Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Lublin --> Kazimierz Dolny nad Wisłą
Autor: Szymon Gajos   
Lublin --> Kazimierz Dolny nad Wisłą
[zwykłym czerwonym szlakiem]

notowany czas wycieczki: 10 godzin dystan: około 120 km
[w obie strony trasa opisana poniżej, szlak od Miłocina, start skrzyżowanie Głębokiej z Kraśnickimi] średnia prędkość całej trasy 18 km/h

Wycieczkę możemy rozpocząć koło skansenu wjeżdżając na czerwony szlak, który doprowadzi nas do samego Kazimierza. Jednak polecam inną opcję. Ponieważ nie ma nic ciekawego aż do Miłocina, wjeżdżamy na czerwony rowerowy szlak za przejazdem kolejowym w tej miejscowości (lub jescze dalej odbijając w prwo z głównej szosy do Bochatnicy Kol). Przed Nałęczowym mamy do wyboru jechać czerwonym rowerowym do Nałęczowa albo odbić na zwykły czerwony. Dzieje się to przed mostkiem na rzece Bystrej. Wybierając pierwszą opcje dojedziemy spokojnie do Nałęczowa, wybranie drugiej jest nie małym przeżyciem. Przedzierając się przez wybujałe zarośla, gdzie pokrzywy do wysokości kierownicy, nie są czymś niezwykły [pewnie za sprawą dużej wilgotności] docieramy do rzeki. I tu czeka nas niemała niespodzianka. Po ścieżce, która niegdyś zapewne prowadziła nad samym brzegiem pozostały teraz tylko niewyraźne ślady. Są trzy wyjścia. Pierwsze to wziąć rower "do ręki" i starać się przejść po dosyć stromym zboczu, osobiście nie polecam tego sposobu. Drugim wyjściem jest wstawić rower do wody i samemu iść wąskim nabrzeżem. Ostatnim i najlepszym rozwiązaniem jest przejechać się korytem rzeki, trzymając się jednak prawego brzegu gdzie jest dosyć płytko i twardo [ekscytujące przeżycie]. Należ pamiętać, aby nie jechać zbyt szybko, łatwo o utratę równowagi na wystającym kamieniu, podparcie się nogą nie będzie przyjemne [pozdrawiam Andrzeja vel Gruszka:D, zdjęć nie ma za ciemno było, i Dejva] Uwaga!!!
Z ostatniej wycieczki 21 maja 2005.

Poziom wody bardzo wysoki, jechać się raczej nie da. W jednym miejscu krzak jakiś zwisa i nie ma go jak obejść zabardzo. Plus wywrócone drzewo nieco dalej, rower trzeba przenieść nad drzewem. Uwaga: przed wyjazdem z wody lepiej zsiąść z roweru, znajduje się tam dosyć głęboka dziura, wyryta przez motor [widać ze motorem też można się tamtędy przejechać], o czym przekonał się ostatnio jeden z moich kolegów, który musiał kontynuować podróż w mokrych butach.

W Nałęczowie chwila odpoczynku, kanapki woda ze źródełka. Uzupełniamy zapasy energii i wody. Ale trzeba się zbierać.
Do Wąwolnicy dojeżdżamy czerwonym szalkiem (asfaltem) albo główną szosą na Kazimierz (pierwsza opcja jest chyba lepsza, mniejszy ruch i krócej nawet). Przez Wąwolnice przejeżdżamy nie zatrzymując się, chyba że kogoś zainteresuje Sanktuarium Matki Boskiej, miejsce przeznaczenia pielgrzymek pieszych [i nie tylko] z Lublina.

Za Wąwolnicą droga biegnie przez chwilę w głębokim malowniczym wąwoziku [został on uwieczniony w wielu książkach i na wielu widokówkach], niestety pod górę. Za parę minut jednak będziemy musieli uważać z innego powodu, ostry zjazd w lesie, pośrodku ścieżki wyżłobione kanionik przez wody opadowe, więc ostrożnie. Możemy się na chwilę zatrzymać przy pomniku partyzanckim. Kolega - Radek nawet na niego próbował wejść. :D I za chwile znowu ostro pod górę, na szczęście po asfalcie.

Czka nas jeszcze fajny zjazd i podjazd - w okolicach Rzeczycy [mój ulubiony na tej trasie] po kamienistej drodze o baaaardzo dużym kącie nachylenia, naprawdę dla twardzieli 0[--{. Nie wszystkim udaje się dotrzeć na szczyt w "siodełku". Odpoczynek nie obowiązkowy.

Od Skowieszynka [nazwa nie pewna nie mam mapy, przed oczami] szlak prowadzi na skróty w stosunku do asfaltu do Kazimierza (szlakiem około 3 kilometry, ulicą na drogowskazie 5 km). Niezależnie od tego jaką drogę wybierzemy zeka nas odlotowy zjazd (po asfalcie abo dość kamienistej drodze). Można osiągną naprawde zawrotną prędkość [chyba że wieje tak, że wydaje nam się że stoimy w miejscu ); ]

W Kazimierzu nie obowiązkowo zaliczamy Rynek. Potem regenerujący odpoczynek na trawce nad Wisłą [batoniki i inne kalorie :d] albo w innym ciekwym miejscu. A oto jak tam dojechać:
W Kazimierzu łapiemy czerwony szlak rowerowy i jedziemy nim kilka kilometrów po fajnych kamienistych zjazdach i podjazdach. Dojeżdżamy do asfaltówki, po przeciwnej stronie ulicy stoi tablica informacyjna dla turystów (czerwony rowerowy szlak odbija w prawo). Po jej prawej stronie jest droga pod góre na którą się wspinamy. Na szczycie, zanim droga zacznie opadać w dół musimy przebić się przez pole, które znajduje się po prawej stronie drogi (ostatnio rosły tam maliny, ścieżka była gdzieś za nimi) i odnaleźć drogę przez krzaki. Tam znajduje się malownicze miejsce na odpoczynek -> POLECAM <-

Decyzja należy do nas: wracamy szlakiem, czy ulicą. Radzę dobrze się zastanowić i obliczyć siły. Można zawsze skorzystać z jakieś innego środka lokomocji: zmotoryzowanego kolegi, autobusu czy okazji [malucha nie zatrzymujmy raczej się nie zmieścimy z rowerami]

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.on.bike.prv.pl/

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;