze sanatorium w byłym ZSRR. Niestety także w tym przypadku nie dostaliśmy za wiele. Darmowe były kąpiele w wannie z hydromasażem, okłady z borowiny, terapia laserem, inhalacje, masaże i jeszcze parę innych zabiegów. Nic konkretnego. D

odatkowy masaż ciała kosztował od 10 hrn w górę, USG też ze 20 hrn, a komputerowe EKG było za 10. Nawet basen był płatny. Na szczęście woda do picia była za darmo. No i wóda praktycznie też, bo w sklepach spożywczych półki z alkoholem zajmowały 1/3 powierzchni.

Wycieczki

4.jpgByliśmy swoim samochodem i benzyna dużo tańsza niż u nas, więc przejechaliśmy się po okolicy. Jednego dnia dotarliśmy do Brzeżan i do Iwano-Frankowska. Innego dnia pojechaliśmy marszrutką do pobliskiego Drohobycza. W każdym mieście znajduje się pomnik i ulica Szewczenki a czasem nawet dom kultury imienia tego poety i pisarza. Niejako po znajomości w kilku miastach stoją także pomniki Mickiewicza, ale uczciwie trzeba przyznać, że ten w Truskawcu do okazałych nie należy (ten na zdjęciu to nie jest Mickiewicz!).

Pojechaliśmy także do skalnego miasta w miejscowości Bubniszcze. Bez porównania gorsze niż Szczeliniec w Górach Stołowych już nie wspominając o Skalnym Mieście w Adrspachu (Czechy). W ogóle to obsługi turystycznej powinni się uczyć praktycznie od zera. Zero drogowskazów i początki infrastruktury.

Lwów

To miasto może być kiedyś wielką atrakcją dla obcokrajowców, podobnie jak teraz Kraków. Mnóstwo zabytków, zachowanych nawet w nienajgorszym stanie. Do tego przepiękny cmentarz Łyczakowski. Jeśli to nie nadużycie to powiedziałbym, że to najpiękniejszy cmentarz jaki widzieliśmy. Co chwilę spotykamy znane nazwiska z historii naszego kraju a jak jeszcze przewodnik zna i potrafi opowiedzieć o symbolice pomników to nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni aby przywołać wspomnienia. Niejako doklejony do niego jest Cmentarz Orląt Lwowskich.

5.jpgChoć całkowicie odnowiony to prezentuje się równie wspaniale. Na zwiedzanie tych nekropolii trzeba przeznaczyć minimum 3 godziny. Na szczęście centrum miasta ma zwartą zabudowę i wszędzie można dojść piechotą. Dodam tylko, że jeśli macie więcej czasu to powinniście wejść na Wysoki Zamek, górę która z zamkiem już od kilkuset lat nie ma nic wspólnego ale przy ładnej pogodzie roztacza się z nie przepiękny widok na miasto.

Z innych zabytków należy wymienić Cerkiew Św. Jura, katedrę, rynek, wspaniały pomnik Adama Mickiewicza oraz kolejowy dworzec główny. Do ciekawostek należy też wierzba w Parku Stryjskim, na której rosną gruszki i to wcale nie sztuczne. Oczywiście dla koneserów teatru należy polecić budynek Opery Lwowskiej, której wnętrza są zaliczane do najpiękniejszych na świecie. Nawet Bogusław Kaczyński zachwycił się zobaczywszy je po raz pierwszy i teraz chętnie organizuje tutaj koncerty. Chętni mogą nawet iść na przedstawienie. Lwów to naprawdę piękne miasto – aż żal, że nie nasze.

Do domu

W drodze powrotnej zrobiliśmy tzw. wielką pętlę Bieszczadzką (m.in. byliśmy na zaporze w Solinie) oraz spaliśmy w gospodzie „Pod Goleszem” razem z Izabelą Trojanowską i jej córką – oczywiście w różnych pokojach  A niedaleko Tarnowa złapał nas aspirant Sieczka jak wyprzedzaliśmy z górki na ciągłej ale szczęśliwie skończyło się na pouczeniu. To były niezapomniane wakacje. W każdym razie od pomarańczowej rewolucji jeszcze daleka droga do dobrobytu.

PS: No i prawie zapomniałem napisać skąd taki tytuł wspomnień. Otóż Naftusia to nazwa najbardziej znanej wody uzdrowiskowej z Truskawca o specyficznym zapachu - jak sama nazwa wskazuje - ropy naftowej.

Robert Szymański
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;