Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Motocyklem Romet dookoła Polski
Autor: mrzysty   
Sunday, 21 November 2010
Motocyklowa podróż dookoła Polski 2010( www.mrzysty.pl )

 Już siedząc w ciepłym domku planowałem wiosenne podróże, przez głowę przelatywały dziesiątki tras w Polsce i Europie, którą wybrać, gdzie jechać?
Jak długo można odkładać marzenia? Oczywiście są priorytety, dom, rodzina, praca, ale czy nie zasługujemy na chwile tylko i wyłącznie dla siebie, czy możemy pojechać w nieznane, zaryzykować i ruszyć dupę przed siebie. Możemy ta wyprawa nie niesie ze sobą wiele ryzyka, ot tak po prostu objazdówka wzdłuż granic Polski, jednak nie patrzmy na to w ten sposób, dla jednych 100 km od domu to daleko, dla innych objechanie globu to łatwizna.
Plany były może ambitniejsze, miała być Grecja i Santorini, ale wyszło tak, że postanowiłem po namowach ciężarnej żony pozostać w kraju. Wiadomo ciąża nie choroba, jednak dobrze jest być w miarę blisko ukochanej osoby tym bardziej, że do porodu zostało juz nie wiele czasu.
Podróż taką zaliczyło juz setki a może nawet tysiące motocyklistów, cyklistów czy tez pieszych, nie chcę powielać ich trasy, niczego nie planuję, jadę na żywioł, śpię gdzie mnie dopadnie zmęczenie, zwiedzam to, na co mam ochotę, są jednak cztery miejsca gdzie muszę się znaleźć, są to krańcowe punkty naszego kraju:
-na północy Przylądek Rozewie 54"50
-na zachodzie kolano Odry w okolicach Cedyni 14"07
-na południu szczyt Opłonek w Bieszczadach 49”00
-na wschodzie kolano Bugu obok Horodła 24"08 we wsi Zosin
lub dotarcie jak najbliżej tych miejsc.
Samotność- z natury jestem samotnikiem, można powiedzieć nawet antyspołeczny, więc samotność nigdy nie będzie moim wrogiem. Jadąc nie jestem jednak nigdy sam, mam kontakt z rodziną, a na trasie spotykam zawsze miłych chętnych do pomocy ludzi, i tu zawsze sprawdza się zasada im biedniej tym bezpieczniej, tym na większą pomoc możesz liczyć. W dużym mieście jesteś nikim, w małej wiosce możesz stać się atrakcją i ludzie będą bezinteresownie Ci pomagać. Wierzycie czy nie czuwa nade mną duch-podróżnik jest obok i w najtrudniejszych sytuacjach pomaga, w żaden sposób nie wiąże się to z wiara to raczej siła umysłu i podświadomość, że musi się udać a może to po prostu zwykły zwierzęcy instynkt, chęć przetrwania, kto to wie...
Fotografowanie- to kolejna moja pasja, chociaż nigdy nie posiadłem specjalnych umiejętności w tej dziedzinie to staram się żeby zdjęcia były ciekawe, oryginalne może nawet część z nich w mirę artystyczne, ważne jednak, aby pokazać to, na czym właśnie nam zależy. Obecnie używam Olympusa sp-550 cyfrówki z 18x zoom optycznym, fajnego sprzętu z nie licznymi wadami jednak jego potencjał pomału zostaje przeze mnie wykorzystany i w przyszłości przydałby się jakiś bardziej rozbudowany model, lub lustrzanka cyfrowa.
Chwile uchwycone w fotografii, dym, popiół i kurz, zamknięte wspomnienia, ludzie, rzeczy - w momencie naciśnięcia migawki chwila staje się historią-, dlatego uwielbiam fotografię
Każdy ma swój Everest w tym roku wyprawa dookoła Polski wzdłuż jej granic jest moim Everestem.
Inspiracja- przeczytałem kilka relacji, również pieszych wędrówek, ale zeszłoroczna podróż kolegi Luca na chińskim motocyklu, pokazała mi,że można. Nie potrzeba super sprzętów i góry pieniędzy wystarczy chcieć...
Dzień 1
Na liczniku 8811 km wyruszam z Piastowa z samego rana, silniczek żwawo przyspiesza i już jestem na trasie, a kolejne kilometry sprawnie nawijam na nie zdzieralne opony Rometa. Już pod Płońskiem natrafiam na pierwsze rzeki, które wystąpiły z koryt i rozlały się po łąkach i polach niszcząc wielohektarowe uprawy. Siła przyrody jest olbrzymia, widać jak jesteśmy malutcy w jej obliczu.
