Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Słowenia 2010
Podobno Słowenia to miniaturka Europy. Są tu wysokie góry, jaskinie i ciepłe morze. Relacja dotyczy 2-tygodniowego pobytu na kempingach Słowenii.

31.V. Poniedziałek.

Leje i jest zimno. Nie chce się wyłazić ze śpiwora. Wiatr tak silny, że wodę Jadzia idzie zagotować pod wiatę. Tam poznaje Szkota, który chodzi po Alpach sam(trasę zaplanował na pół roku). Jest dość słabo wyposażony, zakatarzony, zamiast namiotu tylko jakaś płachta. Co prawda to zdarza mu się nocować w hotelach. Nawet korzysta z naszej butli, która gotuje szybciej i więcej.

Potem idziemy zwiedzać okolicę w gumowych butach. Dovje to sympatyczna wieś otoczona barwnymi łąkami, z widokami na Triglav i Karawanki. Przy skrzyżowani szosy do Kranjskiej Gory z drogą do Mojstrany pomnik Aljaża, zasłużonego badacza tych okolic, kompozytora i pieśniarza. W Mojstranie biorę z bankomatu trochę euro , kupujemy jakieś pieczywo w piekarni i koło 12-tej wracamy na kemping na właściwe śniadanie.

Po śniadaniu fotografuję okolicę, łąki, kemping, strumień za kempingiem i małą elektrownię wodną na nim. Na kempingu są też korty tenisowe do wynajęcia. W skrzynce prądowej do podłączania przyczep kempingowych sikorki bogatki założyły gniazdo.

Nadal zimno i silny wiatr. Trochę czytam, najchętniej w śpiworze. Wymieniam wkłady do lodówki i rozmawiam z Aną, kierowniczką tego kempingu. Wie chyba wszystko o tych górach. W masywie Triglava jest jeszcze dużo śniegu i oba schroniska w pobliżu szczytu są zamknięte.

1.VI. Wtorek.

Spało się prawie do ósmej, ale ranek wstał pogodny. Na niebie nieliczne chmurki.

Przygotowani jak zwykle wychodzimy o 10-tej na szlak na Babę (Frauenkogel). Odkrytą wczoraj ścieżką za kempingiem dochodzimy do szlaku(białe kółko na czerwonym) będącego fragmentem słoweńskiego szlaku alpejskiego. Szlak idzie najpierw drogą gruntową, koło małej elektrowni wodnej, dalej lasem przez barwne, alpejskie polany, ciągle w górę. Mijamy pojedyncze chałupy, przystosowane na dacze jak i rozwalone szałasy. Koło jednego z nich, na używanym jeszcze pastwisku, robimy krótki postój.

Potem coraz wyżej, koło stromych wapiennych skał(Bela pecz), przez wapienne piargi i znowu do drogi gruntowej, która tu niedaleko się kończy.

Las się kończy i wychodzę na rozległą halę szczytową. W dolnej części jest budynek schroniska(Dovska rozca), nowy, ale jeszcze nieczynny. Stromo w górę po trawiastym stoku i jestem na Babie (1891 m). Chłodny wiatr, zakładam kurtkę i robię zdjęcia. Rozległe widoki na dolinę Savy i masyw Triglava na południe i na Villach, Worthersee i wlot do tunelu Karawanki na północ. Na zachód wznosi się wyższa Kepa. Wejście zajęło mi godzinę. Kończę zdjęcia i schodzę.

Gdy Jadzia czekała na rozwidleniu, minęła ją liczna(12)grupa Japończyków. Ale poszli na Babę inną trasą, chcąc znaleźć łagodniejsze wejście. Ja ich nie spotkałem.

Schodzimy tym samym szlakiem

2.VI. Środa.

Choć noc była gwiaździsta, to ranek całkowicie pochmurny. Ale nie ma wiatru. Bierzemy prowiant, samochód i jedziemy do Mojstrany.

Pierwszy przystanek to Kreda See. Zatrzymujemy się przy mostku, gdzie powinny być znaki - ale ich nie ma. Wybieramy pierwszą ścieżkę w prawo w górę. Idziemy coraz wyżej, przez jakieś piargi i ścieżka robi się coraz cieńsza. Gdy przez pół godziny nie znajdujemy żadnego jeziorka, wracamy i próbujemy jeszcze raz w dół potoku. Po 200m znajdujemy znaki szlaku nr 15, który doprowadza nas do jeziorka. Jest to nieduże, leśne jeziorko w kształcie półksiężyca, może ze 100 m długości. Wracamy do samochodu, bo zaczyna już kropić.

