Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Kilka wspomnień z Tunezji
Autor: Elżbieta Sitek   
TUNEZJA – ŁYŻKA DZIEGCIU DO BECZKI MIODU
W Tunezji byłam pierwszy raz. Również pierwszy raz korzystałam z usług firmy „WAKACJE”. W wyborze pomogła mi pani Monika Rudnicka z tej firmy, która okazała się świetnym doradcą i czuwała nad organizacyjna stroną aż do momentu wyjazdu. Byłam z nią w stałym kontakcie telefonicznym i mailowym i miałam poczucie, jakbym była jej jedynym i najważniejszym klientem.

Hotel – kameralnie i czysto
1.jpgWybraliśmy ( wraz z mężem i dwójką przyjaciół) drugą połowę września, ponieważ nie przepadamy za wielkimi upałami. Wybór okazał się trafny. Nie tylko zresztą terminu wczasów (14-28.09) ale także miejscowości (Sousee) i hotelu (Marhaba Salem). Było wspaniale. Ciepłe morze, piękna plaża, wspaniałe widoki. Marhaba Salem jest niedużym hotelem położonym w ogrodzie palmowo - eukaliptusowym, 100 metrów od plaży, z dala od centrum i ruchliwych ulic. Jest wprawdzie tylko trzygwiazdkowy ale za to bardzo przytulny, kameralny i czysty . Codziennie zmieniano pościel i ręczniki, sprzątano pokoje. Przemiła obsługa, świetne jedzenie w bardzo dużym wyborze. Mnóstwo warzyw, owoców i ciast.

Wieczorami w naszym hotelu co dziennie były jakieś atrakcie. W ogrodzie przy basenie występował połykacz ognia, swoje sztuczki pokazywał najprawdziwszy fakir, piękne dziewczęta tańczyły tańce regionalne, itp. itp.

Safari – niedosyt pustyni
Oczywiście pojechaliśmy na dwudniową wyprawę na Saharę, bez tego trudno sobie wyobrazić pobyt w Tunezji. Miałam obawy czy wsiądę na wielbłąda, czy utrzymam się na nim ale ciekawość była silniejsza od strachu. Wielbłąd okazał się bardzo miłym, łagodnym zwierzęciem, zaś jazda na nim wspaniałym przeżyciem, nieporównywalnym z niczym innym. No może z pływaniem bezpieczna łodzią po łagodnej fali. Nie bez powodu wielbłąd nazywany jest okrętem pustyni. Sahara zrobiła na mnie wielkie wrażenie, a ponieważ lubię dotknąć wszystkiego bezpośrednio więc zdjęłam buty i chodziłam boso po wydmach, zapadając się w gorącym piasku po kolana. Cudowne uczucie!!. Potem dowiedziałam się, że nie wolno tego robić, bo mogłam trafić na zagrzebanego w piasku skorpiona lub węża. Dobrze, ze nie wiedziałam tego wcześniej, bo pewnie bym się bała i pozbawiła się tak fantastycznego przeżycia. Tego bezpośredniego kontaktu z Saharą miałam zdecydowanie za mało. Wycieczka jest przecież „na Saharę”, tymczasem przez te dwa dni zwiedza się bardzo dużo (amfiteatr w El Jem, słone jezioro, oazę w Chebika, Góry Atlasu , itp.) ale najmniej samej Sahary. Bezpośrednio można jej dotknąć w ciągu półtoragodzinnej wycieczki na wielbłądach . I tyle. Na drugi dzień jazda dżipami po pustyni. Niby fajnie ale to już nie to samo. Typowa komercja i oglądanie przez okno. Jakby cukierka lizać przez papierek. Zwłaszcza, że dżipami jeździ się nie po typowej piaszczystej Saharze lecz po terenie półpustynnym, zwłaszcza, że znaczną część czasu spędza się w Matmacie, filmowym miasteczku, gdzie kręcono „Gwiezdne Wojny”.

Byliśmy też z w górach Atlas. Wielkie wrażenie robi ich czerwony kolor natomiast jako góry nie porażają zbytnio swoją wielkością czy grozą. Ale widoki ciekawe, np. palmy wśród skał. Interesujące było zwiedzanie siedziby Berberów, tubylców mieszkających na skraju pustyni w domach wykutych w skałach. Teraz to już strasznie dużo w tym komercji, bo takie domostwo jest udostępniane za opłatą do zwiedzania kolejnym wycieczkom, w innym mieści się restauracja dla turystów itp. Ale daje to jakiś obraz, jak żyli ci ludzie i wielu z nich żyje nadal.

Cudowne morze – nie tylko od strony plaży
Wspaniałe wrażenie zrobił na nas położony blisko Suesse Port El Kantaui. Szeroka promenada wysadzana palmami, cudowne białe domy, przytulne kafejki i kołyszące się na wodzie piękne jachty i katamarany. Zapach kawy i prażonych migdałów, słońce, lekka bryza, słowem cudowny klimat wakacji.
Pływaliśmy katamaranem w czasie dość wysokiej fali, huśtało potwornie więc co chwilę piszczałam ze strachu przynosząc wstyd mężowi, który jako stary żeglarz był w swoim żywiole.
W sumie urlop był bardzo udany. Byliśmy wraz z przyjaciółmi, oni w Tunezji byli po raz trzeci, więc głównie odpoczywali na plaży. I byli szczęśliwi. Właśnie ze względu na ciepłe morze i piękną plażę przyjechali tu kolejny raz.