Za Mławą zatrzymałem się przy bunkrach leżących na turystycznym Szlaku Walk Wrześniowych rozpoczynającym się w samym centrum miasta i biegnie wzdłuż linii obronnej Mławy z czasów II wojny światowej. Kilka kilometrów dalej obok kolejnego okazałego bunkra stoi czołg i transportowiec opancerzony Skot, obydwa otwarte, więc można do nich wejść i przymierzyć się za sterami.
Przejeżdżam 12 kilometrów od pól bitewnych pod Grunwaldem, nie zajeżdżam jednak, cel jest inny, a to miejsce odwiedzę innym razem. W okolicach Elbląga we wsi Raczki Elbląskie na Żuławach natrafiam na najniższy punkt w Polsce: 1,8 metra poniżej poziomu morza, ale jak to zawsze bywa i to jest punktem spornym okazuję się, że niedaleko we wsi Wikrów jest miejsce jeszcze niżej położone jednak powstało przy pomocy rąk ludzkich gdzie przed II wojna światową Niemcy wybierali torf i poziom gruntu tak się obniżył.
We wsi Suchacz jak informują mnie transparenty na ulicach ,,najatrakcyjniejsza turystycznie miejscowość w powiecie Elbląskim” docieram do Zalewu Wiślanego jednak temperatura poniżej 20 stopni Celciusza nie skłania mnie w kierunku kąpieli. Dojeżdżając tu podłączyłem się pod grupę 12 motocyklistów z Niemiec jadących na zlot ,,Kardan” z bazą właśnie nad zalewem. We Fromborku gdzie po powrocie ze studiów we Włoszech osiedlił się Mikołaj Kopernik, zauważam Jego obecność na każdym kroku, w końcu to tutaj powstało największe dzieło mistrza, więc miasto jest z tego dumne. Już po ciemku znajduję nocleg, 20 metrów od drogi po której jutro rano będzie ścigała się cała Europejska czołówka rajdowców w ramach Rajdu Polski jednej z eliminacji Samochodowych Mistrzostw Europy.
Przejechałem tego dnia 697 km przez trzy Województwa ( mazowieckie, warmińsko-mazurskie i pomorskie) jadąc w pobliżu Parku Krajobrazowego Wzniesienie Elbląskie, Puszczy Boreckiej i Mazurskiego parku Krajobrazowego.
Dzień 2
Z moim niezawodnym Olympusem  ustawiamy się tuż za hopką czyli miejscem gdzie jest szansa na dalekie skoki rajdówek, oczywiście zawsze w takich momentach należy pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa bo samochody jadące po szutrze z prędkościami przekraczającymi 200 km/h bywają nie obliczalne. Na rajdy jeździłem już dziesiątki razy jednak zdjęcia, które udało mi się zrobić są fantastyczne, gdy Kajetan Kajetanowicz czy Leszek Kuzaj skaczą prawie metr do góry wzbijając przy tym tumany kurzu.
Wieczorem dojeżdżam do wsi Zosin miejsca Polski najbardziej wysuniętego na wschód, jednego z czterech celów tej wyprawy. Dojazd tu jednak to istny off-road  droga jest strasznie dziurawa. Istnieją dwa sposoby pokonywania takich przeszkód jazda z prędkościami ok. 5 km/h lub z maksymalnymi, gdy koła po prostu przelatują nad dziurami w drodze pomimo załadowanego motocykla wybieram drugą opcję i jak wariat gnam przed siebie.
Nocleg wypada mi gdzieś w okolicach Tomaszowa Lubelskiego no i jak to często bywa pokonywanie przeszkód po zmroku- niewidoczne koleiny błoto ukryte kamienie i inne niespodzianki tylko czekają na mój błąd. Nie trzeba było długo czekać uślizg kół na koleinie z wodą i leżę, na tyle nieszczęśliwie, że wpadam w błoto wymazując pół spodni i kurtkę w błocie. Przy okazji urywam podeszwę moich glanów, gdy uwalniam się z pod leżącego na mnie motocykla. Podniesienie załadowanego sprzętu to także nie lada wyzwanie po kolejnej próbie jednak się udaję i mogę rozbijać obóz i czyścić ubrania.
Tego dnia poza województwem warmińsko mazurskim zaliczam także podlaskie i lubelskie.
Dzień 3
Jest ciepło jednak nie upał mnie budzi tylko żaby, których są tu chyba miliony i kumkają wniebogłosy. Żaby utrudniały mi zaśniecie a teraz są moim budzikiem, szybko się pakuję i ruszam przed siebie, nie ma czasu do stracenia w końcu dziś zaczynają się góry. Pierwsze ,,dwójkowe” zakręty napotykam już za Przemyślem. Postanowiłem nagrać zjazd po serpentynach i gdy mocowałem aparat wyprzedziły mnie dwa sportowe motocykle, niestety jeden z nich za chwilę położył maszynę na tych trudnych zakrętach, kierowcy na szczęście nic się nie stało Yamaszka jednak była mocno poobdzierana. Prędkości maksymalne na takich drogach wzrastają, jednak średnia maleje znacznie. Sporo tracę na podjazdach i nie jestem w stanie nadrobić tego jadąc z góry..