Następny przystanek przy wodospadzie Pericnik. Woda spada z wysokości 50 m. Obok jest stromy szlak prowadzący do górnego wodospadu. Górny jest nieco niższy. Mgiełka z rozpryskującej się wody i mżawka ograniczają widoczność. A z górnego progu widać przepaść w dół, dokąd spada woda.

Kolejny przystanek będzie przy końcu doliny Wrata. Ale najpierw jest stromy podjazd (25%). Niechcący mocno zagazowałem, że można było poczuć swąd opon. Po pokonaniu podjazdu dalsza droga już była normalna – odcinki asfaltu przedzielone żwirówką. Jechaliśmy bardzo wolno, gdyż drogę blokowało stado owiec idących w tą samą stronę. Zmęczone owieczki baca brał za kark i umieszczał na przyczepce, którą ciągnął za autem.

Droga kończy się parkingiem a dalej jest zakaz wjazdu do schronisk w dolinie. Najpierw jest Slajmeriev dom, a później - Aljażev dom. Idziemy dalej prawie do końca doliny. Na pobliskich zboczach jest jeszcze śnieg. Mijamy pomnik partyzantów i po pewnym czasie zawracamy. Na Triglav się nie wybieramy, pogoda jest marna. Wyższe partie Triglava w chmurach.

W powrotnej drodze zatrzymujemy się jeszcze przy supersamie “Mercator” w Mojstranie.

3.VI. Czwartek

Lało całą noc, ale nad ranem przestało. Teraz o 10-tej jest jeszcze pochmurno, ale już wyziera słońca. Dziś planujemy wycieczkę samochodową do Ratece i na Planicę, bo na szlakach górskich są kiepskie warunki.

Zatrzymujemy się na parkingu przy skoczni i parkingowy do nas: - Dober dan, Malysz, Malysz, parking 2 euro .

Na skoczni są jakieś prace konserwacyjne, ale na własną odpowiedzialność można wszędzie łazić. Schodkami wchodzimy aż do najwyższej wieży, w której zbierają się skoczkowie w oczekiwaniu na skok. Z tego miejsca jest 200 metrów w dół i nie widać tego miejsca, w którym się ląduje. Wokół wysokie szczyty i pod nami rozległa dolina - ale skoczkowie chyba nie mają czasu, żeby to oglądać. Wracamy tą samą drogą, gdyż inne ścieżki są zniszczone.

Po kawie robimy jeszcze rundę po dolince, prawie aż do jej końca, gdzie jest Tamar i schronisko Planinsky dom. Zaczyna siąpić i wracamy.

W powrotnej drodze biorę benzynę w Kranskiej Gorze (1,19 euro/l), a potem robimy spacer po kurorcie. Jest tu kolejka na Vitranc, ale czynna tylko piątek-niedziela. Bilet tam i z powrotem 8 euro.

4.VI. Piątek.

Dziś wyjazd do Bled i Bohinj. Jedziemy autostradą do zjazdu Lesce. Z autostrady piękna panorama na Karawanki (z lewej) i na masyw Triglava(z prawej). Przez Bled na razie przejeżdżamy z zamiarem zatrzymania się w powrotnej drodze, choć z szosy też widać jezioro Bled z kościółkiem na wyspie i zamek na stromej skale. Do Bohinj jeszcze kawałek krętej drogi – 26 km.

Najpierw zatrzymujemy się w Ribcev Laz na wschodnim brzegu jeziora, przy rzeźbie jelonka na kamieniu. Zdjęcie i jedziemy dalej , mijamy Ukanc i tak dojeżdżamy do końca szosy, do parkingu przy wodospadzie Savica. Kręcimy się trochę po okolicy. Postanawiamy wrócić do Ukanc i obejść całe jezioro.

Samochód zostawiamy na kempingu Złatarog i wyruszamy szlakiem na północną stronę jeziora. Kemping wygląda też przyzwoicie. Samochodem można wszędzie wjeżdżać na parcele, gdzie można stawiać namioty. Żadnych zakazów nie widać. Recepcja czynna 8-10 i po południu 18-21.

