Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
ROWEROWA WŁÓCZĘGA PO MOŁDAWII I UKRAINIE-2007

WŁÓCZĘGA ROWEROWA PO UKRAINIE I MOŁDAWII

Mołdawia i Odessa była kolejnym celem moich wypraw rowerowych do naszych wschodnich sąsiadów. W 5-ciu zagranicznych wyprawach rowerowych zwiedziłem już Łotwę, Obwód Kaliningradzki Federacji Rosyjskiej, Litwę, Białoruś, ukraińskie kresy dawnej Rzeczpospolitej oraz Czechy i Słowację. Przyroda, ciekawe krajobrazy, poznanie ludzi i ich problemów, dotarcie do miejsc zamieszkałych przez Mołdawian polskiego pochodzenia oraz przejazd Deltą Dunaju i pobyt nad Morzem Czarnym było powodem zorganizowania wyprawy 2007 roku.
mołdawskie krajobrazy.jpgmołdawia_2.jpg
Trasę przemierzyliśmy w 19-tu jednodniowych etapach od 04 do 22 czerwca 2005r pokonując 1911 km. Towarzyszył mi w wyprawie mój kolega Marek Rożniatowski, uczestnik wyprawy rowerowej w 2006 r. do Obwodu Kaliningradzkiego, Litwy i Łotwy.

Wyprawa przebiegała następującą trasą:

PRZEMYŚL - SAMBOR - DROHOBYCZ - KOŁOMYJA - CZERNIOWCE   -   MOŁDAWIA przez: MAMAŁYGA   -   LIPCANI    -   EDINEC   -   RASCANI   -   GLODENI   -   BALTI    -    ORHEI   -   KISZYNIÓW   -   COMRAT   -   UKRAINA przez :IZMAIŁ  -  KILIIA  -   BIAŁOGRÓD n/Dniestrem   -   ODESSA   -  WINNICA   -   BERDYCZÓW   -   ŻYTOMIERZ   -   NOWOGRÓD WOŁYŃSKI  -   RÓWNE   -   KIWERCE   -  przejście graniczne JAGODIN  -   DOROHUSK

Przygotowaliśmy się pod względem logistycznym pąkując każdy z nas w 4 sakwy rowerowe – dwie na przedni i dwie na tylny bagażnik oraz w torby na kierownicę cały sprzęt biwakowy łącznie z namiotami, śpiworami, materacami, kocherami i palnikami gazowymi, narzędziami i niezbędnymi częściami zamiennymi / szprychy dętki i opona kevlarowa / oraz mapami i zapasem żywności na pierwsze dni. W wyposażenie wchodziły również dwa aparaty foto, analogowy i cyfrowy. Kondycyjnie byliśmy przygotowani z uwagi na całoroczne uprawianie turystyki rowerowej po ziemi radomskiej. Wieczorem 03 czerwca siadamy do pociągu i rano o 6.30 wysiadamy na dworcu w Przemyślu, z którego udajemy się już rowerami na przejście graniczne w Medyce. Na granicy zarówno po stronie polskiej jak i ukraińskiej robimy na pogranicznikach oraz celnikach pozytywne wrażenie. Opowiadamy gdzie jedziemy, skąd jesteśmy i dlaczego chce nam się jechać w tak daleką podróż. Marek pokazuje wytyczoną trasę na mapie. Odpowiadamy, że trasa wyniesie ok. 1900km i mamy: ja 57, Marek 55 lat wzbudzając  wielki szacunek. Do swojej kroniki wyprawy Marek uzyskuje od ukraińskiego pogranicznika odcisk pieczątki, które będzie uzyskiwał na ważniejszych etapach trasy. Odprawieni jesteśmy poza kolejnością i ruszamy w Ukrainę. Tak  rozpoczynamy  pierwszy z dziewiętnastu , etap wyprawy  ukraińsko mołdawskiej , której  opis zawierający spostrzeżenia,  wrażenia postarałem się przedstawić zdając sobie jednocześnie sprawę, iż w rzeczywistości nasza wyprawa była przejazdem po pięknych terenach  dwóch krajów wschodniej Europy.

1_pocztek_wyprawy.jpg

DROGAMI PRZEDGÓRZA KARPAT UKRAIŃSKICH

ETAP I  
PRZEMYŚL  -  MOSTISKA   -  SAMBOR  -  wioska BRONICJA
04 czerwca 2007r
95 km

ETAP II
BRONICJA  -  DROHOBYCZ  -  STRYJ  -  ROŻNIATYW 
05 czerwca 2006r
105 km

ETAP III
ROŻNIATYW   -   DUBA –KRASNE – NADWIRNA   -  ŁAJEWO
06 czerwca 2007r
82 km

W pierwszym dniu pogoda pochmurna i myślimy o tym aby się nie pogorszyła. Droga niezbyt komfortowa i po 28 km osiągamy Sambor, jedno z głównych ośrodków północnych przedgórzy Karpat. Z prawej strony w oddali od nas towarzyszy nam daleki widok przedgórza Karpat ukraińskich. Widok Karpat towarzyszył nam będzie prawie do Mołdawii i stopniowo będą się one zbliżać do nas a widoki  stawać  się będą coraz wyraźniejsze i piękniejsze. Już przed Samborem na pierwszym odpoczynku przy wiejskim sklepie jesteśmy w zainteresowaniu mężczyzn pijących piwo. Częstowani jesteśmy kawałkami suchego mięsa rzekomo przywiezionego z Włoch jako przegryzka do piwa. Dużo pozdrowień i ruszamy dalej. W Samborze zatrzymujemy się na krótko i robimy przejazd  starą częścią  miasteczka gdzie fotografuję  bardzo ładne   stare kamienice i  pomnik ukraińskiego bohatera narodowego Bohdana Chmielnickiego.  Na chwilę zatrzymujemy się przy pomniku ofiar i represjonowanych Ukraińców przez NKWD.
    2_pierwszy_poczstunek.jpg
4_chmielnicki_w_samborze.jpg


















                                    pierwszy poczęstunek i Chmielnicki w Samborze

Wyjeżdżamy z Sambora przez most na rzece Dniestr mającej swe źródła na przedgórzu Karpat niedaleko Starego Sambora. Ujście Dniestru do Morza Czarnego w postaci kilkudziesięciu kilometrowego i szerokiego zlewiska zobaczymy w Besarabii, w Białogrodzie Dniestrzańskim.
Za Samborem zaczynają się dłuższe podjazdy. Cześć Polaki jako forma pozdrawiania nas  i przyjacielskie spotkanie z milicjantami to kolejne przyjemne kontakty  z Ukraińcami. Po drodze dużo fotografuję i utrwalałam ciekawe krajobrazy oraz drewniane, wykonane z bali  wiejskie chałupy malowane ulubionym przez Ukraińców niebieskim kolorem.
Pierwszy nocleg po przejechaniu 95 km organizujemy we wsi Bronicja na podwórku niezamieszkałej chaty tuż przy sklepie. Rozbijamy namioty, rozwijamy flagę Radomia a rowery chowamy do sąsiedniej posesji.

7_we_wsi_bronicja.jpg
Przed noclegiem  spotykamy się z kilkoma mieszkańcami wsi – Łemkami którzy jako dzieci wraz z rodzicami opuścili tereny Bieszczad i Beskidu Niskiego w ramach akcji Wisła w 1947.   Ze łzami w oczach wspominają tamte czasy i tereny rodzinne. Robimy sobie wspólne zdjęcia i wymieniamy adresy zobowiązując się przesłać im fotografie. Dzieciakom rozdajemy suweniry w postaci czapeczek i słodyczy. Przychodzą następne dzieciaki, ale czapeczek zabrakło, co było przykro  nam i dzieciakom.
Nocleg w namiocie mamy urozmaicony ujadaniem psiaków z sąsiedniej posesji a rankiem pianiem kogutów i wizytą stadka indyków pod wodzą bojowo nastawionego indora.
7e_bronicja_poranni_gocie.jpg
Rano ok. godz. 700 po porannej toalecie, podczas której korzystamy z wody studziennej wlanej do worków Water Bag firmy Ortlieb zawieszonych na drzewie i śniadaniu w warunkach polowych ruszamy w trasę II-go etapu. W pierwszym mijanym miasteczku fotografuje stary zarośnięty cmentarz z pięknymi figurkami aniołów i świętych.
8_stary_cmentarzyk.jpg
Pogoda w dalszym ciągu pochmurna i widok na przedgórze Karpat przesłaniają  miejscami przemieszczające się chmury. Droga w dalszym ciągu wyboista, podjazdy i zjazdy a pędzące samochody wymuszają na nas szczególną koncentracje. Z pośród samochodów ciężarowych przeważają ZIŁY wydzielające  chmury czarnych spalin. Często spotykamy je wyposażone w kilka butli gazowych wielkością podobnych do wykorzystywanych u nas butli acetylenowych, umieszczonych pomiędzy kabiną a skrzynią ładunkową. Podobnie autobusy o dziwacznym wyglądzie w środku których  pasażerowie są ściśnięci jak ryby w konserwie. Wjazd do Drohobycza prowadzi dzielnicą z wielkimi blokowiskami a następnie wjeżdżamy w część starego miasta.

