Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Mercedesy i bunkry
Autor: Marek Rusak   
Do wizyty w Albanii zainspirowały nas: książka A. Stasiuka, w której opisuje pobyt w tym kraju w końcu lat 90-tych oraz ciekawość jak wygląda kraj, po którym jedyny dostępny w Polsce przewodnik napisał Węgier.

Granicę przekraczamy w Muriquan, do którego dojazd krętą, górską drogą był nie lada atrakcją. Maleńkie przejście z ręcznie podnoszonym szlabanem. Nie potwierdzają się zasłyszane informacje o długotrwałej i szczegółowej odprawie, dodatkowych opłatach wyznaczanych przez celników, czy dezynfekcji samochodu. Nic z tego. Odprawa przebiega sprawnie i trwa tyle ile zajmuje wklepanie naszych danych do komputera i wbicie stempli do paszportów. Z dawnych czasów został tylko „kwit na samochód” – niezwykle kolorowy dokument, dzięki któremu będziemy mogli wyjechać z Albanii własnym pojazdem.

Szkodra wita nas głośną muzyką i mnóstwem ludzi na ulicach. Planowaliśmy dojechać do Tirany, ale zmęczenie i późna pora biorą górę. Tu stajemy na nocleg.

W drodze do stolicy zbaczamy do Kruji, miejsca urodzenia Skanderbega – albańskiego bohatera narodowego żyjącego w XV w., broniącego swojej ojczyzny przed najazdami Turków. Z dawnego zamku pozostał tylko zarys murów przyziemia, a muzeum mieści się w nowym budynku, który dobrze komponuje się z pozostałościami. Zgromadzone zbiory pochodzą z okresu walk prowadzonych przez Skanderbega oraz późniejsze, poświęcone samemu bohaterowi. Bardzo ciekawe jest muzeum etnograficzne, które znajduje się tuż obok. Odtworzono tu wnętrze albańskiego domu: pokazano rozkład izb i ich wyposażenie oraz opisano przeznaczenie sprzętów. Dodatkową atrakcją jest przejście uliczką prowadzącą do zamku i muzeum. Po obu jej stronach rozłożyły się sklepy i sklepiki oferujące wyroby miejscowego rzemiosła oraz warsztaty tkackie, w których można podejrzeć proces powstawania dywanów.

Do Tirany docieramy późnym popołudniem (godziny szczytu). Ruch na ulicach odbywa się na zasadzie luźnej interpretacji przepisów, światła (na większości skrzyżowań) nie działają, a pasy na jezdni są nic nieznaczącym dodatkiem (ilość samochodów jadących obok siebie zmienia się zależnie od potrzeb). Ale największym zagrożeniem czyhającym na przyjezdnego kierowcę są dziury w jezdni po brakujących studzienkach. Szczęśliwie udało mi ominąć pierwszą napotkaną i w lot zrozumiałem, dlaczego samochody posuwają się „wężykiem”. Przyjmuję zatem rytm i sposób jazdy miejscowych i tak docieramy do samego centrum – placu Skanderbega. Uwagę przyciąga skwer z pozostałością cokołu olbrzymiego pomnika Hodży usuniętego w latach 90-tych. Wokół placu rozmieściły się budynki władz państwa i miasta, hotele, opera i teatr. Kilka zabytków znajdujących się w tej części miasta oglądamy podczas krótkiego spaceru, a na wizytę w muzeum jest już za późno. Po posiłku
w miejscowej restauracji jedziemy do Durres szukać noclegu.

albania149.jpg - 59.66 Kb

W przewodniku podano, że przejazd z Durres do Sarandy drogą wzdłuż wybrzeża (250 km) zajmuje ok. 9 godzin. Nie chciałem wierzyć. Przewodnik jest sprzed kilku lat - myślałem sobie – na pewno coś się zmieniło. Niestety nie. Im dalej na południe tym gorsza droga: początkowo w miarę wygodna dwupasmówka przeszła w drogę jednopasmową, następnie w dziurawą jednopasmową, dalej w szutrową z wybojami i w końcu w gruntową
z tendencją do zanikania. Wówczas umiejętność tropienia śladów poprzedników jest bardzo pomocna. Gwoli sprawiedliwości należy wspomnieć, że tego typu niespodzianki spowodowane były robotami drogowymi.

