Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
WYPRAWA ROWEROWA DO RUMUNII I WEGIER - 2008r
ROWEROWA WYPRAWA NA RUMUNIĘ I WEGRY

W 2008 roku celem 7-ej, zagranicznej wyprawy rowerowej była Rumunia i Węgry. W poprzednich wyprawach zwiedziłem: dwukrotnie Ukrainę i Litwę, Mołdawię, Obwód Kaliningradzki Federacji Rosyjskiej, Łotwę, Białoruś, Słowacje i Czechy. Przejechałem Mierzeję Kurońska, zwiedziłem Izmaił nad Deltą Dunaju oraz Akerman nad Limanem Dniestru i Odessę nad morzem Czarnym. Białoruś przemierzałem Polesiem Brzeskim i Prypeckim a w wyprawie 2004 po Ukrainie trasa wiodła dawnymi polskimi kresami wschodnimi gdzie zwiedziłem słynne warownie i twierdze w Zbarażu, Krzemieńcu, Kamieńcu Podolskim oraz w Chocimiu.
Rumunia i Węgry były kontynuacją moich wypraw po krajach europy środkowo wschodniej i podobnie jak w poprzednich w większości prowadziła nieznanymi w przewodnikach utartymi szlakami turystycznymi.
                                        18_14a.jpg

W wyprawie towarzyszył mi uczestnik kliku poprzednich wypraw, kolega Edmund Gierczak z Końskich.
Wyprawę wsparli: Radomski Oddział Międzynarodowego Stowarzyszenia Policji / IPA /, którego jestem członkiem, Urząd Miasta w Radomiu oraz Starostwo Powiatowe gadżetami z logo miasta, powiatu i policyjnego stowarzyszenia. Medialnie wyprawa została zaprezentowana artykułami w Echo Dnia, za co wymienionym serdecznie dziękujemy.
Po przygotowaniu logistycznym w dniu 04 czerwca wyruszyliśmy na wyprawę rowerami objuczonymi ekwipunkiem upakowanym w sakwach na przednich i tylnych bagażnikach. Podzieliliśmy się obowiązkami tj. ja kierownik grupy, jako mapowy, fotograf i serwisant rowerów, Edmund natomiast – sanitariusz. Każdy, zgodnie z profesją zabiera odpowiednie zabezpieczenie logistyczne tj. mapy, medykamenty, narzędzia i części zapasowe.
Zgodnie z opracowanym kilometrażem wyprawę rozpoczęliśmy z Zagórza skąd:
Bieszczadzkimi drogami wjechaliśmy na tereny Rusi Zakarpackiej Słowacji Wschodniej, dalej przez Zakarpackie Ukraińskie udaliśmy się do Rumunii i regionami Maramuresz oraz Transylwanią Wschodnią i Criszaną wjechaliśmy na Wielka Równinę Węgierską / Pusztę Węgierska/, z której udaliśmy się ponownie na Słowację aby trasą przez Koszyce, Preszów oraz Bardejów wjechać do Polski w Beskidzie Niskim kończąc wyprawę w Jaśle.

Trasa wyprawy wyniosła 1270 km i trwała 14 dni /etapów/ tj. od 04 do 17 czerwca 2008r.

ETAP I
ZAGÓRZ – CISNA - ROZTOKI GÓRNE
04.06.2008
58 km

W pierwszym dniu po przygodzie z PKP, która ze względu na awarię szynobusa przesadziła nas w Rzeszowie do autobusu PKS, w godzinach dopołudniowych wysiedliśmy w Zagórzu, gdzie przywitała nas deszczowa aura. Jazda autobusami była udręką z uwagi na problemy z upchaniem naszych sakw i rowerów do luków bagażowych oraz do części pasażerskiej. Po godzinnym oczekiwaniu w Zagórzu na zmianę pogody ruszamy już rowerami w kierunku Cisnej i Roztok Górnych. Od Tarnawy Dolnej jedziemy przepięknymi terenami Ciśniańsko Wetlińskiego Parku Krajobrazowego kierując się do Baligrodu przez Kalnicę. Po drodze zaliczam pierwszą awarię, ubytek powietrza w dętce spowodowany złym założeniem efektem, czego było jej przecięcie przez obręcz. Za Kalnicą udaliśmy się w złym kierunku tj. na Chryszczatą i po ok. 4 km pomyłkę potwierdzam na odbiorniku GPS. Wracamy i po 10 km osiągamy Baligród. Do Cisnej zaliczamy dwie serpentyny i późnym popołudniem jesteśmy w Roztokach Górnych tuż przed granicą ze Słowacją. Osada leśna Roztoki Górne jest przepięknie położona na wielkiej polanie u podnóża przełęczy nad Roztokami. Przez istniejącą tu kiedyś wioskę prowadził królewski i handlowy trakt na Węgry.
              18_1.jpg 18_2.jpg


Wokół otacza to miejsce ściana bieszczadzkich gór przesyconych zielenią lasów bukowo jodłowych pasma Hyrlatej, Rosochy, Kiczery, Skaleńca oraz przełęczy nad Roztokami. Wynajmujemy pokój w schronisku po byłej strażnicy WOP, które wraz z sąsiadującymi budynkami gajówki są jedynymi zabudowaniami tego urokliwego miejsca.
W tym dniu przejechaliśmy 54 km.

