Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Mazury 2005
Autor: Szymon Gajos   
Mazury 2005

data: 11-18 sierpnia 2005
czas trwania: 8 dni
dystans 856km [on.bke głównie po terenie] + 500km [cipąg]
koszt: bilety pociągowe + jedzenie
uczestnicy: szymek, radek, szabelski

dzień 0
Zwyczajem moim nie do pozazdroszczenia pozostawiłem spakowanie się na ostatnią chwile. Dzień upłyną na ostatnich zakupach, mocowaniu bagażnika i błotników. Wieczorem postanowiłem umieścić uprzednio przygotowany bagaż w sakwach. Jednak około 22 wpadli jeszcze znajomi. Pozostawiłem, więc dokończyć pakowanie po ich wyjściu [jeden nie był wstanie i obudziłem go jak wstawałem na pociąg]. Pospać to sobie nie pospałem - wyjazd o 2:55 następnego dnia.

dzień 1
Lublin – Warszawa Wschodnia – Olsztyn Główny – Pisz [#cipąg]
Pisz – Śniardwy – Ruciane Nida – Jezioro Bełdany okolice GALINDI [#on.bike]

dystans: 52km + 500km [cipąg]
czas jazdy pociągiem: 10:35

Po niezbyt długim śnie [około 2h] zadzwonił budzik – 1:55. Godzina na zjedzenie czegoś, ostatni prysznic wciągu najbliższego tygodnia, zrobienie kanapek i herbaty z miętą na drogę [lubię ten napój – gasi pragnienie i polepsza trawienie, co ma dla mnie znaczenie przy czekającej mnie ponad 10 godzinnej podroży pociągiem]. Na dworzec jadę powoli delektując się rześkim powietrzem i brakiem ruchu na ulicach. Dojeżdżam z dużym zapasem spaceruje przed budynkiem głównym PKP dłuższy czas – bacznie obserwowany przez patrol policyjny. Chłopaki wreszcie są. Wracali się jeszcze po pompkę – więc mają lekką zadyszkę. Kupujemy bilety na rower no i dla siebie też. Będziemy mieli dwie przesiadki w Warszawie i Olsztynie. Pierwszy odcinki będziemy jechać pociągiem pośpiesznym bez przedziałów na rower, drugi pociągiem pośpiesznym, ale zawierający taki przedział [wygodne fotele i widok na rower przez całą drogę, trzeci odcinek strasznie powolnym szynobusem odziwo wyposażonym w haki na rowery. W Piszu jednak wsiada kilka osób z rowerami tak, że 3 haki nie wystarczają. Zresztą i tak nie ma się jak do nich dostać z powodu dużego tłoku. Po 13 docieramy do celu. Wysiadamy i od razu wskakujemy na rowery – wieje lekki wietrzyk [pojawia się myśl o drodze powrotnej rowerem a nie pociągiem].

Po długiej podróży pociągiem jazda rowerem jest wyjątkowo przyjemna do czasu… Łapiemy drogę wzdłuż kanału, początkowo ubita i komfortowa zamienia się w trudną do przebycia ścieżeczkę. Pomimo utrudnień terenowych jak i pogodowych [mały deszczyk i lekkie ochłodzenie] dotarliśmy do jeziora Śniardwy. Niestety mgła poważnie ograniczała widoczność. Przejeżdżając przez Ruciane Nida trafiliśmy na ostatnią tego dnia przeprawę przez śluzę komorową Guzianka - stanowiącą główny węzeł komunikacyjny między Jeziorem Bełdany, a Guzianką Małą oraz dalej jeziorem Nidzkim. Stanowi łącznik Rucianego-Nidy z resztą szlaku Wielkich Jeziorm Mazurskich. Zatrzymaliśmy się, aby zobaczyć jak taka przeprawa wygląda. Zapora ta pozwala pokonać 2 metrową różnicę poziomów między jeziorami, i trwa kilkanaście minut. Śluza ta działa od 1900 roku. Powoli zaczynało zmierzchać, więc trzeba było pomyśleć o noclegu.