Robimy rundę dookoła jeziora (12 km). Północna część trasy jest typu górskiego – nierówna i kamienista. Jezioro spokojne, nieliczne lodzie z turystami i jeden stateczek wycieczkowy. Część południowa szlaku biegnie ścieżką , równoległą do szosy. Idzie się cały czas bardzo dobrze. Widoki na wysokie szczyty i kościółek w Ribcev Laz.

W powrotnej drodze jednak nie zatrzymujemy się w Bled. Miasto jest zatłoczone, na parkingach przy szosie wszystkie miejsca zajęte, a do centrum miasta nie chce się nam wjeżdżać. Koło 17-tej jesteśmy już w Kamnje. Cały dzień wytrzymała piękna, prawie bezchmurna pogoda.

5.VI. Sobota.

Ranek piękny. Dziś Jadzia leniuchuje na kempingu, a ja wybieram się na Vrtasko sleme. Próbowałem namówić na wycieczkę Niemców z sąsiedniego namiotu, ale uznali trasę za trudną. Wychodzę tuż po 10-tej. Najpierw Mojstrana (pół godziny), potem szlak stromo pod górę na Grancisce(844m). Jest to punkt widokowy na urwistej ścianie nad Mojstraną. Widać stąd Dovje, kemping i wyższe partie gór.

Schodzę na szlak inną ścieżką i teraz jeszcze bardziej stromo. Po drodze mijam 3 osoby schodzące z gór, z bacówki na Vrtaskiej planinie. Spotykam jeszcze 3 drwali z piłą i jestem przy bacówce. Szlak jest coraz gorzej oznakowany. Umówiłem się z Jadzią, że jej wyślę SMSa po 12-tej. Niestety, brak zasięgu. Idę w górę halą bez znaków i osiągam grzbiet koło “Pri stari koci”(1614). Tu zasięg jest. Jest też widok na drugą stronę stromego grzbietu – Gozd Martjulek jak na dłoni.

Nie schodzę już na dół do szlaku, ale krowimi ścieżkami wśród kosodrzewiny docieram na Vrtaski Vrh (1898m). Jest już 14-ta. Na północnych zboczach leży jeszcze trochę śniegu, ale tu też już jest wiosna- kwitną białe krokusy. Spędzam to około 0,5 godziny, robię zdjęcia, napawam się widokiem na Triglav, na Karawanki i Kepę, na dalekie, ośnieżone szczyty Alp włoskich i austriackich, po czym schodzę na przełęcz przed Vrtaskim sleme. Na kolejny szczyt już nie wchodzę – i jest późno i dużo śniegu leży na przełęczach.

Wracam znakowanym szlakiem. Jest poprzegradzany przewróconymi świerkami lub innymi drzewami w sumie gorszy, niż mój skrót przez kosodrzewinę. Ale teraz tylko w dół. Nie spotykam już nikogo. W Mojstranie jestem 1730, a na kempnigu o 18-tej.

6.VI. Niedziela.

Dziś dzień relaksu tzn. nie planujemy dłuższych, pieszych wycieczek. Dzień pogodny, nieliczne białe chmurki, bardzo ciepło. Najpierw jedziemy do doliny Zgornja Radovna przez przełęcz 844m(Kosmacev pereval). Samochód zostawiamy na parkingu przy restauracji “Pri Prsnaku” i udajemy się żwirową drogą w kierunku Bled(asfalt tu się skończył). Robimy rundkę dookoła doliny(jakieś 6 km) – piękne, kwitnące łąki i wokół górskie szczyty.

Po drodze napotykamy muzeum “pocarjeva domaca” – taka zagroda – skansen. Dużo sprzętów codziennego użytku – oryginalny wystrój wnętrza. Wstęp 2 euro. Z ciekawością oglądamy te stare meble, kołyskę, narty , kuchnię, palenisko, narty itp.

Następnie przechodzimy koło rezerwatu “Grebieniaste trawniki”. To taka dzika łączka, bardzo kolorowa, o ciekawym pochodzeniu geologicznym(wapienne dołki wypełniały się przez tysiące lat osadami i teraz to prawie równa powierzchnia). Zrobiłem dużo zdjęć kwiatów.

Przejeżdżamy do Kranjskiej Gory, a konkretnie nad jeziorko Jasna. Zatrzymujemy się na jednym z ostatnich wolnych miejsc na parkingu i obchodzimy teren jeziorek. Jest koło 15-tej – bardzo gorąco, bezchmurne niebo. Sporo turystów z dziećmi, które chlapią się w jeziorkach i pobliskim potoku.