ETAP II
ROZTOKI GÓRNE - SŁOWACJA: STACKIN – UBLA - VYSNE NEMECKE - BEŻOVCE
05.06.2008
99 km

ETAP III
BEŻOVCE - SLEMENCE - UKRAINA: CZOP - BATOVO - BEREHOVE
06.06.2008
103 km

SŁOWACJA

Drugiego dnia we wczesnych godzinach porannych ruszamy z pod schroniska i kierujemy w górę na grzbiet odległej od nas o ok. 2 km przełęczy nad Roztokami gdzie znajdowało się kiedyś przejście turystyczne na Słowację. Dziś w ramach Schengen świadczy o tym tylko tablica informacyjna. Nie ma szlabanów i patroli granicznych. Zatrzymujemy się na szczycie przełęczy i podziwiamy przepiękne krajobrazy gór i lasów słowackiej części Beskidów. Przed nami i pod nami ocean zieleni pokrywającej góry, wzniesienia i doliny krańca Słowacji Wschodniej graniczącej z Ukrainą noszącej do dziś historyczną nazwę Rusi Zakarpackiej, ojczystej ziemi nielicznej już populacji Rusinów. Zjeżdżamy stromą, krętą i wąską szutrowa drogą dawnego traktu z przełęczy w dolinę górskiej rzeki Cirocha. Mijamy przemiennie z lewa lub z prawej strony schodzące lub wznoszące się zbocza łagodnych gór porośniętymi kwitnącymi łąkami i gdzie niegdzie wylegującą się na słońcu żmije lub przebiegającą jaszczurkę.
           18_3 Słowacja_zjazd do Chrochy  18_4.jpg nad chirochą
Jest upał. Po ok. 2 km zjazdu jesteśmy w dolince Cirochy i pędzimy ok. 12 km lekkim zjazdem w dół rzeczki do długiego sztucznego zbiornika wodnego Starina utworzonego, jako zbiornik wody pitnej dla pobliskich wiosek i miasteczek. Mijamy po drodze i zatrzymujemy się w miejscach świadczących o istniejących tu jeszcze po wojnie wioskach Rusinów i Łemków. Znakami są przydrożne krzyże, cmentarzyki i tablice informacyjne. Spotykamy również w miejscu byłej wiosce Ruske wojskowy barakowóz i jego letniego mieszkańca Mirosza Fedora.
              18_6.jpg Ruske Seło  18_5.jpg letni dom Fedora

Od niego dowiedzieliśmy się, że mieszkańcy wiosek zostali wysiedleni w latach 60-ch rzekomo w związku z budową zbiornika na Cirocha i stworzenia dla niego strefy ochronnej. Fedor przyjeżdża corocznie na lato kierując się sentymentem, ponieważ tu się urodził i spędził młodzieńcze lata w domu rodzinnym. Robimy sobie wspólną fotografię i dalej szutrową drogą pędzimy do j. Starina, długiego na kilka kilometrów i jarzącego się błękitem czystej krystalicznej wody. Wokół góry, przepiękne kolorowe łąki, cisza i spokój.
Mijamy jezioro, do którego nie można podejść z uwagi na ochronę wody i po kilku kilometrach jesteśmy już w miasteczku Stackin. Tu zaczynają się słowackie wioski i miasteczka licznie zamieszkałe przez mniejszość cygańską.
                                     18_7.jpg w Ladonice
Ze Stackin przez Ladonice i Ubla kierujemy się dobrą droga asfaltową wśród bukowych i świerkowych lasów gór Virholatu do odległej o ok 50 km Tibawy skąd już tylko ok. 12 km do przejścia granicznego Vysne Nemecke, przez które zgodnie z planem wyprawy zamierzamy przekroczyć granice do Użhorodu na zakarpaciu ukraińskim. Od Stackin pokonujemy kilka długich i uciążliwych podjazdów. Ostatni kończy się kilkanaście kilometrów przed Tibawą i w nagrodę za nasz trud w tym upalnym dniu pędzimy do miasteczka ok. 12 km lekkim zjazdem raz na kilkaset metrów pokręcając lekko korbą. Podobnie również ok. 10 km z Tibawy do Vysne Nemecke. Za Tibawą pozostawiamy przepiękne krajobrazy Gór Virholatu stanowiące słowacką część Beskidów i z lewej strony już przez następne dni po naszej lewej stronie towarzyszyć nam będzie przepiękny widok niezbyt odległego pasma gór Karpat Wschodnich. Tak będzie do Rumunii. Nie mamy słowackiej waluty z uwagi na brak bankomatów i kantorów, ale na szczęście w słowackich sklepach napoje kupujemy płacąc euro. Na szczęście żywność na pierwsze dni mamy w sakwach.