Obóz rozbiliśmy nad jeziorem Bełdany w okolicach Galindii. Obiekt ten jest naprawdę interesujący. Nic dziwnego, że został zdobywcą najwyższego wyróżnienia PASCAL 2004 oraz pierwszego miejsca w plebiscycie Czytelników Gazety Wyborczej "Wakacje nad jeziorami”. Droga dojazdowa ‘obsadzona’ jest po obu stronach okorowanymi i wyschniętymi drzewami korzeniami do góry, co wygląda naprawdę zadziwiająco. Sam obiekt ogrodzony jest potężną drewnianą palisadą, a bramy wjazdowej strzegą imponujących rozmiarów drewniane rzeźby wojowników. Oczywiście nie myśleliśmy nawet o noclegu tutaj – pochłoną by pewnie budżet całej naszej wyprawy.
Po rozbiciu namiotówPo rozbiciu namiotów przystąpiliśmy do rozpalania ogniska, co nie było łatwe – drzewo było zamoknięte. Pomimo ze się nam to udało nie spędziliśmy przy nim dużo czasu – drewno kiepsko się paliło a pyzatym dawało o sobie znać zmęczenie całodniową podróżą. Po uzupełnieniu płynów – piwko Łomża i Specjal udaliśmy się na spoczynek. Radek spędził tę noc z żabą w namiocie. Radek spędził tę noc z żabą w namiocie, jak się okazało nie był to nasz ostatni bliski kontakt z przyrodą podczas tej wycieczki.

dzień 2
Mikołajki – Ryn – Giżycko – Radzieje
dystans: 96 km

Pierwszą większą miejscowości tego dnia na naszej drodze były Mikołajki. Pomimo pochmurnej i deszczowej pogody – tłumy. Po objechaniu miejscowości i posiłku w parku w centrum ruszyliśmy dalej. Nie zapomnieliśmy o pamiątkowym zdjęciu na charakterystycznym podwieszanym moście.
Po południu dostaliśmy do miejscowości Ryn leżącej pomiędzy dwoma jeziorami Ołów i Wejdyki. Nad miastem góruje zamek krzyżacki wybudowany w 1376 roku. Obecny wygląd zamku w stylu neogotyku angielskiego pochodzi z poł XIX w. Zatrzymaliśmy się w miejscowej cukierni ‘Bienkowscy’ na gofry. Zjedliśmy niestety tylko po jednym. Początkowo w lokalu było pusto, jednak po naszym przybyciu szybko wypełnił się on klientami [ciekawe dlaczego? ], tak że na następne zamówienie musielibyśmy czekać dość długo. Następne na naszej drodze było Giżycko. Zobaczyliśmy tam między innymi Twierdze Boyen wzniesioną w latach 1844-1856, należącą do najlepiej zachowanych XIX-wiecznych założeń obronnych w Polsce. Jakie było nasze zdziwienie gdy chcąc przejechać do miasta, na drugi brzeg kanału, napotkaliśmy na swojej drodze most obrotowy. 100 tonowe, ponad 20-to metrowej długości i 8-mo metrowej szerokości ruchome przęsło o oryginalnym sposobie zwodzenia w bok, a nie do góry jak to się odbywało w tradycyjnych tego rodzaju konstrukcjach, za pomocą odpowiednich przełożeń może być obracany ręcznie przez jednego operatora. W momencie naszego przybycia most otwarty był dla żeglugi na 45 minut musieliśmy, więc dojechać do kładki znajdującej się nieopodal i wdrapać się kilka metrów po schodach [kładka odpowiednio wysoka do żeglugi, która odbywa się pod nią].
Pod wieczór dotarliśmy do miejscowości Radzieje i po zaopatrzeniu się na kolacje [piwko Gold, Olsztyńskie, Irish], w miejscowym sklepie, rozbiliśmy obóz nad jeziorem Dargin.

dzień 3
Radzieje – Mamry – Węgorzewo – Kruklanki Jeziorowskie – Czerwone Bory – Mazury
dystans: 101 km

Wczesnym przedpołudniem zażyliśmy orzeźwiającą kąpiel w jeziorze Mamry – woda nie była zaciekła, a wręcz lodowata. Po południu byliśmy już w Wegorzewie. Niestety ominęliśmy kompleks bunkrów powojennych w Mamerkach. Następny postój wypadł w Kruklankach Jeziorowskich, gdzie po uzupełnieniu płynów [mała Regina] ruszyliśmy w stronę Puszczy Boreckiej. Niestety zgubiliśmy drogę z powodu przekrzywionego znaku i nadrobiliśmy kilkanaście kilometrów w deszczu. Lekko przemoczeni i głodni zatrzymaliśmy się w Czerwonych Borach w sklepie Jacko. Zrobiłem sobie kanapere z całej małej bagietki, z pasztetem, pomidorami i keczupem. Dostaliśmy również gorącą herbatę od bardzo miłej pani sprzedawczyni. Zaproponowała nam również miejsce na namioty u siebie na posesji, jednak nie skorzystaliśmy, ponieważ nie było nam po drodze. W strugach deszczu przejechaliśmy jeszcze kilkanaście kilometrów i rozbiliśmy się na wzniesieniu nieopodal wsi o wdzięcznej nazwie Mazury. Byliśmy już po kolacji. Pozostało tylko uzupełnić płyny [Żóbr i Warka Strong] przy rozmowie.