Wracamy na kemping. Opłacam pobyt – 102 euro i jako suwenir dostaję od Any słoiczek dżemu porzeczkowego domowej roboty.

7.VI. Poniedziałek.

Pogoda nadal piękna. Około wpół do 10-tej mamy złożony namiot i wyruszamy. Jedziemy autostradą koło Lublany(najpierw A2, potem A1) i o 11-tej jesteśmy już w Cerknicy. 2 km za Cerknicą jest już to sławne, o największej powierzchni, jezioro w Słowenii, które latem prawie całkowicie zanika. Jest to teren krasowy. Teraz jest rozległe – trzeba chyba całego dnia, żeby je obejść. Jest płytkie, w wielu miejscach trawy i kępy kwitnących na żółto kosaćców.

Przejeżdżamy groblą na drugi brzeg i zatrzymujemy się koło jakiegoś ośrodka dydaktycznego. Przed chwilą minął nas wielki, drabiniasty wóz z dziećmi. A teraz z daleka słychać jakiś wykład czy pogadankę. Po chwili do 2 autokarów schodzą się dzieci z jakimiś cenzurkami czy folderami w ręku. To miejsce wykładowe jest na czymś w rodzaju wysepki. Duża wiata, ławki, a w pobliżu stare, zabytkowe ule i pasieka.

Po krótkim odpoczynku wracamy na autostradę A1 i 10 minut po pierwszej jesteśmy na parkingu przy Skocjanskich Jaskiniach. Kupujemy bilety seniora(10 euro/os) i czekamy do 14-tej, aż zbierze się kolejna grupa. Zwiedzanie odbywa się tylko z przewodnikiem.

W międzyczasie idziemy na punkt widokowy. Widać stąd miejscowość Skocjan, kościółek i głęboka jamę, na dnie której jest wodospad. To podziemna rzeka Reka i tamtędy będziemy przechodzić z przewodnikiem. Wracamy do kas i czekamy.

Gdy było nas około 12-tu przychodzi przewodniczka i zabiera nas na trasę. Idziemy z pół kilometra, zanim dotrzemy do wejścia, zamkniętego na klucz. Potem wykutym w skale chodnikiem dochodzimy do ciągu grot. Jest Wielka Grota, Szemrząca grota itd. aż do ścieżki nad urwistym brzegiem Reki. Tu płynie ona podziemnym wąwozem na długości ponad kilometr. Choć zdjęć robić nie wolno, to próbuję. Okaże się, że w większości będą poruszone.

Wrażenie duże – stalaktyty i stalagmity, ale też zawieszone nad urwiskiem mostki, wodospady, mgiełka, szum. Wychodzimy i grupka się dzieli. Część idzie do windy z przewodniczką, a my – ścieżką w lewo i po pół godzinie wychodzimy przy kasach. Przeszliśmy przez te mostki i wodospady, które widzieliśmy z punktu widokowego. Cała trasa zajęła nam ponad 1,5 godziny.

Znowu na autostradę i dojeżdżamy do Isoli. Kemping Jadranka jest zaraz za zjazdem do miasta z drogi nr 111. Jest nędzny – mało miejsca na namioty, głównie całoroczne przyczepy, 1 prysznic i tylko zimna woda(ciepła 1 euro). Co prawda tanio – 13 euro za noc, ale chyba tu długo nie będziemy.

8.VI. Wtorek.

Spało się średnio, gdyż koło nas, tuż za płotem, było skrzyżowanie ze światłami. A obok (1m) rozbiła namiot grupka 5-ciu motocyklistów. Nie byli zbyt głośni, ale piwo popijali dość długo. Z drugiej strony stała furgonetka Francuzek, ale te wcześnie poszły spać i rano szybko stąd wybyły.

Po 10-tej wyszliśmy do miasta kierując się na nadmorski bulwar, obejrzeliśmy miejską plażę, potem zatłoczony jachtami port, zdjęcia, pieniądze z bankomatu, zakupy i na koniec biuro informacji. Uprzejma dziewczyna z info zaopatrzyła nas w mapy i foldery okolic. Dowiedzieliśmy się że drugi tutejszy kemping Belvedere, 3 km od centrum, jest znacznie lepszy.