Saranda jest stolicą albańskiej riwiery. Miasto rozłożyło się na stokach gór okalających zatokę. Błękitne ciepłe morze i plaża zachęcają do wypoczynku. Tak więc dzielimy czas między plażowanie i zwiedzanie. W Sarandzie godne polecenia są: odsłonięte fragmenty synagogi z pięknymi mozaikami podłogowymi oraz Muzeum Archeologiczne. Jest to wprawdzie jedna sala, ale budynek stoi na miejscu dawnej bazyliki tak, że mozaiki podłogowe tejże stanowią fragment ekspozycji. 

albania118.jpg - 76.46 KbZ Sarandy robimy wypad do Butrinti. Według legendy zostało założone przez Eneasza po ucieczce z Troi. W rzeczywistości jest to iliryjska osada, przekształcona w grecką kolonię, by wreszcie stać się ważnym rzymskim środkiem portowym. Jego kres nastąpił ok. VI w n.e. w okresie wielkiej wędrówki ludów. Obejrzeć tu można fragmenty murów obronnych, ruiny amfiteatru, łaźni, baptysterium, wczesnochrześcijańskiej bazyliki oraz pozostałości weneckiego zamku. Całość położona jest na terenie parku narodowego. Szerokie alejki prowadzą do kolejnych obiektów, przy których stoją tablice informacyjne.

Z Sarandy kierujemy się na północ drogą przez Gjirokaster.  Po drodze zbaczamy do Mesopotam. Znajdują się tam ruiny monastyru z XI w. z zachowaną cerkwią Św. Mikołaja. Cerkiew położona jest na wzniesieniu górującym nad okolicą, z którego roztaczają się piękne widoki. Do wnętrza nie udało nam się zajrzeć – rozpoczęła się restauracja kościoła. Warto jednak tu zboczyć i zobaczyć jeden z najstarszych w Albanii przykładów budownictwa bizantyjskiego.

Z głównej trasy zjeżdżamy za znakami ‘Tourist Attraction”. Droga doprowadza nas przez zaporę (płatny przejazd) do uroczego miejsca zwanego Blue Eye (wstęp bezpłatny). Z głębokiej (ok. 20m) jaskini wypływa woda o ciemnoturkusowym zabarwieniu - stąd nazwa. Ładne to miejsce. Spokojne, zacienione. Można tu odpocząć od skwaru i posilić się
w restauracjach, które rozłożyły się wzdłuż potoku.

albania311.jpg - 38.62 KbPodczas przejazdów po Albanii, zwłaszcza doliną Dropull, towarzyszą nam bunkry. Są wszechobecne. Stoją w różnych konfiguracjach. W gniazdach po kilka, lub linii ciągnącej się aż po horyzont. Są różnych rozmiarów. Od jednoosobowych (bunkier z przednią ścianą i okienkiem strzelniczym, bez tylnej połowy) po ogromne (ok. 20 m średnicy) dodatkowo opancerzone na ciężki sprzęt lub sztab wojskowy.

Znów zbaczamy z głównej drogi. Tym razem w Libohove oglądamy dobrze zachowaną cytadelę turecką, którą rozbudował Ali Pasza z Tepeleny. Upał wzmaga się z każdą chwilą. Jest wrzesień, ale temperatura przekracza 40 stopni. Dlatego rezygnujemy z wizyty w pobliskiej wiosce Labova, mimo zachęcających opisów w przewodniku i ruszamy prosto do Gjirokaster.