W godzinach popołudniowych docieramy do drogowego przejścia granicznego w Vysne Nemecke i tu ciekawa przygoda. Słowacy nie przepuszczają przez granicę na rowerach. Nasz tłumaczenie, że wyprawa rowerowa i przejechaliśmy już 100 km, że nie ma w prasie oraz internecie informacji o takim zakazie nie dały rezultatu. Proponują załadować się do pierwszego lepszego samochodu i tym sposobem przedostać się na druga stronę. Myślałem, że tylko Białoruś ma takie wymagania, ale w Uni Europejskiej też tak jest. Dziwne, głupie, nielogiczne, bo przecież motocyklem można przejechać, ale nie ma rady. Próbujemy poszukać chętnego nam pomóc kierowcę samochodu ciężarowego lub osobowego. Wszyscy odmawiają i wiemy, dlaczego. Każdy wiezie cos nielegalnego lub ponad dopuszczalną ilość oraz dają łapówki. Obawiają się ewentualnych problemów, bo nie wiedzą, że tak można i niczym nie ryzykują. Rezygnujemy i udajemy się ok. 30 km na południe do przejścia pieszego na Ukrainę w Slemence. Pod wieczór zatrzymujemy się kilka kilometrów przed przejściem w wiosce Beżovce gdzie rozbijamy namioty na boisku szkolnym a rowery chowamy u gospodarzy.

ZAKARPACIE UKRAIŃSKIE

Następnego dnia w godzinach porannych jesteśmy na pieszym przejściu granicznym w Slemence. W kolejce kilkadziesiąt osób do odprawy celnej i widać, że trudnią się przygranicznym handlem. Grzecznie prosimy o przepuszczenie nas poza kolejnością, chętnie wyrażają zgodę widząc nas z obładowanymi rowerami i oznaczeniem polską flagą. Wypełniamy deklaracje celną i bez problemu jesteśmy już na Ukrainie. Z uwagi na zmianę przejścia granicznego z Vysne Nemecke na Slemence nasz trasa ulega nieznacznej korekcie. Nie jedziemy do granicy z Rumunią trasą z Użhorodu przez Mukaczewo a kierujemy się do odległego od nas ok.140 km ukraińskiego przejścia do Rumuni w Diakovo. Jedziemy przez miasteczka Czop, Dobron, Batowo, Berehowe i Vylok. Trasa od granicy w Slemence prowadzi dość dobrą drogą terenami przygranicznymi z Węgrami. Górzystą część Zakarpacia mamy daleko na lewo od naszej trasy i miejscami widać odległe pasma przedgórza Karpat. Mijamy długie wioski zabudowane murowanymi domkami z czerwonymi dachówkami, w tym wiele podobnych do tych, które spotkałem w Mołdawii i Besarabii ukraińskiej tj. upiększone girlandami winorośli. Tu spotykamy charakterystyczne drewniane i murowane kościółki z wysokimi, strzelistymi wieżami a niektóre z nich stanowią obiekty zabytkowe z XV w. Mijamy wzniesienia i wzgórza z licznymi winnicami.
             18_8.jpg   18_9.jpg

                                 zakarpaciem ukrainskim_w Bartovo i Beherovo
Spotykamy się z wyrazami serdeczności ze strony mieszkańców, wśród których są Węgrzy zamieszkali tam od stuleci oraz Cyganie.
Nocleg na Ukrainie organizujemy na terenie szkoły w wiosce Muszczewo kilka kilometrów za miasteczkiem Berehowe. Pomaga nam dozorczyni Pani Natasza, która umożliwia nam korzystanie z łazienki i elektrycznego czajnika. Wieczorem odwiedzają nas dzieciaki, z którymi robimy sobie pamiątkowe zdjęcie. Jest to wioska w większości zamieszkała przez ludności węgierską i wg informacji uzyskanych od dozorczyni w szkole uczą się również po węgiersku. Dzieciaków obdzieliliśmy prezentami – breloczkami, smyczami na klucze oraz serduszkami świątecznej pomocy z logo Radomia.