Po powrocie na kemping zdecydowaliśmy się zwinąć namiot, sprawdzić Belvedere i jak się nie spodoba wrócić do Skocjanu. Ale się spodobał. Dużo cienia, nieliczne namioty i wohnwageny, dużo przestrzeni. Belvedere leży na wysokim, stromym brzegu zatoki, na południe od Isoli, w kierunku Piran, przy hotelu o tej samej nazwie. Ładny widok na Isolę, zatokę i daleki brzeg włoski z Triestem. Decydujemy się tu zostać parę dni.

9.VI. Środa.

Po 10-tej wyruszamy transsłoweńskim szlakiem E6 na punkt widokowy Ronek(116m) , z którego widać , że jesteśmy na półwyspie i z 3 stron jest morze. Na horyzoncie widać brzeg włoski, liczne żaglówki i nieliczne statki handlowe. Ścieżka idzie stromym klifem, gdzie jest rezerwat przyrody.

Szlak kończy się w Strunjan. Potem idziemy koło hotelu, ładnym deptakiem, wzdłuż tutejszej plaży. To chyba ulubione miejsce do kąpieli i nawet teraz przed sezonem jest dużo wczasowiczów. Strunjan jest bardzo ładnym, wypoczynkowym miejscem, hotele, restauracje, kawiarnie, ławki, wygodne zejścia do wody, platformy do opalania się na wodzie, prysznice. Dalej idziemy groblą przez błotny rezerwat Stjuża, gdzie mają być jakieś rzadkie raczki. W tych prostokątnych zbiornikach oddzielonych groblą od morza nie widać żadnego życia. Okrążamy ten rezerwat i asfaltową dróżką kierujemy się w górę ku kempingowi.

O 16-tej jesteśmy już w domu. Potem schodzimy jeszcze ścieżką w dół stromym klifem aż na kamienistą plażę, która ma w tym miejscu szerokość kilku lub kilkunastu metrów, ale ciągnie się aż do Isoli. W zatoce cumuje kilkanaście żaglówek i motorówek. Nieliczni plażowicze na karimatach. Woda bardzo ciepła, prawie jej się nie czuje. Dno morza też pokryte okrągłymi kamieniami i łagodnie się obniża.

10.VI. Czwartek.

Niebo zasnute cienkimi, warstwowymi chmurami, ale ciepło. Po 10-tej wyruszamy samochodem w kierunku Piran i Lucia do rezerwatu Secovelijske Soline. Jest to obszar, gdzie od wielu lat wydobywano sól przez odparowanie morskiej wody. Żyje to podobno jakiś raczek(Artemia parthenogenetica), centymetrowej długości, który jest pod ochroną. Wstęp 3 euro, parking przy kasie.

Po rezerwacie, obejmującym dziesiątki prostokątnych, płytkich zbiorników, chodzi się tylko wyznaczonymi trasami. Fauna i flora dość ubogie. Z ptaków głównie czaple i mewy. Proces produkcji soli oglądamy w audiowizualnej sali muzeum.

Po zwiedzeniu rezerwatu przejeżdżamy 1km wąską asfaltową uliczką do prywatnej kolekcji kaktusów(Vrt kaktusov – 1euro). Przez około pół godziny oglądamy i fotografujemy wiele kwitnących kaktusów. W cieniu rozłożystej akacji robimy przerwę na kawę.

Potem jeszcze kawałek przejazdu do wsi Dragonia, gdzie znowu zaczynają się ogrody i winnice. Przy jednej z nich stoją 2 autokary. To turyści przyjechali na obiad i degustację win. Zaparkowaliśmy w cieniu, za niemieckim samochodem. Za chwilę przyjeżdżają na rowerach, spoceni i spragnieni. Mówią, że ścieżki rowerowe są bardzo ładne, ale jest mało cienia. My też wchodzimy w winnice na kilkaset metrów i wracamy do samochodu. Upał.

11.VI. Piątek.

Koło 9-tej wyruszamy autostradą do Crni Kal i stąd szosą w kierunku Chorwacji do przejścia Socerga. Zatrzymujemy się na niewielkim parkingu w Socerga, przy drodze na Tuljaki. Kierujemy się wąską, ale asfaltową drogą do kapliczki św. Kvirika. Tu droga się kończy i jest mały parking. Przy zamkniętej kapliczce jest też cmentarz, na nim groby partyzantów.