Miasto rozłożyło się na zboczach kilku wzgórz. Z tarasu parkingowego spoglądamy
w dół na domy pokryte kamiennymi łupkami. To dlatego Gjirokaster zwane jest „miastem kamiennych dachów”. Wspinamy się na jedno ze wzgórz, na którym znajduje się twierdza.
W ocalałej części zgromadzono eksponaty broni, armat i czołgów. Reszta twierdzy to ruina imponujących rozmiarów. Rozróżnić można pomieszczania dla wojska, magazyny, plac apelowy i więzienie. Wybieramy się na spacer wąskimi uliczkami. Gjirokaster to miejsce urodzenia Envera Hodży. Stał tu, jak pewnie w większości albańskich miast, pomnik wodza. Pomnik obalono, a wzniesienie, które zajmował zamieniono na taras widokowy z którego podziwiać można miasto i okolice. Podchodzimy pod dom rodzinny Hodży. Z zewnątrz żadnych opisów, czy informacji o jego przeszłości - obecnie znajduje się tam muzeum etnograficzne.

albania281.jpg - 75.18 KbNa nocleg stajemy w Fier i stąd wyruszamy do Apollonii i Berat. Apolonia to grecka osada z V w. p.n.e. Do zwiedzania udostępnione są: amfiteatr, fontanny ze studniami, fragmenty domów (często z pięknymi mozaikami podłogowymi), agora. A to zaledwie 10% odsłoniętych pozostałości. Tuż obok monastyr z cerkwią z XII w. Ładne krużganki, stary ikonostas. Tu też eksponowane są znaleziska pochodzące z wykopalisk prowadzonych w Apollonii

Berat zwany jest miastem tysiąca okien. Miasto, a głównie jego staromiejska część, rozłożyło się na zboczu i dojeżdżając do niego widać głównie charakterystyczne, duże okna. Częścią starówki jest Dzielnica Muzułmańska. Warto się zapuścić w jej wąskie uliczki
i zwiedzić kompleks składający się z: meczetu zwanego królewskim, medresy (najstarszej muzułmańskiej szkoły teologicznej), schronienia dla derwiszów oraz muzułmańskiej nekropolii. Spacer główną ulicą miasta wyprowadza nas na centralny plac, przy którym stoi meczet zwany od pokrycia kopuły „ołowianym”.  Oprócz części staromiejskiej, w Berat należy również zwiedzić twierdzę. Jest to jeden z większych obiektów tego typu. Zajmuje powierzchnię ok. 10 ha, a na jego terenie było 14 kościołów i 2 meczety (niektóre obiekty zburzone). Prócz obiektów sakralnych, znajduję się tam ciekawe przykłady fortyfikacji
i budowli wojskowych.

Jedziemy na północ. Po drodze zwiedzamy Ardenice. Zespól klasztorny otoczony jest wysokim murem. Okres komunizmu przetrwał, gdyż zamieniono go na muzeum. Po zmianie ustroju zespół zwrócono właścicielom. Na środku dziedzińca stoi cerkiew. Warto wyasygnować kilkaset leków na wstęp, by zobaczyć piękne wnętrze, ikonostas oraz freski na ścianach. Budowę cerkwi rozpoczęto w XIII w., lecz później wielokrotnie ją przebudowywano, a jako materiał budowlany wykorzystywano kamienie i marmur z pobliskiej Apollonii. Na terenie monastyru wciąż przebywają mnisi, więc nie wszystkie obiekty udostępnione są do zwiedzania.