Uważamy na wielki ruch samochodowy w wąskich uliczkach aby nie wpaść pod koła pojazdu. Stare miasto urzeka nas pięknymi kamieniczkami i domami czynszowymi, ale wymagającymi poważnych nakładów finansowych na ich remont.  Urzeka nas  widok na kościół Św. Bartłomieja fundacji Kazimierza Wielkiego. 
14a_w_drochiczynie.jpg14_w_drohiczynie_1.jpg
                                                                  uliczkami Drohobycza                     
Droga do niego wiedzie wąska uliczką wśród podniszczonych kamienic. Zatrzymujemy się w centrum starego miasta obok dziewczyny handlującej książkami skąd mamy widok na wyniosłą synagogę. Zwiedzamy  synagogę w której prowadzono prace remontowe. Wyobrażam sobie, jakim pięknym obiektem była w okresie międzywojennym. Po społeczności żydowskiej pozostało niewiele pamiątek.

Opuszczamy  Drohobycz i kierujemy się na Stryj. Podjazdy są coraz bardziej uciążliwe, coraz dłuższe i bardziej strome. Pogoda staje się coraz lepsza, zaczyna świecić słonce i widok już bliskich Karpat jest ozdobą krajobrazu. Za Stryjem mijamy leśny cmentarz ukraińskich bojowników poległych od roku 1915 i jesteśmy już w okręgu Iwano Frankowskim. Wykonuje po drodze serie zdjęć ukazujących piękne Karpaty na tle rzek, pól i pastwisk, fotografuję długie podjazdy w okolicach Doliny, aby po latach  wspominać z przyjemnością uciążliwość pokonywanej trasy.
_do_Dolyny.jpg
Po drodze  spotykamy się z ciężka pracą rolników ukraińskich przemierzających olbrzymie pola z motykami. Widok dziesiątek kobiet i mężczyzn odchwaszczających pola uprawne towarzyszył nam będzie często na Ukrainie i Mołdawii. Gdzie niegdzie mijamy przepięknie kolorowe cerkiewki, tak charakterystyczne dla krajobrazu Ukrainy.
p1030467.jpg14b_przedgrze_karpat_w_pole.jpg
                                           podjazd przed Dolyną i ranne wyjscie do prac polowych
Kończymy II etap noclegiem nad jeziorem w miasteczku Rożniatyw, do którego podprowadził nas kilka kilometrów samochodem napotkany mieszkaniec. Nad zalewem zanim rozbiliśmy namioty, niebo pochmurnieje i widać, że za chwile będzie burza. Z opresji ratuje nas dozorca bazy remontowej przy zalewie , który daje nam do dyspozycji pokoik baraku z dwoma żelaznymi łóżkami. Warunki wybitnie spartańskie, ale w porównaniu z tym co by było gdybyśmy rozbijali namioty w ulewie i wysokiej trawie to barak był dla nas wielkim wybawieniem.
Rano w dniu III etapu robimy sobie wspólna fotografię z dozorcą, wręczamy gospodarzowi na pamiątkę „smycz” z herbem Radomia do zawieszenia telefonu lub kluczyków na szyi  i udajemy się do Rożniatowa gdzie na placu przed magistratem zauważa nas dziennikarz lokalnej prasy. prosząc nas abyśmy chwilę poczekali do czasu aż powróci z aparatem fotograficznym. Za chwilę pojawia się dziennikarz lokalnego radia oraz mer miasteczka Pan Culij Wasilij. Opowiadamy o nas i naszej wyprawie wzbudzając u nich szczere uznanie i szacunek. Dla lokalnej prasy „żurnalista” wykonuje grupową fotografie, oczywiście z flagą Radomia. Marek udziela dziennikarzowi wywiadu radiowego. Spotkanie niezwykle sympatyczne i przyjazne.
p1030496_rozhniatyv_spotkani.jpg
Z Merem Miasta i Żurnalistami
Wymieniamy adresy, wręczamy materiały poglądowe o Radomiu  i żegnamy się z przyjaciółmi ukraińskimi. Mer miasta otrzymuje od nas dodatkowo flagę Radomia. Zajeżdżamy jeszcze do miejscowej komendy milicji gdzie Marek uzyskuje kolejną pieczątkę w swoje kronice. Tego dnia jest już upał. Z Rożniatowa zbaczamy z głównej trasy i bocznymi wiejskimi drogami przez ok. 60 km udajemy się przez Duba do miasteczka Nadwirna. Ok. 30 km kilometrów jedziemy, co prawda drogą wyboista, ale po równym terenie. Karpaty mamy już w zasięgu reki. Piękna słoneczna pogoda i ciągnące się pasmo gór. Potem zaczynają się kolejne podjazdy i tak do Nadwirnej. Krajobrazy są coraz piękniejsze. Pasmo Karpat jakby na dłoni a w tle potoki rzeczne, pastwiska i cerkiewki. Za Nadwirną fotografuję cmentarzyk wiejski, na którym każdy krzyż jest przepięknie ubarwiony małymi wianuszkami z kwiatów, co z daleka tworzy widok perskiego dywanu. Tu w mijanych wioskach zauważam studnie w postaci wielkich dzbanów lub przyjmujące formę kolorowych kapliczek. Widok przepięknych przydrożnych studni będzie nam towarzyszył również na dalszej  trasie do oraz w Mołdawii.
24_studnia_ukraina.jpg25d_karpaty.jpg
                                   ukrainskie studnie i  widok na Karpaty przed Kołymą

Nocleg organizujemy kilka kilometrów za Nadwirną w wiosce Łajewo na posesji gospodarza. Przed odjazdem otrzymujemy od gospodarza słoik soku z kwiatów róż oraz susz mięty pieprzowej o cudownym smaku. Marek  w Radomiu zrobi na niej nalewkę miętówki. Pokazuje nam również inne zioła obficie występujące na tutejszych łąkach. 

                                                                           ETAP IV
                                           ŁAJEWO - KOŁOMYJA - SNIATYŃ  -  SZEPETIN
  
                                                                      07 czerwca 2007r
                                                                             108 km
07 czerwca z Łajewa udajemy się do Kołomyi drogami wśród wiosek i również z przepięknymi krajobrazami Karpat. Droga prowadzi wzdłuż niekończących się wiosek o długości ok. 10 km. We wsi Lanczin zatrzymujemy się na wiejskim bazarze pełnym rożnych towarów i asortymentu. Handlujący przyjeżdżają wszelkimi rodzajami pojazdami: wozami konnymi, rowerami z przełożonymi przez ramę workami zboża, samochodami i starymi motocyklami, których boczne wózki przerobione zostały na platformy do przewożenia skrzynek i worków.  Urocza jest droga w Lanczin, wzdłuż której na czterech słupach energetycznych stoją w gniazdach bociany. Niezwykły widok i z bocianami  spotkamy się jeszcze nie raz  na trasie wyprawy.

