Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Tour de Europa 2010

Tour de Europa 2010

Kiedy wróciłem z wakacji 2009r moje myśli były już na wakacjach 2010r.Plany
były różne... Norwegia,Portugalia. Przez dłuższy czas szukałem kogoś chętnego na
wyprawę, niestety ciężko jest znaleźć kogoś takiego... z podobnym charakterem.
W końcu któregoś dnia- jest plan: jadę do Paryża przez Niemcy, Holandię,
Belgię. Powrót przez Szwajcarię, Austrię, Czechy.
Nadeszły wakacje czas ruszać...

Jadę pociągiem do Świnoujścia, spotykam się ze znajomymi, u których
nocuję i pierwsze przemeblowanie w bagażach- zostawiam część bagażu,
który- mam taką nadzieję, nie będzie mi potrzebny. Podobnie zrobiłem
w Holandii i jeszcze raz uszczupliłem swój "dobytek" w Paryżu- w Holandii na campingu
zostawiłem "kalimaty", których nie używałem a w Paryżu jedną sakwę,
ponieważ zrobiło mi się więcej miejsca po wyczerpaniu zapasów żywnościowych
(niezastąpionych chińskich zupek z Radomia).
Pierwszą noc... przenocowałem na dziko, kiedy położyłem się spać, zaraz pojawiła się
jakaś dzika zwierzyna nie miałem jednak tak wielkiej śmiałości i odwagi - zobaczyć, co to za zwierzątko.

Jadąc dalej - przez Niemcy i inne państwa spałem na
campingach i dwa razy na kwaterze prywatnej. I tak dotarłem do Holandii bajka dla rowerzystów... nie ma drogi bez ścieżki rowerowej i płasko, trzeba jechać samemu żeby to
zobaczyć.


W Amsterdamie- parkingi piętrowe dla rowerów i wszędzie rowerzyści...
nie da się tego opisać i wcale rowerzysta nie jest "świętą krową" na drodze, trzeba
uważać. Następne państwo na mojej drodze to Belgia- według mnie nie warto
tam wjeżdżać- ale skoro już tu jestem, może jednak warto...
Ciekawość zwyciężyła...wjechałem do Belgi i zobaczyłem Brukselę.

Przyszedł czas na Francję gdzie praktycznie
nie ma ścieżek rowerowych wzdłuż dróg, ale przepiękne szlaki rowerowe
tyle, że należałoby mieć mapki no i... Paryż!!!.

W Paryżu trafiłem akurat na święto
narodowe dzięki temu siostrzeniec- tam zamieszkały- z dziewczyną poświęcili mi cały dzień
na zwiedzanie Paryża, za co im serdeczne dziękuję. Mam też wyjątkową okazję, żeby
odwiedzić siostrzenicę- również w Paryżu- więc była okazja zobaczyć się z rodzinką...
zwiedzanie i pokaz sztucznych ogni trwał do drugiej w nocy.Rano trzeba
było zebrać siebie i cały "dobytek" i w dalszą drogę...na szczęście pogoda dopisywała.
I tak powoli dotarłem do Lozanny w Szwajcarii... piękny kraj, warto zobaczyć,ale jak na
moje warunki finansowe-drogi.Jak w życiu- coś za coś.

Kieruję się w stronę Alp- w pierwszy dzień- w zasadzie pod koniec dnia- przyszło
zmierzyć mi się już z małymi podjazdami... ale to, co mnie czekało przez
następne dwa dni- to już horror. Następnego dnia- po przejechaniu 30 km-
czeka mnie podjazd na Furkapass 2473 mnpm, na 2100 muszę złapać powietrza...
czuję jak serce coraz bardziej jest obciążone... dałem mu chwilkę i jazda!!!
Upał... ale przełęcz jest zaliczony. Chwilka oddechu, fotka -potwierdzenie mojej tam
obecności- i jazda w dół...

jeszcze nie ochłonąłem zjeżdżając, a już widzę z daleka, co mnie czeka...
następna przełęcz Oberalpass -2050 mnpm i też wyjechałem... fotka... i w dół, żeby odpocząć na
campingu.


Ale to, co przeżywałem następnego dnia to już inna historia- nie
dość, że pod górę to jeszcze wiatr w czoło 40 km/h, 49 km w 8 godz. ale

jak się bawić to się bawić i tą przełęcz zaliczyłem 2284 mnpm. Jazda w
dół pobiłem swój rekord zjazdu 88, 4 km/h.Wjazd do Austrii i już praktycznie cały czas ścieżką
rowerową wzdłuż rzeki Inn. Wyjeżdżając z Innsbrucka leje i widzę jak po
niebie przechodzi front deszczowy, który cały czas gonię a uciekam przed
innym frontem deszczowym, który mnie gonił przez 100 km- aż w końcu mnie
dopadł i jechałem 50 km w deszczu tak około 80 l na m2-z przyrodą się nie wygrywa.
Tym razem nocleg na kwaterze- jakaś TV -oglądam prognozę pogody mało ciekawe wieści...
ma być deszczowo..
Koszt kwatery ze śniadankiem 30 euro- nie za dużo jak wrócę myślami
do poprzedniej nocy w Innsbrucku na polu namiotowym -też 30 euro -to
myślę, że przesada za camping. Rano wyjątkowo deszczowo, ale trzeba jechać, jadąc
zastanawiam się, co robić... w sumie zostało mi jakieś 400-500 km -okolica
przepiękna, choć mało co widać poprzez strugi deszczu... i trzeba wybrać-
jazda dalej na rowerze czy zakończyć wyprawę i w pociąg.
Dojeżdżając do miejscowości Muhldorf
po 7 godz. jazdy w deszczu i perspektywa, że następne dni będą podobne- w deszczu
wsiadam do pociąg i po 20 godz. jestem w domu...
Podsumowując... chciałem dojechać do Paryża- dojechałem. Nie byłem nigdy w Holandii,
w Belgii więc byłem, na pewno nie spodziewałem się, że przejadę trzy przełęcze-
przejechałem!!! Wyprawa trwała 22 dni w tym 21 dni na rowerze -3054 km,
19 dni słonecznej pogody... czy mogło mnie jeszcze coś piękniejszego spotkać...?
pewnie tak, ale jak na tę wyprawę wystarczy -nawet te dwa dni, które jechałem w
deszczu nie przyćmi tego, co przeżyłem. Spotkałem wielu życzliwych ludzi-
z Polski i innych krajów. I tak jak w poprzednim roku... mam już plany na
następny rok... Hmmm... myślę, że to będzie kolejna przygoda, jaką można przeżyć
jeżdżąc na rowerku.

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;