Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
(prawie) Wszystko co chcielibyście wiedzieć o Krecie...
Autor: Robert Szymański   
6.jpg


Po raz pierwszy pojechaliśmy z ofertą All Inclusive, dlatego o jedzenie i picie nie martwiliśmy się wcale, zresztą 3 posiłki dziennie + ciasteczka, lody i piwo dały znać o sobie po powrocie do Polski – okazało się, że przytyliśmy po 2.5 kilo przez te dwa tygodnie. Szybko, bo już po 2 dniach zaczęło nam się nudzić życie hotelowe i nabraliśmy ochoty na zwiedzanie. Zaplanowaliśmy sobie co można, a co należy zobaczyć i wyruszyliśmy na poszukiwanie środka transportu. Wybraliśmy samochód w wypożyczalni na okres 2 dni teraz plus 2 dni za tydzień. I całe szczęście, że tak zrobiliśmy bowiem zwiedzanie też trzeba dawkować umiejętnie bo zamiast wypocząć można się zmęczyć na urlopie. Trzeba zaznaczyć, że wypożyczanie samochodów na Krecie jest tak popularne wśród turystów jak rękodzieło wśród miejscowych. A jeśli chodzi o to drugie to wybór jest całkiem spory – mnóstwo ramek, ceramiki, obrusów i (nie zawsze) malowanych ikon. Wszędobylski olej oraz miód dopełniają reszty obrazu o pamiątkach.

Już pierwsza podróż samochodem przyniosła niespodziankę. Wracając z malowniczej Chanii na trasie do Rethymnonu zobaczyłem kierunkowskaz: Kurna Lake 4 km. Zdziwiłem się bo jadąc rano nie zauważyłem takiego znaku po drugiej stronie drogi. I faktycznie jakby go tam nie było bo był ukryty w kwitnących kwiatach co sprawdziliśmy dokładnie po tygodniu, przy okazji wyjazdu do wąwozu Samaria. A jezioro było bardzo sympatyczne, u podnóża gór i okazało się, że jest to jedyne słodkowodne jezioro na Krecie.

Kolejny nasz wyjazd odbył się na wschód wyspy. Pojechaliśmy na Spinalongę – wyspa ta w XIX w. została zamieniona w kolonię trędowatych. Można się na nią dostać trzema sposobami: najdroższy jest statek z Agios Nikolaos, nieco taniej można płynąć z Eloundy. Bilet kosztuje 7 euro od osoby. Ale można też pojechać parę kilometrów dalej, w miejscowości Plaka pod drzewem siedzi rybak i co godzinę zabiera swoją łodzią chętnych za 4.5 euro od osoby. Tego samego dnia pojechaliśmy na płaskowyż Lasithi. Na pocztówkach i w przewodnikach jest reklamowany widok na płaskowyż z setkami wiatraków. Niestety to już przeszłość. Aktualnie aby turyści nie byli zawiedzeni to na drodze do Heraklionu zostały postawione trzy ogromne betonowe wiatraki przy których można sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie.

Jeżdżąc samochodem można też trafić do miejsc, w które turyści z grup zorganizowanych rzadko zaglądają. Tak trafiliśmy na targ w miejscowości Kasteli, jaskini w Psihro, klasztoru Moni Toplou czy też do sklepików w Kritsie, słynącej z wyrobów obrusów. Niespecjalne wrażenie zrobiła na nas przereklamowana plaża Vai, której widok podobno znajduję się na batonach „Bounty”. Warto natomiast zapłacić za wycieczkę na Santorini. Można się tam dostać tylko promem z Krety lub z Pireusu, więc nie warto czekać na inne okazje. Są jeszcze dwie inne drogi, ale raczej nie na każdą kieszeń: samolot lub rejs komfortowym statkiem po Morzu Śródziemnym.

W poszukiwaniu Atlantydy

7.jpgNa Santorini przypłynęliśmy koło południa. Nie daliśmy się jednak skusić na wycieczkę za 21 euro organizowaną przez naganiaczy z obsługi statku i po wysłuchaniu co mają ciekawego do zaoferowania za tą cenę postanowiliśmy zobaczyć sami, to co nas interesuje. Nie wysiedliśmy więc na pierwszym postoju gdzie czekały autokary, tylko po 15 minutach rejsu dalej – w stolicy. Fira jest położona 300 metrów n.p.m. i najpierw trzeba się jakoś tam dostać. Do wyboru jest kolejka linowa albo schody. Oceniliśmy szybko, że 600 schodów, każdy o szerokości 1 metra nawet na osiołku to nie jest dobry pomysł i wybraliśmy kolejkę. Podobno jest ona podarunkiem greckiego armatora Nomikosa a część zysków jest przekazywana właścicielom osłów w ramach rekompensaty za utracone korzyści. W każdym razie przyjemność ta kosztowała nas 3 euro od osoby.

Podziwiając widoki wjechaliśmy na szczyt i ledwie zdążyliśmy zrobić kilka zdjęć to nadjechał miejscowy autobus w kierunku Oi. Jest to ta miejscowość, której zdjęcia zdobią 1/4 wszystkich widokówek w Grecji. Kupiliśmy bilety po 0.85 euro od biletera a jednocześnie kontrolera i po 10 kilometrach już byliśmy na miejscu. Widoki są naprawdę fascynujące. Lepiej zarezerwować sobie rolkę filmu bo szkoda przepłacać za nowy jeśli zabraknie klatek. Domki i kościoły o okrągłych dachach pomalowanych na niebiesko na zawsze zostaną w naszej pamięci. Zaskoczyła nas tylko ilość chodzących tu i ówdzie psów, przeważnie nie rasowych. Jeszcze byśmy trochę pobyli na miejscu ale niestety plan naszego rejsu na to nie pozwalał. Ostatni stateczek dowożący turystów na prom odpływał o 16.45 i kto się spóźni to zostaje na następny dzień.

Jeszcze widok na krater wulkanu, pośpieszne zakupy, zejście po schodach omijając rozpędzone osły i pozostawione przez nie odchody a potem już „tylko” kilkugodzinna podróż promem na Kretę.

Robert Szymański
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;