                           28_wioska_lanczin.jpg
Przed południem wjeżdżamy do starego, dawniej żydowskiego miasta Kołomyja nad Prutem. Objeżdżamy bardzo ładnie utrzymaną starówkę z centralnie położonym miejskim ratuszem. Brukowane uliczki i kolorowe kamienice, masa spacerujących ludzi oraz kwiaciarki nadają temu miastu szczególny urok. Przejeżdżamy również obok olbrzymiej pisanki charakterystycznej dla tego miasta gdzie znajduje się  ich muzeum.;
Za Kołomyją w przydrożnej restauracji zajadamy się „swininą” /kotlet schabowy/ z frytkami i barszczem ukraińskim. Obiad zmiotłem jak odkurzacz. Od kierownika Restauracji marek zdobywa kolejną pieczątkę i robimy sobie z nim oraz z kelnerką zdjęcie. Dalsza droga prowadzi do Sniatynia  i po przejechaniu ok. 12 km Marek spostrzega, iż w restauracji pozostawił najcenniejszą rzecz, jaką jest jego kronika z bezcennymi pieczątkami i wpisami. Postanawiamy, że ja zostaję z rowerami a Marek okazją wraca do restauracji gdzie czeka na niego kelnerka z kroniką. Żąda buziaka, co Marek wykonuje z wielka przyjemnością. Dzień kończymy noclegiem w namiotach rozbitych na posesji szkoły we wsi Szepetin, ok. 20 km za Sniatyniem. Jak co dzień rowery chowamy u gospodarzy. Wieczorem jesteśmy w zainteresowaniu tutejszych dzieciaków. Jak wszędzie są mili i żądni wiedzy o nas i naszym kraju.

Etap V
SZEPETIN -  CZERNIOWCE  - MAMAŁYGA  -   LIPCANI  / MOŁDAWIA /   -  wioska  GLINKA
        08 czerwca 2007 r
  102 km
W następnym dniu w godzinach rannych jesteśmy w stolicy północnej Bukowiny w Czerniowcach. Stare galicyjskie miasto położone na obu brzegach  Prutu urzeka nas swoimi kamieniczkami z XIX i początku XX w. znajdującymi się w śródmieściu. Wjeżdżamy do miasta od strony zabytkowego dworca kolejowego i wspinamy się do śródmieścia  brukowaną ulica  Gagarina . Droga wyboista i zatłoczona pojazdami samochodowymi. Upał, a do tego podjazd wyszlifowanym brukiem oraz powietrze przesycone spalinami wymagało od nas dużego wysiłku, aby pokonać niedługi, ale dość trudny odcinek prowadzący nas do śródmieścia. Docieramy do centralnej części starego miasta gdzie znajduje się  ratusz miejski wybudowany w w latach 1843 – 1847. Objeżdżamy część starego miasta wokół ratusza podziwiając przepiękne stare kamienice skupione wzdłuż uliczek centralnej płoszczi. Podziwiamy przepiękna architekturę z drugiej połowy XIX w i brukowane uliczki nadające tej części miasta atmosferę tamtych czasów. Przy Soborze św. Mikołaja na ul Ruskoj poznajemy Popa Mikołaja Bakniuka z Kijowskiego Patriarchatu, z którym ucinamy sobie przyjacielska rozmowę. Robimy sobie pamiątkowe wspólne zdjęcie i otrzymuje od nas znaczek oraz smycz z herbem Radomia.
   34_czerniowce.jpgz Popem Bakniukiem.jpg
                             Czerniowce-Dworzec                                            z Mikołajem Bakmiukiem
Podziwiał nasz zapał, gratulował i na pożegnanie zaproponował nam czego nie odmówiliśmy pobłogosławienia nas i naszych rowerów. W godzinach południowych opuszczamy Czerniowce kierując się przez most na Prucie w kierunku wioski Novosielycia i przejścia granicznego do Mołdawii w  Mamałydze.. W Czerniowcach gubimy się z Markiem i dzięki telefonom komórkowym odnajdujemy się przed mostem. Opuszczając Czerniowce  z mostu robię zdjęcia leniwie płynącego Prutu tworzącego po środku piaszczyste wysepki. Do granicy z Mołdawia mamy ok. 50 km. Nareszcie mamy drogę równą bez podjazdów i z żalem  pożegnaliśmy towarzyszący nam do Czerniowców widok Karpat. Wyjazd ze stolicy Bukowiny prowadzi dobrą droga dwupasmową i po raz pierwszy od kilku dni pędzimy w upalnym słońcu. Po ok. 20 km osiągamy wioskę Nosielycia skąd już niedaleko do Chocimia gdzie byłem na wyprawie Ukraińskiej w 2004r. Wioska ta jest bardzo długa, bo liczącą kilka kilometrów a jej mieszkańcy prowadzą przydomowe warsztaty specjalizujące się w produkcji spotykanych na trasie ozdobnych studni oraz również ozdobnych aluminiowych bram. Podobnie jak dotychczas spotykamy się z wielkim zainteresowaniem mieszkańców wiosek. Niektórzy chcą pozować do zdjęcia jak spotkany Pawliuk Dimitrij , który pozował mi do zdjęcia z wozem konnym wyposażonym w numer rejestracyjny. Otrzymałem jego adres z prośbą o przesłanie fotografii. Do Mamałygi mamy jeszcze ok. 20 km. Jedziemy drogą wysadzaną po obu jej stronach orzechami  włoskimi i mijamy niekończące się wioski.

                                                                MOŁDAWIA
Granicę w Mamałydze przekraczamy bez żadnych problemów. Pogranicznikom ukraińskim oddajemy karteczki wypełniane   w Medyce i otrzymujemy następne aby je oddać gdy będziemy  opuszczać   Mołdawię. Po stronie Mołdawskiej dokonujemy wymiany euro na tutejszą walutę i jesteśmy już w kraju będącym kolejnym  etapem naszej wyprawy. W tym dniu jeszcze drogą  po równinie udajemy się do pierwszego małego miasteczka Mołdawii tj do Lipcami, z którego wyjazd prowadzi ok. 2 kilometrowym podjazdem  po  wyboistej i pełnej wyrw drodze. Za Lipcami zmienia się krajobraz. Zaczynają się długie i częste podjazdy drogami obsadzonymi orzechami włoskimi a po  obu jej stronach ciągną się na pofałdowanym terenie olbrzymie pola uprawne i pastwiska.
43_prezed_edinec.jpg
W tym dniu osiągamy wioskę Glinkę ok. 14 km za Lipcami. Nocleg organizujemy w namiotach na wolnym placu pomiędzy  wiejskim sklepem a zlewnią mleka. W miejscowym sklepie przed spaniem smakujemy mołdawskiego wytrawnego wina. Poznajemy gospodarza, obok którego rozbiliśmy namioty, Andrieja Iwana Czornyja, który z żoną zaprosił nas na pierożki „pielmieni”i truskawki oraz do skorzystania z ich bani stanowiącej drewnianą szopę z zawieszonym  nad nią zbiornikiem wody ocieplanej promieniami słońca. Pomimo bardzo skromnych warunków życia  okazali się bardzo serdeczni. Wieczorem, gdy już zasypialiśmy złożył mi wizytę drugi mieszkaniec, Sasza Aleksander Patrasz, który chciał porozmawiać z „innostrańcem”. Sasza podobnie jak i Iwan był w wojsku w Polsce oraz w Niemczech  i miło wspominał Polskę oraz Polaków. Rozmowa była serdeczna  i zaprosiłem Saszę o przyjście  rano do wspólnego zdjęcia.
Rano spotykamy się z Andriejem i jego żoną oraz z Saszą. Robimy sobie wspólną fotografię i udajemy się w trasę dalszych etapów mołdawskich. Fotografuję wioskę i charakterystyczne w  niej murowane domy w kolorze szarym ale tonące w zieleni drzew owocowych i  pergoli winogrona.
Przejechaliśmy całą Mołdawie od Lipcani przez Briceni,  Edinec, Balti, Orhei, Kiszyniów i Comrat kolejnymi etapami:

EtapVI

GLINKA - BRICENI - EDINEC - RASCANI - STYRCZA
09 czerwca 2007 r
113 km

etap VII
STYRCZA - BIELCE - SANGEREI - wioska PREPELITA
10czerwca 2007 r
84 km

etapVIII
PREPELITA - ORHEI- KISZYNIÓW M- wioska SOCZTEN
11 czerwca 2007 r
113 km

etap IX
SOCZTEN - HANCESTI - CIMILISJA - COMRAT - GONGAZ
12 czerwca 2007 r
110 km

etap X
GONGAZ - przejście graniczne do UKRAINY na BPLHARD - wioska PLAVNI nad j. YALPUCH
13 czerwca 2007 r
92 km
Mołdawia urzekła nas krajobrazami olbrzymich pól uprawnych, winnic pastwisk ze stadami bydła, kóz i owiec oraz szpalerem orzechów włoskich rosnących po obu stronach dróg wzdłuż całej Mołdawii. Trasa przez Mołdawie była szczególnie trudna z uwagi na niekończące się, niejednokrotnie kilku kilometrowe pojazdy. Szczególnie uciążliwe podjazdy spotkaliśmy na trasie od Briceni do Rascani oraz za Orhei. Upał i panując tam susza oraz obciążenie rowerów sakwami z ekwipunkiem wymagał od nas szczególnego wysiłku. Wszak codziennie na siodełku jechaliśmy w sumie 6 – 7 godzin i ciągle pokonywaliśmy  niekończące się podjazdy.  Szczególnie niezapomniane pozostaną w pamięci spotkania z mołdawianami i ich życzliwość w stosunku do nas i naszego kraju.
                     42f_modawia_poczstunek_mlekiem_1.jpg
Poczęstunek mlekiem
Ta spontaniczności i życzliwość była niezależna czy spotykaliśmy Mołdawian o korzeniach narodowościowych ukraińskich, bułgarskich czy tureckich w rejonie Gaugazji. Pod Edinec zatrzymujemy się przy przydrożnym zagajniku w którym przed upałem schowało się stado krów i niespodziewanie pojawia się opiekun stada częstując mnie  kubkiem świeżo udojonego mleka z gruba pianą. Innym przykładem jest starsza kobieta w wiosce Glinka, która uciąga dla mnie ze studni wiadro świeżej wody.  Będąc w Comrat w rejonie Gaugazji, która zamieszkuje mniejszość turecka właściciel sklepiku stawia nam piwo. Podałem tylko parę przypadków wielkiej sympatii i życzliwości Mołdawian z jakimi spotkaliśmy się na trasie. Tu w Mołdawii podobnie jak na  Ukrainie byliśmy podziwiani za wysiłek, odwagę i za każdym razem kończąc spotkania słyszeliśmy życzenia „ zczastliwości”. Nie mieliśmy problemów z organizowaniem noclegów. Organizowaliśmy je w namiotach  przy gospodarstwach jak w Glince, czy na placach przyszkolnych  jak np. w Prepelita gdzie miejsce wskazuje nam  miejscowy kierownik komisariatu milicji. Za Kiszyniowem w Soczten natomiast udostępniono nam pokój w Wiejskim Dziecięcym  Domu Kultury.
W drugim dniu  trasy mołdawskiej / VI etap/  z trasy Edinec –Balti skręcamy  na Rascani i drogami wśród rozległych pól kierujemy się do polskiej wsi Styrcza pod Glodeni. Już przed wieczorem do wioski, której nie możemy odnaleźć pilotuje nas samochodem napotkany mieszkaniec Glodeni. Wioska położona jest w dolince obok trasy  z Glodeni do Balti /Bielce/ i dojazd  prowadzi polną  kamienistą drogą, porytą strumieniami wody deszczowej.
46i_styrcza.jpg
                                                                               polska  wioska  Styrcza
Doprowadzeni jesteśmy do Domu Polskiego znaj dującego się na końcu wioski  w którym przyjmuje nas Pani Wanda Burek. Wioska Styrcza została założona  100 lat temu przez kilkadziesiąt  rodzin polskich z pod Chocimia, którzy wykupili tereny od Jelizawiety Kaprionowej. Do roku 1945 była zamieszkiwana wyłącznie przez polaków i związki małżeńskie zawierane były tylko wśród polaków. Po 1945 r. nastąpiło rozluźnienie twardych zasad i dzisiaj rodziny są już mieszane.
styrcza_dom_polski.jpg
                                                              Dom Polski i Pani Wanda
Wioska jest biedna, domy z pergolami winogron  położone są po obu stronach wznoszącej się z dolinki kamienistej drogi. Na drodze spotykamy gęsi, kury i kaczki  oraz wyprowadzane bydło na pobliskie łąki. Sielski widok dla „mieszczuchów” a z drugiej strony widać ciężką pracę jej mieszkańców. Zwiedzamy Dom Polski, który został wybudowany z środków finansowych przyznanych przez Senat RP.  Wystrój Domu przepełniony jest polskimi elementami patriotycznymi. Dom prowadzi wśród mieszkańców a szczególnie wśród dzieci działalność kulturalną w tym naukę języka polskiego oraz zespól taneczny „Dzwoneczki”. Pani Wanda przyjmuje nas kolacją częstując bryndzą  i pasztecikami mołdawskimi oraz  domowym mołdawskim winem. Po raz pierwszy od kilku dni zażywamy kąpieli pod prysznicem i mamy nocleg w warunkach domowych. Rano po porannym spacerze po wsi  robimy sobie fotografię z Panią Wandą  i ruszamy w dalszą drogę. W następnych etapach pokonujemy długie podjazdy za Orhei gdzie towarzyszą nam piękne widoki pofalowane   krajobrazy oraz stoki z winnicami.
62j_okolice_orhei.jpg
                                                                Krajobraz okolic ORHEI
Upał i zatłoczona samochodami droga do Kiszyniowa daje się nam porządnie we znaki. W Kiszyniowie mój licznik wskazuje przejechanie przeze mnie już 24  000 km podczas wypraw i tras rowerowych. Z tej okazji na noclegu w wiosce Soczten za stolicą Mołdawii wznosimy toast mołdawskim wytrawnym winem kupionym od męża dyrektorki Dziecięcego Domu Kultury. Następnego dnia od Hancestii do Cimilisja mamy równy odcinek i ok. 50 km pokonujemy w ciągu 2 godzin.
                                                                                       
                           w_Congaz.jpg
Z Cimilisja wyjeżdżamy trudnym podjazdem pod górę remontowanym odcinkiem i kierujemy się do regionu Gaugazji gdzie zamieszkuje mniejszość turecka. Ostatni nocleg na terenie Mołdawii organizujemy pod Gongaz nad niewielkim jeziorem. W Gaugazji przed Gongaz spotykamy już osły ciągnące małe wozy. Robię im fotografie w Comrat,  Gongaz i  mijanych wioskach. Tu w rejonie Gaugazji widzimy przygnębiający widok wyschniętych łąk i pól spowodowany suszą a na nich  pasące się stada kóz oraz bydła.Wypijamy duże ilości wody mineralnej i często podjeżdżamy do wiejskich sklepów, w których obok  art. żywnościowych i gospodarczych miejscowi  przy stoliku mogą wypić ”stakanik” gorzałki. Zdarza  się, że też otrzymujemy propozycje poczęstunku ale z przykrością  odmawiamy. Za gorąco i  do tego podróż rowerem. Ciekawostka jest to, że w wiejskich sklepach na Ukrainie i w Mołdawii  groszowe reszty często wydawane są w formie cukierków, których najwięcej nazbierał  Marek.
Opuszczamy Gaugazję  i  ostatnie kilometry  etapów mołdawskich   w upalnym słońcu przemierzamy wzdłuż rzeki Jalpuh płynącej obwałowanym korytem wśród wyschniętych łąk i pastwisk. Odwiedzamy ostatni mołdawski  wiejski sklep,  robię ostatnie zdjęcie osła ciągnącego wóz z sianem i siedzącą na nim kobieta oraz fotografuję stada bydła pasące się na wyschniętych pastwiskach  Za ostatnią wioską kierujemy się do odległej o kilkaset metrów granicy z Ukrainą. Żegnamy piękny kraj, cudowne krajobrazy  i przyjaznych Mołdawian zabierając ze sobą niezapomniane wrażenia oraz bogatą dokumentacje fotograficzną.  Z boku zostawiamy Vulkanesti i przejściem granicznym na Bolhrad w godzinach popołudniowych wkraczamy do Ukrainy i jesteśmy w Vinohradowce, w pierwszej wiosce przygranicznej  Besarabii Ukraińskiej.

