Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Shakin India - Wstrząsające Indie
Dla większości z nas Indie kojarzą się z Tadź Mahalem, królewskimi pałacami, słoniami, wyładowanymi pociągami, kolorowymi targami oraz tanecznymi filmami opowiadającymi o wielkiej miłości, śpiewająco łącząc bohaterów na końcu opowieści a ostatnio także ze wzruszającą historią milionera z ulicy. Czy to jednak wszystko, co należy wiedzieć o tym, niesamowitym kraju zanim się do niego wybierze?
            Indie to przede wszystkim kraj kontrastów, gdzie wielkie domy wypełnione bogactwami i służbą sąsiadują ze slumsami i bezdomnymi, biednymi dziećmi żebrzącymi na ulicach. Na drogach równie łatwo dostrzec słonia czy wielbłąda jak i markowy samochód najwyższej klasy oraz wyładowany towarem pod samo niebo rower spod którego ledwie dostrzec można kierowcę.
Po mimo swojej historii i sławy, Indie nie zostały zniszczone turystyką masową a sklepy z pamiątkami i dmuchanymi zabawkami to nadal rzadkość. Warto wspomnieć, iż w tym ponad miliardowym kraju, turyści zagraniczni corocznie stanowią jedyne około trzech milionów. Tu, prawie wszędzie, z małymi tylko wyjątkami, każdy może czuć się odkrywcą Nowej Ziemi, poznawać odmienną kulturę i obcować z ludźmi, którzy żyją w dokładnie taki sam sposób jak przed wiekami.  
Nasza podróż w czasie rozpoczęła się w Delhi, dokąd radośnie dolecieliśmy z Europy a  następnie kierowaliśmy się do stanu Rajastan oraz Haryana. Przez długi czas, zwłaszcza w Rajastanie, nie doświadczyliśmy obecności innych turystów a napotkani przez nas ludzie byli tak samo zainteresowani naszym widokiem jak my ich.
W Delhi spędziliśmy 2 dni, trochę zwiedzając, trochę obcując a przede wszystkim buszując po targach i straganach. Podróżowanie po Delhi jest dość łatwe, tanie, ale jednak bardzo czasochłonne. Kilometrowe kolejki aut, wozów, wielbłądów, ryksz i rowerów ciągną się głównymi ulicami miasta podzielonego na siedem części historycznych, z których każda to osobne miasto. Ludność Delhi może przytłoczyć, bo przekracza magiczną granicę 15 milionów. Natłok ludzi i kolorów daje się we znaki na każdym kroku, ale już po pierwszym dniu zaczęliśmy się wtapiać a cały harmider zaczął nas cieszyć i zajmować.
Jadąc do Delhi, jak i do całych Indii, ważnym jest odpowiednio się nastawić. Nie warto liczyć na spokojne spacerki o zachodzie słońca i ciche narożne kafejki, gdyż to co napotkamy nie będzie do tego podobne. Wszechobecna bieda może zasmucać. Jednakże w tej atmosferze zgiełku i wielokolorowości jest coś przyciągającego a szczere uśmiechy napotkanych ludzi zachęcają do wędrówek w głąb miasta.
Z ponad tysiąca różnorodnych zabytków, my wybraliśmy jedynie kilka. Zobaczyliśmy największy w Indiach, wspaniały meczet Jama Masjid zbudowany w drugiej połowie XVII wieku. Położony w pobliżu Czerwonego Fortu (Lal Kila) meczet jest nadal używany. Spod meczetu wsiedliśmy do rykszy aby podziwiać atmosferę Starego Delhi oraz targu Chandni Chowk, na którym zaopatrują się okoliczni mieszkańcy a nawet słynni projektanci kupują materiały i dodatki,m aby tworzyć z nich niepowtarzalne kreacje prosto ze światowych wybiegów mody. Stare Delhi jest bramą pomiędzy stolicami Brytyjskimi oraz Mogolskimi. Ryksza dowiozła nas pod Czerwony Fort (Lal Kila), gdzie mogliśmy udać się na krótki spacer po jego terenie, omijając jednak większość budowli, które są zamknięte dla zwiedzających. Nie  było smutku, gdyż wiedzieliśmy, ze przed nami jeszcze wspaniały fort w Agrze, zbudowany również przez cesarza Szadźahana i jeszcze bardziej imponujący.
Naszą podróż kontynuowaliśmy dnia następnego udając się w kierunku Qutab Minar, pięciopiętrowej wieży zwycięstwa, wzniesionej przez Ajbaka, znajdującej się na terenie zespołu Lal Kot zbudowanego przez Anangpala z dynastii Tomarów, miejsca narodzin historycznego Delhi z XI wieku naszej ery. Służyła ona także jako minaret, wzywając wiernych do modlitwy.