Wrażenia bardzo i… niezbyt miłe
Ale musze dodać, że z Tunezji mam dwa rodzaje wrażeń. Te miłe - to zachwyt nad piękną przyrodą, ciekawą architekturą, sympatycznymi ludźmi, komfortem i czystością w dzielnicach turystycznych, i niestety również niemiłe - dotyczące potwornego brudu obecnego wszędzie poza dzielnicami turystycznymi. Na Saharę jechaliśmy ponad tysiąc kilometrów, w zasadzie przez całą Tunezję i przez całą drogę obserwowałam niekończące się wszechobecne śmieci, śmieci, śmieci. Przy drogach, przy domach, na ulicach małych, nieturystycznych miasteczek. I takie obrazki - przy stolikach ulicznych kawiarni siedzą mężczyźni, kilkunastu , kilkudziesięciu, gawędzą, piją kawę, palą. I przed południem i po południu, wszędzie te same obrazki, niepracujących, leniwie gapiących się przed siebie facetów. Albo inny obrazek - przed sklepikiem siedzi właściciel i dwóch innych mężczyzn, palą, rozmawiają a obok nich dosłownie metr dalej, kupy śmieci. Nikomu to nie przeszkadza. Cieszę się, że na tę wycieczkę wybraliśmy się w pierwszym tygodniu pobytu , bo miałam jeszcze sporo dni, żeby te niemiłe widoki brudu zatrzeć innymi, przyjemnymi obrazami. Gdybym pojechała w drugim tygodniu to wróciłabym do kraju mając pod powiekami widok tych koszmarnych śmieci przy drogach, ulicach, domach. Tak jest podobno we wszystkich krajach arabskich i afrykańskich. No cóż, może wraz z turystyką dotrze tu kiedyś także inna kultura codziennego życia.

Bo jeśli chodzi o turystykę, to Tunezja ma ją naprawdę na dobrym poziomie. Hotele jakich nie powstydziłyby się bogate kraje, przy nich pięknie utrzymana zieleń i całe ogrody, świetnie wyposażone sklepy i centra handlowe. W recepcji dogadasz się w kilku językach, nawet częściowo w polskim, prawie wszędzie możesz płacić kartą itp. Najwięcej tam Europejczyków: Francuzów, Rosjan, Anglików, Polaków. Amerykanów raczej nie widać, pewnie dlatego, że to kraj arabski. Ale to są bardzo spokojni, nieortodoksyjni muzułmanie.

Ramadan – dla turystów nieodczuwalny
W czasie naszego pobytu akurat zaczął się Ramadan i było to w zasadzie prawie nieodczuwalne. Jedynie bazar (tzw. suk) zwinął się tego dnia około 18.00, podobnie niektóre sklepy. Supermarkety były czynne, jeździły taksówki, czynne były restauracje i normalnie pracowały hotele. Tylko nasz kelner przy kolacji mówił, że nie może się doczekać zachodu słońca, żeby wreszcie zacząć jeść. W czasie ramadanu oni nie jedzą od wschodu do zachodu słońca ale po zachodzie jak już zaczną, to jedzą, odwiedzają się i goszczą się do późnych godzin nocnych. Nasza przewodniczka mówiła, że w czasie ramadanu sklepy sprzedają tu dwa razy więcej żywności niż normalnie. No bo jak się cały dzień pości to potem trzeba sobie odbić...
Rozkosze podniebienia

A propos jedzenia – kto lubi słodycze będzie miał tam raj – w ciągu dwóch tygodni zetknęłam się czterdziestoma- pięćdziesięcioma rodzajami ciast i ciasteczek ( każdego dnia do obiadokolacji podawano kilka rodzajów ciast, zawsze inne),wśród nich rewelacyjne ciasteczka o orzechowym i sezamowym smaku, jadłam doskonałe lody, do wyboru były też leguminy o różnych smakach. Kto nie ulega słodkiemu szaleństwu ma co dziennie rewelacyjne czarne i zielone oliwki, trzeba też koniecznie spróbować harissy (ogień w gębie), i doskonałego wina Magon. No i rzecz jasna świeżych daktyli w oazie – nigdzie indziej nie ma tak soczystych i słodkich. Te które zobaczyć można dojrzewające na palmach w parkach i ogrodach przy hotelach są tylko marną namiastką, nie zawsze nawet nadają się do jedzenia, czasem po prostu używane są jako pasza dla zwierząt. Do prawdziwego smaku daktyl musi mieć słońce południa, słońce saharyjskiej oazy. To tak jak wczasy w tym kraju – do prawdziwego smaku Tunezji trzeba spróbować choćby odrobinę smaku Sahary…

Było świetnie
W sumie jesteśmy bardzo zadowoleni z usług zarówno biura turystycznego „WAKACJE”, które ma szeroki wachlarz ofert a klientem opiekuje się w sposób bardzo osobisty jak i z firmy „SUN & FUN”, która była organizatorem. Za przyzwoita cenę (2050 zł/os.) zapewniła standard zgodny z obiecanym, dobrą sprawną organizację przyjazdu, wyjazdu, transferu itd. I bardzo sympatyczną opiekę rezydentki, pani Aldony Frątczak, która podpowiadała nam wiele rzeczy uprzyjemniających pobyt. W sumie, mimo tej łyżki dziegciu, którą dodałam do beczki miodu były to ciekawe i udane wczasy….

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;