           UKARAIŃSKA BESARABIA

W Vynohradowce pozwalamy  sobie na małe piwko i częstowani jesteśmy przez miejscowych mężczyzn suchymi kawałkami mięsa nazywanego Karnaczi i stanowiącego tutaj rodzaj przegryzki. Należy go przetrzymać parę  minut w ustach, aby zmiękło i można nim bawić się jak gumą do żucia. Na Ukrainie i Mołdawii ulubiona przegryzką do piwa są również suszone na słońcu małe rybki, które i nam smakowały. Pierwsze kontakty z Ukraińcami okazały się bardzo miłe oraz  przyjazne i tak będzie do końca naszej wyprawy. Z Vynohradówki nie kierując się na Bolhrad skręcamy w prawo na południowy wschód   i  niedługim podjazdem wspinamy się za wioskę gdzie  jesteśmy na drodze biegnącej wzdłuż wysokiego brzegu biorącego tu początek długiego  ok. 30 km  jeziora Yalpuh. Na przeciwległym brzegu jeziora widzimy wśród zieleni  miasto Bolhradu a my kierujemy się asfaltowa, wyboista drogą wzdłuż jego  linii brzegowej. Przez ok. 40 km  towarzyszy nam bardzo ładny krajobraz.
                    84f_nad_yalpuh.jpg
Z lewej strony ciągnące się  niżej nas   szerokie na ok. 1 do 2 km  jezioro  i przeciwległa wznosząca się linia brzegowa w kolorystyce od zieleni do złota pól uprawnych a po naszej stronie zbocza  uprawnych winnic i również złota kolorystyka zbóż gotowych do skoszenia. Z prawej strony naszej trasy  ciągną się rozlegle pola uprawne.  Zatrzymujemy się na trasie i podjeżdżamy do jeziora odległego od naszej drogi o ok. 100 do 200 m. Fotografuję przepiękny krajobraz jeziora z przeciwległym brzegiem oraz od naszej strony stoki z winnicami, stromizny brzegu oraz  rozszerzający się stopniowo w stronę Izmaiłu jęzor jeziora, Mijane wioski jak Władiczeni i Kotovyna  są zamieszkałe prze ludność pochodzenia tureckiego i bułgarskiego. W tym dniu  X etap mołdawsko ukraiński kończymy w wiosce Plavni gdzie rozbijamy namioty na wysokim brzegu jeziora  YALPUH na terenie Dziecięcego Obozu /Lageru/  przygotowującego się do przyjęcia pierwszej młodzieży. Gości nas dozorca   Fiodor Leonidowicz z którym wieczorem smakujemy miejscowe wino oraz mołdawską  Brendy  opowiadając sobie o nas, naszych rodzinach i naszych krajach. Następnego dnia wstajemy jak co dzień wcześnie rano i udajemy się do jeziora na poranną kąpiel podziwiając w promieniach wschodzącego słońca jezioro i jego urwisty klifowy brzeg  Po kąpieli robimy sobie wspólne zdjęcie z Fiodorem i jego synem  oraz pracownicą ośrodka  przygotowujących już z samego rano śniadanie oraz obiad  dla robotników pobliskiego gospodarstwa rolnego.
p1040242_plawni.jpg
Wymieniamy sobie adresy i wyruszamy  w dalszą trasę by po trzech dniach osiągnąć Odessę następującymi etapami:
   
Etap XI
PLAVNI - IZMAIŁ - KILIIA - SCHEVCHENKOVE
14 czerwca 2007 r
105 km

Etap XII
SHEVCHENKOVE - TATARBUNARY - MONASHI
15 czerwca 2007 r
106 km

Etap XIII
MONASHI - BILHOROD DNISTROWSKI / AKERMAN / - ZATOKA - PRYLYMANSKE
16 czerwca 2007 r
107 km

Etap IV
PRYLYMANSKE - ODESSA
17 czerwca 2007 r
34 km

Z Plavni po ok. 1 godzinie jazdy osiągamy wioskę Novosilskie i kierujemy się  do odległego o ok. 40 km.  Izmaiłu  drogą  rozdzielającą jezioro Yalpuh  z jeziorem Kuhurlui. Przez  kilka kilometrów jedziemy wśród rozlewisk obu jezior, pełnych  tataraków, traw i całej gamy roślin wodnych  od grzybieni po pałki wodne, grążele, grzybieńce, strzałki wodne i przepiękne lilie. W oczkach wodnych  i pośród tataraków oraz trzcin setki przekrzykujących się  ptaków wodnych. Nad nami oglądamy przelot  setki  pelikanów  zmieniających kształty tworzonych kluczy i krążących co chwila  jakby w kotle szukając miejsca do lądowania.
 klucze_pelikanw.jpgnad_yalpuch_i_kulhurlui.jpg
Promienie słoneczne padające na klucze ptactwa tworzą niesamowity widok czerni i  oślepiającej bieli ich spodniej lub wierzchniej części piór   szczególnie, gdy klucz rozprasza się i ptactwo krąży w kręgu tworząc wspomniany kocioł. Jesteśmy już na terenach rozpoczynającej się Delty Dunaju. Z lewej strony drogi oglądamy przepiękny widok jeziora Yalpuh i jego daleki brzeg w kolorze zieleni przeplatanej łanami dojrzałego zboża, z prawej strony rozlewiska jeziora Kuhurlui i odległy o kilka kilometrów drugi brzeg Dunaju po stronie rumuńskiej. Opuszczamy oba jeziora i kierujemy się do Izmaiłu jadąc kilkanaście kilometrów po raz pierwszy od kilku dni dobrą asfaltowa drogą wśród olbrzymich pól zboża złotego koloru gotowego już do prac żniwnych. Upał towarzyszy nam w dalszym ciągu. W godzinach południowych docieramy do Izmaiłu gdzie wita nas niezwykły pojazd, wóz konny na żelaznych kołach z wysoką stertą drewnianych resztek mebli a na jej czubku siedzący woźnicą.
W Izmaile kierujemy się na plażę nad północne ramię Dunaju  - Kiliia stanowiące zarazem granicę z Rumunią. Na brzegiem rzeki znajdują się pozostałości słynnej tureckiej twierdzy z XVIII w zwanej przez mieszkańców miasta Kriepostną. W grudniu 1790 r. zdobywają twierdzę z rąk tureckich wojska rosyjskie pod wodza Suworowa i podczas szturmu gdzie ginie 20 tys. Turków oraz 10 tys. Rosjan. Na terenie dawnej fortecy zwiedzamy najcenniejsza jej budowle, Mały Meczet, jedyny zachowany zabytek z czasów tureckich, wewnątrz którego oglądamy dioramę „ Szturm twierdzy  Izmaił”. Zwiedzamy również na ul. Matroska kolejne zabytki fortecy - Uspieńską Cerkiew oraz Cerkiew Swiatomykołajewską, charakteryzującymi się pięknymi kopułami w niebieskim i zielonym kolorze.
90c_izmai_meczet_pozostao_twierdzy.jpg
                                                                          Meczet
Na plaży podbiega do nas kilku młodzieńców, którzy robią sobie z nami zdjęcie, po czym udajemy się do śródmieścia na prospekt Suworowa na końcu, którego tuż przed portem oglądamy okręt pomnik Flotylli Dunajskiej walczącej z Rumunami i Niemcami podczas II wojny światowej. Przejeżdżamy prospektem Suworowa tworzącym oś miasta gdzie po chwili przy ogródku piwnym zatrzymuje nas grupa kilku mężczyzn w naszym wieku i starszych od nas żądnych wiedzy o turystach odwiedzających ich miasto. Rozmowa była niezwykle przyjazna pełna pochwał i życzeń pod  naszym adresem. Jeden z nich zaintonował Jeszcze Polska nie zginęła a drugi pochwalił się, iż nosi polskie nazwisko - Świerczewski.
Izmai_spotkanie.jpg
Na pożegnanie  Sasza Akimowicz starszy od nas o 11 lat udał się do domu po swój rower i wyprowadził nas za miasto na drogę do Kilii. Od Saszy otrzymaliśmy zaproszenie na pozostanie w Izmaile kilka dni oferując zamieszkanie w jego domu. Plan naszej wyprawy nie obejmował takiej przerwy i serdecznie podziękowaliśmy. Z Izmaiłu przez ok. 50 km wzdłuż odnogi Dunaju jedziemy droga po równinie do Kilii. Z prawej strony spotykamy ponownie  przepiękny krajobraz rozlewisk, szuwarów, łąk i kanałów delty Dunaju. Z lewej strony mijamy jezioro Katlabuh i Kytai a pomiędzy nimi zielone łany łąk. Z Kilii, w której jesteśmy już przed wieczorem kierujemy się na północ by po przejechaniu w szybkim tempie kilkunastu kilometrów znaleźć nocleg w hotelu w wiosce Shevczenkove. Płacimy po 25 hrywien i otrzymujemy pokój z trzema łóżkami, do którego wprowadzamy również rowery. I znów po 5-ciu dniach jazdy w upale korzystamy z prysznica i ciepłej wody. W tym dniu przejechaliśmy 102 km. Od Izmaiłu do Kilii i Shevchenkove mijamy tylko jedną wioskę. Fotografuję charakterystyczne ubogie wiejskie domy z długimi gankami podpartymi  niebiesko pomalowanymi drewnianymi słupkami oraz motocykle z przerobionym koszem na drewnianą platformą do przewożenia różnych towarów.
Po dobrze wyspanej nocy przed odjazdem z pod hotelu Marek stwierdza pierwsza awarię -  brak powietrza w tylnym kole. Zmiana dętki i powietrze pompuje przypatrujący się nam młodzieniec z wioski. Robimy sobie fotkę z Leninem i kierujemy się dalszymi terenami Besarabii na Akerman przez Tatarbunary. Po godzinie jazdy, jak co dzień następuje upał ale nabraliśmy opalenizny i  już jesteśmy odporni na długotrwałe działanie promieni słonecznych. Ważne jest to, ze nie dokuczają nam ciągłe podjazdy a do fatalnej nawierzchni dróg już jesteśmy przyzwyczajeni.
93c_dmitrivka.jpg93j_w_dmitrivce.jpg
                                  w wiosce Dmitrivka                                       
Mijamy biedne wioski Dmytrivka i Strumok gdzie spotykamy dokumentując fotograficznie wiejskie krajobrazy ukazujące ciekawy cmentarzyki, uliczkę wiejska z cerkwią w tle, konne wozy z żelaznym obręczami, wiejska kobietę z dzieciakiem na reku zapraszającą mnie na wiśnie czy stada gęsi na wiejskim gościńcu lub powracające do wioski Monashi stada kóz z pastuchami. Przed Monashi spotykamy szwajcara podróżującego również rowerem z jednokołowa przyczepką. Niezwykłe spotkanie dokumentujemy fotograficznie. Nocleg XII etapu organizujemy pod namiotem w Monashi nad niedużym jeziorkiem, chowając rowery w bazie transportu. Markowi sen umila rechot żab a mnie towarzyszy odległy od mojego namiotu o ok. 15 m krzyż poświęcony topielcowi. Następnego dnia docieramy do odległego od Monashi o ok. 20 km  Akermanu / Białogród nad Dniestrem/.