dzień 4
Mazury – Gołdap – Stańczyki
dystans: 77 km

Tego dnia za Gołdapem, do którego dotarliśmy około południa, wjechaliśmy na nieczynną linię kolejową Gołdap-Żytkiejmy. Którą niemal cały czas jechaliśmy aż do Stańczyków. Po drodze przejechaliśmy przez mniej znane, ale równie urokliwe wiadukty i mosty. Między innymi przez wiadukt w pobliżu wsi Kiepojcie i parę bliźniaczych mostów nad rzeką Bludzią, bardzo podobnych do tych w Stańczykach – trochę niższe. Mosty w Stańczykach są najwyższymi na linii i jednymi z najwyższych w Polsce. Ich długość - 200m i wysokość - 36m.

Po dojechaniu do Stańcyków okazało się że wiadukty są ogrodzone metalową siatką Pozostało nam zjechać po stromym zboczu lub wrócić się do drogi i nadłożyć kilka-kilkanaście kilometrów. Postanowiliśmy zjechać a raczej zejść sprowadzając ostrożnie rowery. Na obłażenie wiaduktów i obserwowaniu skaczących na linach ludzi. Niestety nie mieliśmy zarezerwowanej na to kasy [skok kosztował chyba 70zł].

Nocleg wypadł nad pobliskim jeziorkiem Tobell. Rozbiliśmy się obok samotnie podróżującego Jarka z Warszawy – pozdrawiamy. Miejsce wymarzone na obóz – poniżej malownicze jeziorko z czyściutką wodą, płaski teren przygotowany pod namioty, duże kłody do siedzenia naokoło miejsca na ognisko. Miodzio. Rozpaliliśmy spore ognisko i pogadaliśmy przy kiełbaskach i piwku [Mocne Beczkowe, Classic]. A oto, co znalazłem w internecie po powrocie do domu: ‘31 maja 1926 roku w jeziorku Tobell nastąpił wybuch gazu błotnego, który wyrzucił bryły błota o ciężarze ok. 100 ton na odległość 200 m. Podczas gwałtownej burzy jeziorko nagle zniknęło. Dopiero po kilku miesiącach ukazało się czyste lustro wody. Gaz błotny, powstając z gnijących resztek roślinnych, zgromadził się pod dnem jeziora. Podczas burzy, połączonej z wyjątkowo silnym spadkiem ciśnienia, gaz gwałtownie wydostał się na powierzchnię powodując eksplozję.’ Całe szczęście nie powtórzyło się to podczas naszej obecności.

dzień 5
Stańczyki – Hańcza – Wiżajny – Zamkowa Góra [Szurpiły koło Jeleniewa]
dystans: 75 km

Tego dnia wstaliśmy troszkę później niż zwykle. Ja osobiście bym sobie posiedział tutaj jeden dzień. Wypogodziło się i jakoś składanie obozu nie poszło nam najszybciej. Radek zabrał szelskiemu przednie kostki hamulcowe, ponieważ hamował już metalem i w obręczy zrobiło się małe regularne zagłębienie. Po śniadanku rozstajemy się z Jarkiem i ruszamy w drogę. Docieramy do najgłębszego jeziora w Polsce. Następnie przeprawiamy się ścieżką poznawczą dolina Czarnej Hańczy, na którą jest zakaz wjazd rowerem. Na zaporach antyrowerowych jest naprawdę ciężko z obciążeniem. W połowie drogi spotykamy starszych ludzi z dzieckiem – na rowerach – do jednego przymocowany jest przyczepka dziecka. Im było chyba też trudno. Kierujemy się w stronę miejscowości i jeziora Wiżajny. Po drodze zatrzymujemy się w rezerwacie Głazowisko Rutka i podziwiamy widok na ‘amfiteatr Wodziłk’ z wytopiskowym jeziorem Linówek. W okolicach podłódnia docieramy do Wiżajn i objeżdżamy jezioro dokoła, po czym zatrzymujemy się na obiad w restauracji [pierwszy i zapewne ostatni raz podczas tej podróży]. Ja zamawiam potrawę regionalną – Kartacza, szabelski pospolitego schabowego. Po jakimś czasie pojawiają się przede mną na glinianym półmisku dwie pachnące, duże pyzy ziemniaczane nadziewane mięsem, polane zeskważonym boczkiem i zestaw sałatek. Po wchłonięciu tego posiłku brakowało mi tylko piwka, jednak wtedy jeszcze bardziej nie chciałby mi się jechać, a i tak po kilku kilometrach musieliśmy zrobić postój na sjestę. Przed zmierzchem dotarliśmy do Zamkowej Góry w Szurpiłach. Gdzie podziwiamy malowniczy zachod słońca. Postanowiliśmy się rozbić nie opodal jeziorka u jej podnóży.