Na kolejne trzy noclegi zatrzymujemy się w Kavaje. Czas dzielimy między plażowanie i zwiedzanie. Zaglądamy do pobliskiego Durres. Zwiedzamy tu wykopaliska forum i amfiteatru. Oba obiekty pochodzą z czasów rzymskich. Forum to niewielki placyk
z resztkami kolumn, za to amfiteatr – imponujący. Odsłonięty tylko częściowo (w bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się budynki mieszkalne), a udostępnione są głównie korytarze i schody pod widownią. Można nimi dojść do areny. Atrakcją są dwie kaplice chrześcijańskie – jedna z nich w doskonałym stanie z pięknymi mozaikami. Tuż obok amfiteatru biegnie mur obronny, pochodzący z czasów rzymskich, a na przestrzeni wieków wielokrotnie rozbierany i przebudowywany. Mur kończy wspaniała wenecka wieża, przy której zaczyna się nadmorski bulwar. Warto wspiąć się na wzgórze i obejrzeć willę króla Zogu. Nie jest ona udostępniona do zwiedzania, ale przy odrobinie szczęścia... Nam dopisało. Budynek jest opuszczony i mocno zdewastowany wewnątrz, choć widać resztki świetności: marmurowe schody i balustrady w holach, sztukaterie i posadzki w salonach, lub finezyjna terakota w łazienkach, czy raczej pokojach kąpielowych. Z najwyższego tarasu willi piękny widok na Durres i okolicę.

albania554.jpg - 36.29 KbPrzenosimy się dalej na północ i docieramy do Szkodry, skąd zaczynaliśmy nasz  objazd Albanii. Po drodze zaglądamy do Lezhe. To tu Skanderbeg założył Ligą Albańską, która występowała przeciw Turkom. Tu też jest jego mauzoleum. Pod zadaszeniem podtrzymywanym przez kolumny znajdują się pozostałości kościoła św. Michała, a w nim marmurowa płyta będąca symbolicznym grobem bohatera. Symbolicznym, bo Turcy zbezcześcili miejsce pochówku, a miasto obrócili w perzynę (zdobyli je 10 lat po śmierci Skanderbega). Na pobliskim wzgórzu króluje warownia illiryjska, wielokrotnie później przebudowywana. Rezygnujemy ze wspinaczki, a w zamian za to zaglądamy na miejscowy bazar. Jest poniżej poziomu ulicy, a większość straganów znajduje się pod dachem. Można tu kupić wszystko, od artykułów spożywczych, przez odzież po sprzęt domowy. To tu po raz pierwszy udaje się nam spotkać na ulicy albańskie kobiety ubrane w ludowe stroje.

W Szkodrze udajemy się na poszukiwanie noclegu. Zaglądamy do hotelu „Rozafa”. Duży, reprezentacyjny budynek, niegdyś pewnie przeznaczony głównie dla dostojnych gości, dziś prezentuje się raczej nędznie i może uchodzić za skansen – wystrój i wyposażenie pokoi rodem z minionej epoki. Tuż obok jest mały hotelik i tu nocujemy. Podczas pożegnalnego spaceru zaglądamy do meczetu (podobno jeden z największych w Albani) oraz katedry wyświęconej przez Jana Pawła II (pamiątkowa tablica). Był plan wypadu w góry, ale pokrzyżowała go pogoda.

Po 11 dniach pobytu i przejechaniu blisko 1000 km opuszczamy gościnną ziemię albańską przejściem w Hani i Hoti.

Z Albanii opisanej przez Stasiuka niewiele zostało. To dobrze. To znak, że Albania zmienia się. Symbolem tych przemian prawdopodobnie zostanie myjnia samochodowa, tak jak w Polsce łóżko polowe, na które wykładając towary, wielu późniejszych przedsiębiorców rozpoczynało przygodę z biznesem. Albańska myjnia sprzed kilku lat, to właściciel trzymający w jednej ręce waz z lejącą się wodą, a w drugiej szczotkę. Dziś ta sama myjnia ma wybetonowane miejsce z odpływem, często zadaszone, ze stolikiem na którym wyłożona jest aktualna prasa, a kierowca może ochłodzić się napojem z automatu. Również na drogach obok królujących do niedawna mercedesów widać coraz częściej inne marki i nie koniecznie w daleko posuniętym stopniu biodegradacji.

Naprawdę warto odwiedzić Albanię. Poznać jej zabytki, kulturę, ciekawe miejsca, a przy tym czuć się bezpiecznie pośród ludzi, dla których turysta jest wciąż przede wszystkim gościem.

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;