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu. Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi. Tam z dala błyszczy obłok – tam jutrzenka wschodzi. To błyszczy Dniestr, to wzeszła lampa Akermanu

Tak pisał Adam Mickiewicz w znanym sonecie  - Stepy Akermańskie upamiętniając to stare miasto gdzie już w VI w p.n.e. istniała kolonia Miletu.
Przez stare miasto mijając piękne kamienice, brukowanymi uliczkami dojeżdżamy do  słynnej twierdzy budowanej przez Mołdawian i Turków od XIII do XV w. Oczom naszym ukazuje się niezwykły widok fortyfikacji zbudowanej na wysokim skalistym brzegu szerokiego i długiego na 42km Limanu Dniestrowskiego.
                  twierdza_akerman.jpg
Otoczona wysokim od 5 do kilkunastu metrów murem i kilkoma basztami forteca robi niezwykłe wrażenie wywołujące wyobraźnię tamtych czasów. Do zdobycia tej twierdzy w 1848 r. sułtan turecki wystawił 300 tys. własnych żołnierzy   i 50 tys. pożyczonych od Chana Krymu. Widok twierdzy i Limanu Dnistrowskiego jest jednym z piękniejszych krajobrazów europy.
Z Bilhorodu Dnistrowskiego udajemy się na wschód wzdłuż Limanu do odległego o ok. 23 km kurortu Zatoka gdzie zażywamy kąpieli w ciepłej wodzie Morza Czarnego. Droga dość uciążliwa z uwagi na duży ruch samochodowy i ogrom spalin. Z Zatoki po krótkim pobycie na czarnomorskiej plaży drogą oddzielająca Liman Dniestru od Morza Czarnego kierujemy się w kierunku Odessy przez Ovidopol. Z drogi tej oglądamy piękny szeroki na kilka kilometrów Liman Dniestru i odlegle wysokie jego brzegi w kolorze miedzi. a tuż przy drodze wędkującą kobietę i mężczyzn. Na wprost wysoki most kolejowo drogowy, pod którym Liman wlewa się do błękitno zielonego morza. Szkoda odjeżdżać, ale plan wyprawy nie pozwala na dłuższy odpoczynek. Do odległego od Zatoki ok. 20 km Ovidopolu towarzyszy nam również widok Limanu i przeciwległa po stronie Akermanu piękna jego linia brzegowa. W Roskolanach kolejne dwie awarie dętki w Marka rowerze spowodowane kolcami z akacji.
W tym dniu dojeżdżamy do wioski Prylymanske odległej 10 km od Odessy i nocujemy w namiotach na posesji Pani Iny Orioł, która z początku obawiała się nas gościć z uwagi na nieobecność męża. Po krótkiej rozmowie nabrała zaufania i odważyła się nas wprowadzić na swoją działkę. Rano wraz z córeczką ugościła nas śniadaniem i po wspólnej fotografii wyruszyliśmy do Odessy.

                                                                                     ODESSA
                     101_wjazd_do_odessy.jpg
Odessa jest bardzo młodym miastem. Powstała za czasów Katarzyny II, w 1794 roku, kiedy to caryca stwierdziła, że Rosja potrzebuje portu na morzu Czarnym by zacieśnić kontakty handlowe z Europą. Miasto powstało w miejscu gdzie była starogrecka osada. Potem zamieszkiwali tam krymscy Tatarzy, później zaś, osmani tureccy wybudowali w tym miejscu twierdzę, Yeni, Dunya, którą wojska carskie zdobyły w 1791r. Dzięki swojemu położeniu i roli, jaką spełniała Odessa szybko stała się znaczącym w Europie ośrodkiem przemysłowym, handlowym, kulturalnym i oświatowym. Po stu latach od powstania miasta Odessa była czwartym, co wielkości miastem w carskiej Rosji (za Moskwą i Petersburgiem).W Odessie spędzamy cały dzień.
 103m_odessa.jpg104g_rrchelieu.jpg
pomnik gubernatora Richelieu 
Zwiedzamy śródmieście spacerując ulicami: Lenżorowską, Deribasowską i Preobrażeńską, wzdłuż których podziwiamy przepiękne kamienice z licznie rzeźbionymi gzymsami, owalnymi balkonami, rzeźbami muz i herbów dawnych właścicieli oraz kolumnami wieńczonymi pięknymi głowicami. Mijamy pasaże z setkami spacerujących mieszkańców i mnóstwo kawiarenek. Zwiedzamy bogato wystrojony Sobór Preobrażenski. Na przepięknym  spacerniku wzdłuż ulicy Lenżarowskiej przysiadamy się do ławeczki z pomnikiem sylwetki zasłużonego dla Odessy poety Leonia Utesowa i robimy sobie fotografie oraz fotografujemy wyniosłe lwy przy pobliskiej fontannie. Spacerujemy przymorskim bulwarem nie omijając słynnych schodów Potiomkinowskich znanych z filmu Pancernik Potiomkin oraz zatrzymujemy się przy pomniku pierwszego gubernatora Odessy A. Richelieu. Idąc bulwarem zatrzymujemy się przy budynku starej giełdy z dziesięcioma kolumnami i sąsiadującym z nią pomnikiem Puszkina oraz 250 pudowej armaty będącej wojenną zdobyczą z zatopionej w czasie wojny krymskiej fregaty Tigr. Spotykamy uśmiechniętą dziewczynę w średnim wieku, która prosi nas o zdjęcie oczywiście z rowerem. Stwierdza, że jesteśmy fajnymi facetami i zdjęcie pozostawia sobie na pamiątkę.
                               w_odesse.jpg
 Z bulwaru oglądamy ładny widok na port Odeski i Morze Czarne. W międzyczasie w moim rowerze wystąpiła poważna awaria tylnej piasty, w której dwie szprych wyrwały oczka z jej kołnierza. Z początku byłem załamany, koło rozcentrowane bije na boki. Nic tylko płakać. Kupuję zapasową piastę Schimano paralaksa, ale po wnikliwej analizie sytuacji nową piastę chowam do sakwy, centruję koło i tak dojeżdżam do Polski. Codziennie z rana poprawiam centrowanie i staram się amortyzować głębsze wyboje drogowe.  
                       odessa.jpg
                                             Schody Potiomkinowskie i widok na port morski
Zwiedzanie miasta kończymy kąpielą w ciepłym morzu. Na plażę udajemy się z rowerami oznaczonymi naszym godłem i flagą i znów jesteśmy w kręgu zainteresowani młodzieży oraz dorosłych. Po kąpieli udajemy się pod dworzec autobusowy gdzie można dość tanio się posilić dobrze przyrządzonymi szaszłykami , dobrym piwem i kawą. Wracamy na ładny architektonicznie zabytkowy dworzec kolejowy gdyż zgodnie z planem odcinek od Odessy do Winnicy pokonujemy pociągiem. Wykupujemy bilet na plackartę i o godz.0,44 wyjeżdżamy z Odessy. Przejazd plackartą był dla nas pełnym wrażeń. Plackarta jest wagonem bez podziału na przedziały, w którym wzdłuż korytarza są boksy z dwoma dolnymi skrzyniami i dwoma górnymi pólkami opuszczanymi na czas spania. Każdy otrzymuje zafoliowaną pościel od kierowniczki wagonu oraz może dostać od niej herbatę z wrzątku gotowanego w piecyku węglowym znajdującym się na końcu wagonu. Gdy wszyscy śpią można oglądać fajny widok. Patrząc z jednego z końca wagonu widzimy wzdłuż korytarza głowy lub same nogi zależnie od sposobu ułożenia ciała. W plackarcie należy uważać na złodziei i mnie się przydarzył przypadek kradzieży bagnetu z ławeczki pomiędzy skrzyniami. Po dogłębnym poszukiwaniu bagnet odnalazłem ukryty w ręczniczku na górnej półce naprzeciw naszego boksu i ustaliłem złodzieja jakim był mój sypialny sąsiad Ukrainiec.
ETAPY WOŁYŃSKIE
wiejska_cerkiewka.jpg