ETAP IV
BEREHOVE - VYLOK - DIAKOVO - RUMUNIA: HELMEU - LIVADA - SABISA K/ SEINI
07.06.2008
77 km

ETAP V
SABISA - BAIA MARE - SOMCUTA MARE - JBOU - VAR
08.06.2008
96 km

ETAP VI
VAR - HIDA - AGHIRESU - GILAU - VLAHA
09.06.2008
92 km

Następnego dnia wstajemy w strugach deszczu obawiając się dalszej podroży. Po godzinie pogoda poprawia się i ruszamy do odległego o ok. 25 km przejścia granicznego do Rumunii w Diakovo. Tu kolejny problem graniczny jak w Słowacji. Również nie przepuszczają na rowerach. Ostatecznie ładuję się do samochodu osobowego dwóch Rumunów płacąc im za usługę 6 euro a Edmund za mną do kolejnego samochodu. Na granicy długa kolejka, ale moi wybawcy widać ze byli częstymi gośćmi przejścia, po wręczeniu celnikom i pogranicznikom „podziękowań” szybko znaleźli się ze mną na stronie rumuńskiej. Wyładowuję z samochodu rozbijając sobie przez nieuwagę butelkę ukraińskiego piwa i uzbrajam mojego osła / szlachetna nazwa mojego roweru/. Rumuni okazali się wyrozumiałymi facetami i z własnych zasobów wręczyli mi utracony napój.

RUMUNIA – region MARAMURESZ
Za chwilę mam przyjemne spotkanie z policjantem rumuńskim, który przyglądając się mojej sakwie na kierownicy rozpoznał znaczek IPA / Międzynarodowego Stowarzyszenia Policji/. Miłe przywitanie i nadmienia, że też jest członkiem oddziału rumuńskiego IPA w Satu Mare.
18_11.jpg
Zaprasza mnie na zaplecze sklepiku gdzie jestem częstowany szklaneczką palinki, następnie przynosi mi truskawki i czereśnie. Nie pogadaliśmy dużo z uwagi na bariery językowe, ale jako policjanci rozumieliśmy się. Na zakończenie wręczyłem koledze Pintea czapeczkę z logo IPA Polska, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i z Edmundem ruszyliśmy w rumuńskie etapy. Jesteśmy w regionie Maramuresz i do wieczora docieramy do wioski Sabisa za miasteczkiem Seini.
W pierwszym przygranicznym miasteczku Helmeu wymieniamy euro na rumuńskie leje. Bankomat nie realizuje karty, bank zamknięty a my stoimy w obliczu braku rumuńskiej waluty. Widząc nasz kłopot jeden z mieszkańców przyprowadza dyrektora, który otwiera bank i dokonuje nam wymiany euro. Serdecznie dziękujemy i kierujemy się na południe w kierunku Baia Mare mijając po drodze małe miasteczka: Livada i Mediesu Aurit. Pogoda słoneczna. Teren równy a z lewej strony w dalszym ciągu towarzyszą nam odległe pasma przedgórza Karpat Wschodnich. 
           18_28.jpg 18_14.jpg  

Wokół naszej trasy pola i uprawy truskawek, których przemiły słodkawy zapach unosi się w powietrzu. Pracujący na polach pozdrawiają nas machając rękoma. Mijamy ładne wioski i małe miasteczka z domkami ozdobionych pergolami winogrona i charakterystycznymi czerwonymi dachówkami. Często mijamy wozy konne zapełnione rodzinami powracającymi z pól lub z zakupów w miasteczkach. Tego dnia namioty rozbijamy w wiosce Sabisa w sadku u jednego z gospodarzy. Są to starsi ludzie, którzy zapraszają nas do domu odświeżyć się pod prysznicem. Gospodyni częstuje nas upieczonym przez siebie ciastem.
W drugim dniu rumuńskich etapów kierujemy się drogą na Baia Mare omijając jego centrum i dalej na Somcuta Mare gdzie zjeżdżamy z głównej drogi kierując się na Jibou / Żibo/ przez Ulmeni, aby kontynuować wyprawę drogami wiejskimi zmierzając tego dnia w region Wyżyny Siedmiogrodzkiej. Za Baia Mare a szczególnie za Somcuta Mare częstym widokiem są stare drewniane domy z rzeźbionymi w drewnie zewnętrznymi ozdobnymi elementami, pięknymi gankami oraz wysokimi, również drewnianymi rzeźbionymi bramami.
18_15.jpgJest to świadectwo prac rumuńskich cieśli.
Spotykamy również stare zabytkowe kościoły z wysokimi spiczastymi wieżami i całym zadaszeniem krytym gontem. Przed Ulmeni z szutrowej drogi przeprawiamy się przez rzekę Somosz drewnianym promem, na którym mieszczą się trzy samochody osobowe i my z rowerami. Z tyłu i z boku towarzyszy nam widok niewysokich wzniesień pasma pobliskich gór. Pogoda słoneczna i jedziemy tylko w spodenkach. Od Ulmeni do Jibou kilkadziesiąt kilometrów jedziemy wzdłuż wspomnianej rzeki Somosz. Częściej spotykamy cyganów i ich charakterystyczne biedne chaty