Dalej idziemy słabo widoczną, ale oznakowaną ścieżką. Szlak idzie bardzo widokowym grzbietem, przez dzikie, kolorowe łąki. Mimo bezchmurnego nieba nie czuje się upału, bo powiewa lekki zefirek. Tylko gdy przechodzimy przez jakiś zagajnik to robi się gorąco, bo nie ma przewiewu. Widać, że okolica nie jest wykorzystywana gospodarczo. Mijamy przekaźnik telekomunikacyjny i dochodzimy do “bunkra”. Jest to rodzaj niewielkiej pieczary, ale z otworami jak strzelnice w bunkrze, które umożliwiały obserwacji całej doliny.

Szlak cały czas jest bardzo widokowy, trochę zaczyna iść w dół. Nadal upalnie, ale wietrzyk na grzbiecie niweluje uczucie gorąca. Po 1,5 godziny od wyjścia z parkingu ścieżka wchodzi na teren skalisty. Na urwisku deseczka, spełniająca rolę ławki i metalowa skrzynka z brulionem, gdzie można się wpisać(data, kraj, nazwisko, skąd i dokąd się idzie). Wpisujemy się. Podobny pamiętnik był też w “bunkrze”.

Schodzimy z urwiska stromo w dół. Najpierw są liny, potem drabinka (9 szczebelków), potem jeszcze 2 odcinki lin i jesteśmy na dole. Jest to “Naravni most” – pomnik przyrody. Taka pół-jaskinia – ściana nachylona nad ścieżką jak połowa łuku.

Tu robimy odpoczynek, kawa, ostatnie zbożowe ciasteczka. Do ścian nie powinno się zbliżać, bo są tu jakieś ptaki pod ochroną(na tabliczce jest ostrzeżeni i nazwa obiektu- Naravni Vrednota”). Wracamy tą samą trasą.

12.VI. Sobota.

Jadzia woli zostać na kempingu, a ja biorę plecak, wodę, jabłka, coś słodkiego do uzupełnienia energii i wyruszam szlakiem E6 w kierunku Jagodnego. Dużo rowerzystów – bo to jest również szlak rowerowy. Gdy dochodzę do jakiejś gospody, widzę Strunjan o rzut kamieniem. Wybieram jakąś polną drogę, licząc, że przejdę strumyk i po drugiej stronie będzie jej ciąg dalszy. Niestety, okrążam winnicę i wracam do punktu wyjścia. Próbuję nowej drogi wzdłuż strumyka. Tym razem się udaje. Niedługo dochodzę do wyasfaltowanej ścieżki rowerowej. Znów dużo rowerzystów i nieliczni piesi.

Krajobraz zielony, winnice, sady brzoskwiniowe, morelowe, nawet pola ziemniaków i owsa. Widać stąd cyprysy wokół Belvedere. Od ronda Strunjan idę ścieżką rowerową w kierunku Portoroż. Po chwili wchodzę do długiego (550m) i wąskiego tunelu dla pieszych i rowerzystów. Wychodząc z tunelu skręcam w prawo na Piran.

Z ulicy widać panoramę Portoroż i zatoki – liczne hotele i daleko zatoka Piranska z rezerwatem Secovelijske Soline. Dochodzę do ronda Biały Krzyż(restauracja i Mercator) i idę do Piran. Wchodzę na mury obronne (z dawnych czasów został tylko jeden bok), robię zdjęcia i kręcę panoramę – morze, żaglówki, czerwone dachy i zielone wzgórza.

Stąd już do Strunjan idę wzdłuż brzegu. Najpierw w dół do Fieso, gdzie jest zatłoczony kemping, potem – od jeziorek w górę drogą brukowaną kostką granitową na Pacug. Schodzę nad urwisty brzeg. Fale prawie rozbijają się o ścianę skał, utrudniając przejście. Ale udaje się i już jestem na zatłoczonej plaży w Strunjan. Zastanawiam się, jak tu jest w sezonie?

W Strunjan znowu przechodzę przez błotny rezerwat, ale tym razem dostrzegam w wodzie jakieś raczki i robię zdjęcia. Może to te, dla których zrobiono tu rezerwat.

Od hotelu Svoboda idę już znanym szlakiem E6 wprost do kempingu. Czas 4,5 godziny.

Po kawie jeszcze spacer w dół klifu i ostatnie pływanie w Adriatyku. Zatoka tym razem aż się roi od żaglówek. Na brzegu też dużo ludzi. Zaczyna się sezon.


 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;