Ostatnie etapy z Winnicy do granicy w Dorohusku wyniosły ponad 550 km i wiodły również ciekawymi terenami Wołynia. Trasa ta prowadziła przez miasta: Berdyczów, Żytomir, Nowohrad Wołyński, Równe. Kiwerce i Turijsk następującymi etapami:

ETAP XV
WINNICA - KALYNIVKA - KHAZHYN
18 czerwca 2007 r
80 km

ETAP XVI
KHAZHYN - BERDYCZÓW - ŻYTOMIR - OBSZCZEŻITE
19 czerwca 2007
108 km

ETAP XVII
OBSZCZEŻITE - NOWOHRAD WOŁYŃSKI - DOROGOBUSZ
20 czerwca 2007 r
128 km

ETAP XVIII
DOROGOBUSZ - RÓWNE - KIWERCE - ROZHYSCHE
21 czerwca 2007
122km

ETAP XIX
ROZHYSCHE - TURIJSK - DOROHUSK
22 czerwca 2007 r
117km
W Winnicy jesteśmy o godzinie 6 rano i na dworcu okazuje się że U Marka brak powietrza w tylnym kole. Wymieniamy dętkę i po kilku metrach powietrze ponownie uchodzi z koła. Dokładne badanie opony wykazało niewielki drucik, usuwamy awarię i kierujemy się na miasto po uprzedniej wymianie waluty w dworcowym kantorze. Dworzec jak w większości miast ukraińskich jest okazały , ładny architektonicznie i zapewne zabytkowy. Tu też jesteśmy w zainteresowaniu mieszkańców i spotykamy się z życzliwością. Przygodnie spotkany młody rowerzysta pilotuje nas j do serwisu rowerowego celem wymiany piasty ale okazuje się że w poniedziałki niektóre punkty usługowe mają wolne. Podtrzymuję decyzje o kontynuacji wyprawy na uszkodzonym kole i opuszczamy Winnice. Zwiedzamy miasto tylko z roweru zwracając uwagę na interesujące uliczne migawki.

                       Winnica_handel_mlekiem.jpg
Udaje mi się sfotografować uliczną sprzedawczynię mleka z cysterny, z której mleko wlewa gumowym wężykiem przez lejek do butelki, kupującej babci. Z takich beczek sprzedawany jest na Ukrainie oraz Litwie i Białorusi kwas chlebowy.
Z Winnicy wyjeżdżamy w kierunku na Berdyczów i Żytomierz. Kilkadziesiąt kilometrów jedziemy szeroka dwupasmówką i zaczyna się inny krajobraz. Mijamy lasy, zielone łąki i pola, co kilkanaście kilometrów trafiamy na leśne parkingi gdzie można przygotować poczęstunek. Tu już wjechaliśmy na tereny Wołynia.Po drodze spotykamy wiejskie cerkiewki z kopułami w kolorze niebieskim. XV etap kończymy w wiosce Khazhyn, za którą na łące rozbijamy namioty. Do Berdyczowa mamy 10 km.
Następnego dnia w godzinach rannych wjeżdżamy do Berdyczowa, miasta które w XVI w przyłączono do Korony. W okresie międzywojennym i wcześniej było to miasto zamieszkałe w 90% przez ludność żydowska, wymordowaną prawie w całości przez Niemców.
Berdyczw.jpg115d_berdyczw_sobr_w_mikoaja.jpg
  Klasztor Karmelitów i sobór św.Mikołaja w Berdzyczowie