W połowie drogi wzdłuż drugiego jej brzegu na skraju wysokiego wzniesienia zadziwia nas długa malownicza cygańska wioska i płynąca z niej muzyka. Widok piękny, ponieważ patrzymy na nią z wzniesienia. Kolorowa wioska ubarwiona czerwonymi dachówkami i masa dzieciaków kąpiących się w rzece. Zatrzymujemy się i za chwilę otaczają nas chłopcy cygańscy ciekawi takich turystów. 
                                             18_16.jpg
Sympatyczni chłopcy i starsi cyganie otrzymują od nas czapeczki z logo Radomia oraz inne gadżety. Robimy wspólną fotografię i jedziemy dalej. Po kilku kilometrach mamy kolejne spotkanie nad rzeką z grupą cyganów. Tym razem kilka rodzin cygańskich grillują nad woda, również w atmosferze melodyjnej muzyki. Tu częstowany jestem kurczakiem i lampką dobrego trunku. Wspólna fotografia i jedziemy dalej. Przed wieczorem w wiosce Var za Jibou rozbijamy namioty na placyku przy cerkwi, na co otrzymujemy zgodę jej opiekuna. Rowery chowamy do środka świątyni. Przed wieczorem kościelny prosi mnie do cerkwi gdzie wręcza mi w prezencie butelkę czerwonego wina, którą wyjął z magazynku w zakrystii. Będąc w środku miałem okazję poznać wewnętrzny wystrój cerkwi z przepięknym, kolorowym ikonostasem . Późnym wieczorem mamy dobrze podchmielonego „tubylca”, któremu ubzdurało się, iż handlujemy papierosami. Nachalnie próbuje otworzyć nasze sakwy i dopiero interwencja przywołanych przeze mnie gospodarzy pobliskiego domku uspakaja faceta i zabierają go ze sobą. Sytuacja była dość kłopotliwa, ponieważ facet by dość krzepkiej postury a dłonie miał jak dwie łopaty.

RUMUNIA -  TRANSYLWANIA i CRISZANA

Następnego dnia wstajemy dość wcześnie, bo o godzinie 330 aby przed porannym nabożeństwem „zniknąć” z terenu świątyni.
Tego dnia już jesteśmy w regionie zachodniej Transylwanii i mamy już za sobą drogi po terenie lekko wyżynnym a zbliżamy się w góry Muntii Meses stanowiące jedno z licznych pasm gór Zachodnio Rumuńskich / gór Apuseni/. Wioskami przedgórza Muntii Meses zmierzamy w kierunku Cluj Napoca przez Hida, Aghiresu i Capusu Mare.
Częściej spotykamy stare zabytkowe kościoły a w Hida zatrzymujemy się na miejscowym targu, na który zjeżdżają wozami konnymi rodziny cygańskie.
             18_17.jpg  18_26.jpg

Fotografuję po uprzednim poproszeniu o zgodę, o co zwykle wyrażają aprobatę, choć w jednym przypadku cyganki wołały zapłatę. Coraz częściej widzimy powoziki zaprzężone w osiołki i charakterystyczny widok: mężczyzna na przodzie powozu a kobieta z tyłu i podobnie jak w Mołdawii konne i ośle wozy wyposażone w tablice rejestracyjne. Na polach spotykamy kobiety noszące na głowach duże kapelusze chroniące je od słońca. Dużo fotografuję i staram się uwiecznić na zdjęciach ciekawe sytuacje, ciekawych ludzi, obiekty oraz krajobrazy. Tego dnia mamy przyjemność dwukrotnie zmierzyć się z długimi podjazdami na grzbiety gór. Pierwszy podjazd za wioską Cuzaplad, drugi za Bagara w rejonie miasteczek Almasu i Aghiresu. Wspinamy się długimi kilkukilometrowymi podjazdami górskimi drogami pełnych wyrw i kamieni pozostałych po ulewnych deszczach. Upał i pot zalewa nam oczy. Z łagodnych szczytów podjazdów podziwiamy krajobraz zalesionych gór Muntii Meses i przepięknych kolorowych łąk, na których wypasają się stada owiec pilnowane przez psy pasterskie. Zjazdy są również uciążliwe z uwagi na konieczność mocnego trzymania kierownicy i wysoką koncentrację, aby nie wypaść z drogi i zdążyć ominąć wyrwę lub kamienie.
                18_19.jpg   18_18.jpg