Nowe Delhi zachwyca ogromem budynków rządowych i świątyń. Aż dziwnie się człowiek czuje przejeżdżając przez dzielnicę, zamieszkałą tylko i wyłącznie przez urzędników rządowych; dom za domem, jeden ciekawszy od drugiego. Jaka szkoda, że po zakończeniu kadencji będą musieli się z nich wynieść. Oczywiście dokonaliśmy kurtuazyjnej rundki wokół budynków rządowych i Parlamentu z widokiem na Indian Gate, by następnie popędzić w stronę Mauzoleum Humajuna.  Ta wspaniała budowla ogrodowa wzniesiona została w XVI w. przez żonę Humajuna, Bega Begum oraz stanowiła pierwowzór dla wzniesionego później Tadź Mahal.
Ciekawą opcją wydała nam się wizyta w Akshardham temple, nowoczesnej świątyni zbudowanej ku czci Bhagwana Swaminarayana (1781-1830) a zbudowana zaledwie w 2005 roku. Co prawda prace wykończeniowe trwają nadal, ale świątynię można już zwiedzać. Zachwycająca ilość rzeźbionych w kamieniu detali i figur oraz cały ogrom budowli pochłonęły nas na 4 godziny. Jedyną przykrością jest absolutny brak robienia zdjęć na terenie całego kompleksu a wszelkie urządzenia elektroniczne należy zostawić w depozycie.
Już się baliśmy, ale zdążyliśmy jeszcze zrobić ostatnie, w Delhi oczywiście, zakupy na Khan Market, bo następnego dnia wyruszaliśmy w naszą wyprawę na pustynię.
A wszystko zaczęło się od lotu z Delhi do Udaipuru. Po około godzinnym locie  wylądowaliśmy w innym świecie. Suche pagórki, pojedyncze krzaczki i potworny upał powitał nas zaraz po opuszczeniu terminala. Jednego nie można było jednak odmówić, było luźniej. Bark tłumów podziałał na nas orzeźwiająco a prześmieszny widok pomalowanych na kolorowo ciężarówek i autobusów z pasażerami na dachu przyprawił dodatkowo o dobry humor. Udaipur nazywają bramą Rajastanu, gdyż poza jest  już tylko pustynia, i rzeczywiście, jak się później dowiedzieliśmy, była to ostatnia ostoja zieleni. Przepiękne pagórkowe krajobrazy, wspaniałe pałace, ciekawe jeziora i tradycyjnie żyjący ludzie, robiący pranie na brzegu zapraszają do eksploracji.
Następnego ranka postawiliśmy na kulturę i zakupy. Zwarci i gotowi, z przewodnikiem na czele popędziliśmy na zwiedzanie miasta. Samo śródmieście zwiedza się bezboleśnie, wąskie uliczki i centrum o zwartej zabudowie wręcz zapraszają do szperania po stoiskach i sklepach a wszędobylskie krowy i kozy wprawiają w osłupienie. Nie daliśmy sobie jednak dużo czasu na buszowanie między połyskliwymi bransoletkami i kolorowymi tkaninami, gdyż nasz dumny wódz wskazał inny kierunek. Pałac Miejski. Ta ogromna budowla, oprócz Muzeum i teraźniejszych kwater Maharany mieści dwa jakby osobne pałace przekształcone obecnie na hotele. Mieszkając w takim otoczeniu, śpiąc na łożu z baldachimem zaraz obok dyndającej z sufitu huśtawki można się wprawić w prawdziwie królewski nastrój.
Z okien Pałacu rozpościera się wspaniały widok na jezioro Pichola z Pałacem Jag Mandir oraz romantyczny Lake Palace, będący obecnie hotelem sieci Taj. Szybkim truchtem dotarliśmy do przystani, skąd wieloosobowa łódź zabrała nas właśnie do Jag Mandir.  Sam rejs łodzią po jeziorze był ciekawym przeżyciem a zwłaszcza deszcz nietoperzy, który nas spotkał w drodze powrotnej.  Bez obaw, nie były nami zainteresowane a wszelkie aluzje do filmu „Ptaki” Alfreda Hithcocka były nietrafione. Po tak emocjonującym dniu padliśmy spać jak dzieci aby następnego dnia wyruszyć dalej, tam gdzie jest jeszcze goręcej i… jeszcze bardziej sucho

 do obejrzenia zdjęć oraz do dalszej części relacji zapraszamy na http://747.pl/poradnik-podroznika/


 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;