Zwiedzamy odrestaurowywany zabytkowy Klasztor Karmelitów Bosych, który założył w 1630 r. Janusz Tyszkiewicz. Przejeżdżamy główną ulicą śródmieścia – Łybknechta, na której rzuca się w oczy piękny sobór Św. Mikołaja z zielono niebieskimi kopułami oraz olbrzymi plac z Leninem pośrodku stojącym na wysokim cokole. Odnajduję również synagogę jako jeden ze śladów dawnych mieszkańców tego miasta. Z Berdyczowa udajemy się dwupasmówką do Żytomierza. Mijamy most na rzece Teteriv i jesteśmy w centrum miasta. W Żytomierzu zatrzymujemy się na krótko i udajemy się autostradą w kierunku na Nowohrad Wołyński. Nocujemy w wiosce Obszczeżite ok. 40 km od Novohradu. Otrzymujemy do dyspozycji wolny pokój w murowanym baraku robotniczym.
118d_obszczeite_miejsce_noclegu.jpgbiwak_pod_khazynem.jpg
nocleg w Obszczeżite i biwak pod Khazynem
Warunki wybitnie spartańskie, dwa żelazne łóżka na sprężynach i miednica do mycia. Wodę przynosiliśmy ze studni a ubikacja znajdowała się na zewnątrz, coś w rodzaju murowanej komórki.. Dla nas czasem jest to lepsze od namiotu rozbijanego w deszczowy dzień.. Ponadto mamy szczęście, bo zaczął właśnie padać intensywny deszcz – pierwszy od początku wyprawy. W zaniedbanym baraku o kilkunastu pomieszczeniach mieszka tylko jedna Pani z synem, która wyraziła zgodę na nasz pobyt. W podziękowaniu wręczyłem synowi koszulkę rowerowa, której nie używałem z uwagi na mały rozmiar.
Kolejny XVII etap rozpoczynamy jazdą pod mocny wiatr, który daje nam porządny wycisk. Nie ma jednak już upału i pogoda jest pochmurna. W Novohradzie Wołyńskim z mostu na rzece Słucz fotografuję dość zabawny widok a mianowicie pomnik stanowiący wzbijający się do góry samolot odrzutowy z gwiazdą czerwoną a w tle za nim dwie kuliste kopuły cerkiewne. Czy był to kiedyś zamierzony cel przesłonięcia w ten sposób widoku cerkwi czy wynik wyobraźni artystycznej twórcy. W każdym bądź razie bardzo fajny widok. Droga od Novohradu do kolejnego miejsca noclegu tj. do wioski Dorogobusz poza wiatrem w twarz jest bardzo uciążliwa z uwagi na duży ruch samochodowy, smród spalin, pędzące TIRY spychające nas na pobocze i ciągłe pozdrawianie nas klaksonami z mijanych samochodów. Ten sposób pozdrawiania towarzyszył nam od początku naszej wyprawy, ale ile tego można wytrzymać. Miejscami nie do zniesienia. W wiosce Koreks odpoczywamy i robimy sobie obiad z naszych zupek, które doprawiamy jajkami otrzymanymi gratis od miejscowej gospodyni. Posiłkujemy się przed sklepem, gdzie przysiadł się do nas dziadek z wnuczkiem, którym robię zdjęcie. Wyglądali bardzo biednie i w rzeczywistości bardzo biednymi.. Ujęli nas swoim nadto skromnym wyglądem, ale i wesołym usposobieniem.
                 120f_w_wiosce_korets.jpg
W tym dniu, na noclegu przy szkole w wiosce Dorogobusz odwiedzają nas z dzieciaki z całej wsi. Zobowiązuję się przesłać im zdjęcia na adres dyrektora szkoły. Wieczorem otrzymujemy od jednego z młodych mieszkańców wioski sało tj. soloną słoninę oraz świeżo zerwane z pola ogórki. Zrobiliśmy sobie z Markiem porządną kolacje.
W następnym dniu pokonujemy uciążliwy odcinek od Dorogobusza do obwodowego miasta Równe, gdzie przedzieramy się jego fabrycznymi dzielnicami zażywając niesamowitej inhalacji spalinami samochodowymi. Kolejnej udręki doznajemy ok. 40 km za Równem gdzie „autostrada” rozchodzi się na odcinku 15 km na dwie węższe drogi jednopasmowe. Tu i na wcześniejszych odcinkach trasy musimy szczególnie uważać na pędzące tiry informujące nas o swoim zbliżaniu ryczącymi klaksonami. Nasz wzrok musi być skierowany na drogę oraz w lusterko aby w stosownym momencie uciec na pobocze. Kilkanaście kilometrów przed Łuckiem skręcamy w boczna spokojną drogę kierując się do Kiverc. Na tych etapach podziwiamy towarzyszące nam ładne krajobrazy Wołynia. Teren równy, nasycony zielonymi łąkami i polami, dużo lasów, wody i towarzyszące pasącemu się bydłu wszędobylskie boćki. Tu również spotykamy je wzdłuż dróg w gniazdach na wysokich slupach patrolujące swój teren.
  123d_drogami_wołynia.jpg124c_wołyskie_widoki.jpg
                                                                                  wołyńskie krajobrazy
Od Kiverc do granicy z Polską jesteśmy na terenie mojej pierwszej wyprawy po Ukrainie w roku 2004, której trasa obejmowała tereny pogromów ludności polskiej na Wołyniu oraz kresami wschodnimi Rzeczpospolitej przez Dubno, Krzemieniec, Zbaraż, Kamieniec Podolski, Chocim, Zaleszczyki, Jazłowiec i Lwów. Wówczas niedaleko Kiverc odwiedziłem cmentarzyk i miejsce samoobrony ludności polskiej w Przebrażu, dzisiaj wiosce o nazwie Hajowe. Przedostatni nocleg organizujemy w wiosce Kremence za Rozhysche, w gospodarstwie rolnym szkoły rolniczej. Śpimy na materacach rozłożonych na podłodze pustego domku stanowiącego kiedyś biuro gospodarstwa. Warunki również spartańskie, ale wg naszych wymagań w takiej turystyce są komfortowymi. Jak mawiamy, spaliśmy w apartamentach.
W ostatnim, dniu wyprawy w wiosce Dorosini odwiedzamy Panią Senijj Jewgienię oraz jej męża Walentina, którzy gościli mnie i moich kolegów Andrzeja oraz Edmunda na wyprawie w 2004 r. Wizyta była zaskakujące dla nich i dla wszystkich radosna. Zostaliśmy ugoszczeni świetnym śniadaniem składającym się z wiejskiego sera ze śmietaną, z jajecznicy, kartofelków ze śmietanką i szczypiorkiem. Nie obyło się bez” stakanikow” domowej gorzałki i wielu toastów.
                          z_pastwem_synij.jpg
Żegnając się z łezką w naszych oczach zrobiliśmy sobie zdjęcia przed mieszkaniem oraz przed Domem Kultury, w którym Walentin jest kulturalno oświatowym.
Od Państwa Senij kierujemy się na Turijsk jadąc miejscami w padającym deszczu. Jedziemy wśród pól i łąk już typowym krajobrazem dla terenów poleskich.

pod_sklepem.jpg132a_kwas_chlebowy.jpg
Odwiedzamy jeden z ostatnich sklepów na Ukrainie oraz po drodze popijamy po raz ostatni ukraiński kwas chlebowy z beczki. W wiosce Kupychiv /Kupyczów/ zatrzymuje nas Wiktor Chomowicz, który zaprowadza nas na resztki polskiego cmentarza katolickiego czynnego w latach 1911 – 1945.
Znajduje się on na skraju wsi i jest niesamowicie zarośnięty chaszczami, krzewami i wielkimi barszczami. Pozostało tylko kilkanaście mocno zniszczonych nagrobków. 
             polski_cmentarz_w_kupyczewie.jpg   kupyczew_polski_cmentarz.jpg

   Wiktor przy tablicy cmentarza
i jeden z ostatnich nagrobków

Napis na tablicy brzmi
CMENTARZ RZYMSKOKATOLICKI
W KUPYCZOWIE
OD 1911R DO 1945
We wsi znajduje się jeszcze pozostałość polskiego kościoła zbudowanego z czerwonej cegły. Dziś na wpół ruina, który przez ostatnie dziesięciolecia spełniał rolę magazynu zbożowego. Wiktor Chomowicz proponuje nam jechać do pobliskiej wioski Kisielin gdzie w tamtejszym kościele w 1943r bronili się mieszkańcy tej wioski przed Ukraińcami. Wielu poległo a część przedostała się do Samoobrony w Przebrażu. Z uwagi na brak czasu zrezygnowaliśmy z jazdy do Kisielina. W toku dyskusji Wiktor starał się wskazać sprawców masowych mordów na Rosjan i nie przyjmował do wiadomości że prawda jest inna. Jak widać wśród Ukraińców rożne są opinie na ten temat. W Turijsku w miejscowej restauracji o nazwie „Ręczniczek” zajadamy się podwójnymi porcjami smacznej kiełbaski przyrządzonej na gorąco. W podziękowaniu za dobra obsługę Marek wpisuje się do ksiązki życzeń i uwag lokalu. po czym udajemy się do Dorohuska w kierunku północnym do odległej o kilkanaście kilometrów drogi relacji Kowel – Lubomil – Dorohusk. Po ok. dwudziestu pięciu kilometrach spostrzegam się, że nie pasuje mi kierunek położenia słońca. Mam go z prawej a powinienem go mieć z lewej strony. Faktycznie skierowaliśmy się na południowy zachód i już blisko jesteśmy przed Włodzimierzem Wołyńskim. Jest już późno i czeka nas dojazd do granicy w godzinach nocnych Z opresji ratuje nas polski kierowca Tira. Ładujemy się na pustą skrzynię i zostajemy dowiezieni przed Lubomil tj. ok. 10 km do przejścia granicznego Jagodzin – Dorohusk. Kto tak nie jechał Tirem jak my trudno sobie wyobrazić ten sposób przemieszczania się. Olbrzymia skrzynia zakryta całkowicie czerwona plandeka a my w środku trzymając się jedną ręka pałąka a drugą obładowane rowery. Naczepa chodzi na boki i musimy wstrząsy amortyzować uginając nogi w kolanach. Tak przejechaliśmy ok. 50km. Przygoda fajna i zapamiętamy przez długie lata. Niniejszym dziękujemy kierowcy Tira o nr rej. KTA 6G93.
                136b_koniec_wyprawy.jpg
Granicę w Dorohusku przekraczamy pod wieczór bez żadnych problemów. Nocujemy w Dorohusku na prywatnej kwaterze i o godz. 6 następnego dnia wyjeżdżamy pociągiem do Dęblina.

W czasie wyprawy na siodełku spędziliśmy 127 godzin.


Mapkę oraz  fotografie: patrz tutaj  http://eturystyka.org/galeria/Itemid,130/catid,891/

 
                                                    ZYGMUNT SZCZEPANEK - LIPIEC 2007
                                                              http://  
www.mtb.radom.com.pl
                                                                         Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć







 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;