Zakurzonymi w upale drogami szutrowymi zjeżdżamy do miasteczek i wiosek w których czerwone dachówki nadają im kolorystyki. Tu również spotykamy drewniane domy ze starymi wysokimi bramami oraz pergolami winogrona.
                                            18_21.jpgw Muntii Meses
W Capusu Mare zjeżdżamy do drogi prowadzącej do Cluj Napoca i w Gilau w zajeździe zamawiamy słynna mamałygę. Nie powiedziałby, że to przysmak chyba, że dla Rumunów. Nie zjadamy do końca ratując się rumuńskimi flaczkami. Przed Cluj Napoca w Luna de Sus skręcamy na południe w wiejskie drogi w kierunku miasteczek Savadisla i Lara. Jak co dzień około godz. 18 – 19 szukamy noclegu wg zasady: mała wioska a w niej na łączce lub w sadku zabudowań gospodarczych za zgodą właściciela. Tego wieczoru namioty rozbijamy wiosce Vlaha za Luna Sus na działce starszego małżeństwa pochodzenia węgierskiego. Z wioski tej leżącej w dolinie rzeki Lara mamy ładny widok na sąsiadujące z nami pasmo gór Muntii Gilau.

ETAP VII
VLAHA - BURU - LUNGESTII
10.06.2008
36 km

ETAP VIII
LUNGESTII - CAMPENI - SCANSORA
11.06.2008
84 km

ETAP IX
SCANSORA - STEI - BEIUS - COCIUBA MARE
12.06.2008
105 km

W siódmym dniu dokucza nam zmęczenie. Wyruszamy z Vlaha i mamy dwie kolejne wspinaczki za Savadisla oraz przed miasteczkiem Surduc. Podobnie jak poprzedniego dnia podjazdy drogami pełnych wyrw i kamieni oraz wspinającymi się lub zjeżdżającymi ciężarówkami z pobliskich kamieniołomów. Upał w dalszym ciągu. Mamy również piękne, łagodne zjazdy drogą biegnącą wzdłuż rzeki Lara do miasteczka Buru gdzie odcinkami jedziemy wąwozami z górującymi nad nami z jednej strony gołymi skalnymi pionowymi ścianami a z drugiej strony wysokimi zalesionymi zboczami. W miasteczku Surduc na targu spotykamy handlarzy, Rosjanina oraz Rumuna mówiącego po polsku. Po raz pierwszy od kilku dni można porozmawiać. Z uwagi na nieznajomość j. rumuńskiego i węgierskiego posługiwałem się rozmówkami, ale niestety odczuwamy brak znajomości języków odwiedzanych krajów.

               18_22.jpg    18_23.jpg 
Za Buru skręcamy w kierunku Bistra oraz Campeni i tu właściwie już jesteśmy w wyższych górach Apuseni, w Muntii Gilau. Jedziemy w górę rzeki Aries. Droga lepsza, wydawałoby się, że po równym a koła kleją się do asfaltu. Oglądając się do tyłu widać jednak, że nieznacznie wznosi sie przed nami. I tak będzie przez kolejne dwa dni. Tego dnia ustępujemy zmęczeniu i ok. godziny 14, po „zmordowaniu” 36 km przerywamy jazdę w Lungestii i padamy jak śledzie na łączce nad Aries. Dopiero przed wieczorem rozbijamy namioty.
Kolejny ósmy etap to całodzienne pokonywanie drogi wzdłuż Aries. Mijamy małe górskie osady i miasteczka Lupsa, Bistra oraz Campeni. Krajobraz typowo górski, z lewej strony tocząca się w dole rzeka Aries, z prawej skaliste lub zalesione zbocza gór a przed nami ukazujące się czasowo wysokie, obłe i faliste partie gór z licznymi połoninami i bielejącym jeszcze gdzie niegdzie śniegiem. Na zboczach gór liczne bacówki i chatki/ szałasy/ z wysokimi spiczastymi słomianymi dachami.
W górskich wioskach / w Lupsa i Arieseni / również spotykamy zabytkowe kościółki i przyległe do nich zaniedbane cmentarzyki.
                   18_24.jpg   na noclegu w  Sansoara
Przedostatni nocleg w Transylwanii organizujemy obok przydrożnego baru w górskiej osadzie Scansora po przejechaniu 86 km w warunkach „klejenia” się opon do asfaltu, cały dzień ciągle pnąc się w górę rzeki. Przed wieczorem przychodzi do baru kilku mieszkańców osady i przy pomocy rozmówek staramy się zaspokoić ich ciekawość o nas. Mody chłopaczek – syn właściciela baru przejeżdża się naszymi rowerami i jest zachwycony. Pokazuję chłopcu GPS namierzając naszą pozycję, wręczam wszystkim breloczki oraz serduszka świątecznej pomocy i uznani za „fajnych” mocnych facetów z Polski idziemy spać.