dzień 6
Zamkowa Góra – Jeleniewo – Suwałki – Wigry – Gólbin
dystans: 80 km

Rano po kąpieli w jeziorku spakowaliśmy nasz obóz i ruszyliśmy w droge. Śniadanie spożyliśmy dopiero w Jeleniewie w przysklepowym ogródku. Dalej przez przyjazne rowerzystom Suwałki pomknęliśmy nad Wigry. Po drodze mieliśmy nie planowany postój na zmianę dętki. Potem zatrzymaliśmy się przy klasztorze Kamedułów, gdzie chłopaki zakupili pocztówki. Następnie poszaleliśmy trochę po węgierskich lasach jadąc wzdłuż Czarnej Hańczy. Rozbiliśmy się w Gólbinie w jakże 'malowniczym terenie'. Zostaliśmy postraszeni leśnikami przez jakąś upierdliwą, stetryczałą miejscową kobietę, która pewnie by wolała żebyśmy się rozbili u jej sąsiada i zapłacili za pole namiotowe. U innej jakże odmiennej w charakterze mieszkanki wsi pozostawiliśmy telefony komórkowe do naładowania. W miejscowym jakże skromnie wyposażonym sklepie zakupione zostały produkty pierwszej potrzeby: piwo, czipsy, cebula, kiełbasa. Po rozbiciu namiotów szabelki pojechał po telefony, dostał również wrzątku do termosu. Potem odwiedził jeszcze raz tą miłą panią z prośba o zapałki, ponieważ zepsuła nam się zapalniczka podczas próby rozpalenia ogniska. Ostatni wspólnie spędzony wieczór upłyną na rozmowach i podsumowywaniu wyprawy przy ognisku. Nie zasnęliśmy zbyt szybko, gdyż po wygaszeniu ogniska usłyszeliśmy niepokojący hałas. Szybko wskoczyliśmy do namiotów. Był to najprawdopodobniej dzik, który grzebał w śmieciach przy kontenerze na śmieci który stał kilka metrów dalej.

dzień 7
Gólbin – Głęboki Bród – Augustów – Białystok
dystans: 120 km

Po porannej toalecie w Czarnej Hańczy i śniadanku przystąpiliśmy do pakowania. Okazało się, że zgubiłem śrubkę mocującą bagażnik. Na szczęście Radek miał zapasową [następnego dnia zgubiłem następną niestety zapasu nie miałem]. W miejscowości Głęboki Bród rozstaliśmy się. Chłopaki planowali zrobić jeszcze małą pętle przed odjazdem pociągiem z Agustowa. Ja pojechałem do Białegostoku, gdzie załatwiłem poprzedniego dnia wieczorem [kilka telefonów] nocleg u Piotra P. kolegi mojej cioci Katarzyny R. za co im serdecznie dziękuje. Stare miasto ładne. Po pysznym spaghetti i piwku przy meczu udałem się na komfortowy nocleg.

dzień 8
Białystok – Bielsk Podlaski – Siematycze – Międzyrzec Podlaski – Radzyń Podlaski – Kock – Lubartów – Lublin
dystans: 255 km

Wypoczęty i z regenerowany po pysznym śniadaniu ruszyłem w drogę. Dzień ten upłyną mi na samotnym pokonaniu drogi Białystok – Lublin. Początkowo planowałem rozłożyć na dwa dni i zatrzymać się gdzieś na nocleg, ale wyszło inaczej. Droga niezbyt ciekawa, aby ją urozmaicić zajeżdżałem do centrów mijanych miast. Dziękuje mieszkańcowi Lubartowa, któremu wsiadłem na koło w Kocku. Na najwyższym przełożeniu ledwo dawałem za nim rade. Niestety kilka kilometrów za Lubartowem straciłem prawie całkiem lewy pedał. To znaczy wytarły się kulki i zniszczyły miskę łożyska i pedał przestał się obracać. Przyczynił się do tego kawałek folii, jak się okazało w domu, który dostał się do łożyska. Pomimo tego utrudnienia dotarłem do domu zmęczony, ale szczęśliwy. Zadowolony z udanego wyjazdu i rekordu życiowego – jednodniowo pokonanego dystansu. Nie ma czasu – trzeba zacząć myśleć o następnej wyprawie.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.on.bike.prv.pl/

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;