Rano wstajemy a nasze obozowisko i góry przykryte są mgłą, przez która przebijają się promienie słoneczne. Stopniowo mgła opada i odsłaniają się góry oraz zielone hale. Jesteśmy oczarowani tym widokiem. Tego dnia opuścimy Transylwanię udając się do regionu Criszana. Nie jest łatwo. Musimy dotrzeć do przełęczy między szczytami Tapul i Piatra Granoare już w paśmie gór Muntii Bihor. Do przełęczy mamy 28 km w tym końcówka 10 km ostro w górę serpentynami. Ciężko pracujemy i odcinek ten pokonujemy w znakomitej formie. Nasza harówka zostaje doceniona i z przełęczy pędzimy za darmo ok. 17 km.
                                    Zjazd z przełęczy w Multii Bihor
Pędzimy serpentynami uważając, aby nie wylecieć z zakrętu. Widoki przepiękne, za każdym zakrętem zmienny krajobraz. Doliny, obłe szczyty gór, morze lasów i nasza droga wijąca się wśród wąwozów z górującymi nad nami nagimi gołymi blokami skalnymi. Mocno trzymamy kierownice, palce na klamkach hamulców i szusujemy czując zmieniającą się wysokość chwilowymi zmianami ciśnienia w uszach. Dwa razy zatrzymuję się ponieważ pęd powietrza wyrywa mi z chorągiewkę oraz wyskakuje mi z koszyka na bidon butelka wody. Po kilkunastu kilometrach jesteśmy już u podnóża gór w wiosce Nucet. Toczymy się jeszcze kilka kilometrów i osiągamy miasteczko Stei. Opuściliśmy już Transylwanie i jesteśmy w regionie Criszana.
                                         Criszana - za nami góry Muntii Bihor.
W drodze do miasteczka Beius towarzyszą nam jeszcze przez kilkanaście kilometrów z lewej i prawej strony w odległości od nas kilku kilometrów pasma niewysokich gór Muntii Codru oraz Muntii Craiulu. Jedziemy już terenami nizinnymi i dobrymi drogami. W miasteczku Beius skręcamy w drogi wiejskie kierując się do odległej od nas o ok. 70 km granicy z Węgrami. Ostatni rumuński etap kończymy w wiosce Cociuba Mare, kilka kilometrów przed miasteczkiem Tinca rozbijając namioty na szkolnym boisku. Tego dnia w czasie 6 godzin przejechaliśmy 105 km.

ETAP X
COCIUBA MARE - SALONTA - WĘGRY: VESZTO - MAGOR
13.06.2008
95 km

ETAP XI
MAGOR - PUSPOKLADANY - HAJDUNANAS - TISZALOK
14.06.2008
145 km

Rano budzimy się w wielkim deszczu obawiając się czy będziemy mogli kontynuować jazdę. Po godzinnym oczekiwaniu, deszcz staje się mniejszy i decydujemy się jechać. Mokre namioty pakujemy do sakw / wysuszymy je później / i kierujemy się do miasta Salonta skąd mamy tylko 18 km do przejścia granicznego na Węgry.

WĘGRY i SŁOWACJA

Na granicy pozostały tylko budynki i żadnej kontroli. Jesteśmy na Puszcie - Wielkiej Równinie Węgierskiej i za chwilę pęka mi szprycha w tylnym kole od strony kasety a na dodatek zaskakuje nas nagle potężna ulewa. Dobijamy w ulewie do oddalonych o ok. 1 km zabudowań fermy hodowlanej gdzie zmieniam szprychę i po minięciu burzy kontynuujemy jazdę w kierunku Szeghalom przez Sarkad i Veszto.
                                   18_30a.jpg
Pogoda jest już pochmurna, deszczowa i taka towarzyszyć nam będzie kolejne dwa dni i dopiero przed Słowacją powróci słońce. Krajobraz w Puszcie całkiem odmienny od rumuńskiego. Wokół nas równina po horyzont i morze zieleni, łąk, pól uprawnych, które przecinają kanały odwadniające. Co kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów mijamy zadbane miasteczka ze ścieżkami rowerowymi. W głębi puszty również, co kilka kilometrów mijamy pojedyncze duże gospodarstwa rolne lub hodowlane posiadające wielkie obory oraz stodoły pamiętające chyba lata przedwojenne, ale zadbane. Trafiają się też chaty wykonane z bali drewnianych, pobielone i zadaszone strzechą.
              na Wielkiej Puszcie   w Magor

Ten krajobraz towarzyszył nam będzie przez dwa i pół dnia. Trasa nasza wiedzie przez miasteczka: Puspokladany, Nadudvar, Balmazujvaros, Hajdunanas i Tiszalok. Mile wspominać będziemy przyjazne kontakty z Węgrami a szczególnie pierwszy nocleg w stadninie koni w Magor za Veszto. Otrzymaliśmy do dyspozycji pokoik służbowy oraz pyszną kolacje z dań węgierskich / gulasz z szyjką kaczki i zasmażany makaron /. Rano przed odjazdem robimy sobie fotkę z gospodarzami na tle potężnego ciągnika, mogącego pracować na podmokłych łąkach. Podziwialiśmy również piękne konie na wybiegu. Na zakończenie drugiego dnia na Węgrzech, po przejechaniu 145 km nocujemy w Tiszalok u Węgra pracującego w Niemczech i często bywającego w Polsce. Porozumiewaliśmy się z nim w j. rosyjskim i wzbudziliśmy sympatię z jego strony. Przed spaniem gospodarz wzmacnia nas podwójną lampką dobrej whisky.

ETAP XII
TISZALOK - SZERENS - ABAJUSZANTO - SŁOWACJA: KOSZYCE - DRIENOV
14.06.2008
114 km

ETAP XIII
DRIENOV - PRESZÓW - BARDEEJÓW - POLSKA: KONIECZNA - GŁADYSZÓW
15.06.2008
97 km

Pusztę węgierska opuszczamy w trzecim dniu pobytu na Węgrzech kierując się z Tiszalok w góry Zemplińskie przez miasteczko Szerenz. Dzień rozpoczynamy w lekkim deszczu, który zanika po ok. godzinie po przeprawie promowej przez rzekę Cisa. W okolicach wioski Csobaj spotykamy Erika Sevcika z kolegą - obaj Czesi na wyprawie rowerowej z Czech na Słowację i Węgry.
               18_31.jpg  18_32.jpg
Miłe spotkanie, wspólna fotografia, wymiana adresów i dalej w drogę. Po południu tego dnia powraca słoneczna pogoda. Kilka kilometrów za Szerenz zmienia się krajobraz i do Słowacji przez ok. 50 km jechać będziemy terenami wyżynnym wzdłuż Zemplińskich gór. Po przejechaniu ok. 75 km przejściem granicznym za Goncem wjeżdżamy na Słowację i kierujemy się do Koszyc. Słowację pokonujemy w ciągu dwóch dni mając nocleg w miasteczku Drienov pomiędzy Koszycami a Preszowem. Odcinek od granicy do Koszyc pokonujemy drogą pełną ruchu samochodowego. W „kość” dostaliśmy jadąc przez zatłoczone Koszyce a szczególnie opuszczając to miasto długim podjazdem w kierunku Preszowa. Przed Preszowem uciekamy z autostrady na boczne wiejskie drogi prowadzące aż do Bardejowa, w którym zwiedzamy przepiękną starówkę.
Trasa Słowacka była pełna podjazdów i zjazdów urozmaicona górskimi krajobrazami. Za Bardejowem odczuwamy zmęczenie, które spotęgowało się na długich podjazdach do granicy z Polską w Koniecznej.
                18_33.jpg  18_34.jpg Bardeejów
Etap XII kończymy długim, kilkukilometrowym zjazdem z Koniecznej do agroturystyki w Gładyszowie w Beskidzie Niskim. Kąpiel i porządna kolacja regeneruje nasze siły.
                                 18_35.jpg
ETAP XIV
GŁADYSZÓW - GORLICE - BIECZ - JASŁO
16.06.2008
70 km

Zgodnie z planem wyprawy kończymy ją w Jaśle udając się z Gładyszowa przez Małastów, Gorlice i Biecz. Trasa do Gorlic wiedzie pięknymi terenami Beskidu Niskiego. Pędzimy wypoczęci nie zatrzymując się nawet w chwilach ulewnego deszczu.

W Gorlicach spotykamy rowerzystę Mariana Górskiego ze Śląska będącego na samotnej wyprawie po Beskidzie i Bieszczadach. Umawiamy się wstępnie na wspólną wyprawę rowerową w 2009 roku.
               18_36.jpg    18_37.jpg

Wyprawę kończymy po przejechaniu 1271 km i łącznym siedzeniu na siodełku przez 85 godzin.

Z Jasła już szynobusem do Rzeszowa i dalej pociągiem do Radomia.

Dziękuje Edmundowi za uczestnictwo w wyprawie i mile spędzony czas.
                            18_mapka.jpg
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;