Na tym odcinku miałem jedyną awarie motocykla, urwała się osłona łańcucha niestety tak, że jej naprawa nie wchodziła już w grę.
W okolicy Cisnej oglądam zwiedzam muzeum kolei wąskotorowej.
Korciło mnie żeby zrobić zdjęcia Rometa stojącego w bystrym nurcie rzeki Solinki, nie spodziewałem się, że pod warstwą kamieni leżących na dnie znajduję się glina. Motocykl zakopał się po łańcuch i sporo się napociłem żeby wygrzebać go powrotem na drogę. Tego dnia zaliczone województwa lubelskie z którego ruszałem do tego etapu, podkarpackie, małopolskie, śląskie i  opolskie.
Dzień 4
Na liczniku przybywa kilometrów, a maszyna nic sobie z tego nie robi pracuje ładnie i równo, mogłaby być jednak troszkę mocniejsza wówczas lepiej radziła by sobie na stromych podjazdach.
Szczyrk i Wisła są pełne życia, mimo, że główny sezon jeszcze się nie rozpoczął, na pewno pięknie jest tu zimą i na pewno atrakcyjnie, a to za sprawą wielu tras narciarskich z wyciągami oraz skoczni Wisła Malinka imienia Adama Małysza.
Kolejnym przystankiem był Cieszyn, który spodobał mi się szczególnie, głównie za sprawą pięknej zabytkowej starówki. To stad pochodzi Kajetan Kajetanowicz zwycięzca Rajdu Polski którego loty w okolicach Mikołajek miałem okazje oglądać pierwszego dnia mojej wyprawy.
Przejechałem około 30 kilometrów po Czeskiej stronie, opuszczając kraj w Głuchołazach a wracając w Paczkowie. Czeskie miejscowości zawsze bardzo mi się podobały, więc nie mogłem odmówić sobie chociażby krótkiej przejażdżki po tym kraju. Jadę i jadę a droga staje się coraz węższa, coraz więcej dziur, asfalt przechodzi w szuter, i gdy Romecik nie daje rady wspinać się już na jedynce postanawiam odpuścić. Okazało się, że wjechałem na szlak prowadzący do turystycznego przejścia granicznego dla pieszych.
No i jest mój ukochany Dolny Śląsk i Kłodzko ze swoją twierdzą i miniaturą znajdującego się w Pradze mostu Karola. Troszkę zwiedzania doskonale znanych już Kłodzkich kątów i pędzę w Góry Stołowe. Zawsze, gdy tu jestem zaglądam do wsi Pasterka, przyjeżdżam tu kilka razy w roku od 14 lat. Właściciele ośrodka ,, Szczelinka” państwo Andrzej i Wala Jeske witają mnie jak zwykle przyjaźnie, wypijam kawę nie zostaje jednak na noc, jest za wcześnie aby myśleć o spaniu.
Jadę na zachód zachodzące słońce mocno opala mi twarz, i dłonie, zaczynam przypominać kosmitę z opalenizną w kształcie wizjera kasku motocyklowego. Szkoda, że Osówka i jej sztolnie są już zamknięte liczyłem na podziemne zwiedzanie wybudowanych przez Niemców kilometrów korytarzy gdzie prowadzone były badania nad bronią nuklearną. Tego dnia przejechałem najmniej kilometrów jednak nie mogłem odmówić sobie wizyty w moich ukochanych miejscach, zaliczone jedynie województwo opolskie i dolnośląskie
Dzień 5
Karpacz to jedno z tych miejsc, gdzie wrócę na pewno. Miasteczko tętniące życiem jakże inne od Zakopanego, widać turystów i wycieczki szkolne, a brak lanserki tak często spotykanej na Krupówkach. Błądząc po drogach w okolicach Karkonoskiego Parku Narodowego natrafiam na cmentarz więźniów niemieckiego obozu w Borowicach. Obóz powstał dla potrzeb budowy ważnej strategicznie drogi Sudeckiej mającej połączyć czeską i polska stronę Karkonoszy. Zginęło tutaj z wycieńczenia, przez choroby lub zamordowanych około 1000 osób. Po drodze spotkałem ośmiu rowerzystów z Niemiec, pytali mnie o to miejsce, pokazałem im drogę i ruszyłem w kierunku Szklarskiej Poręby. Po lewo zostawiam zamek Chojnik wiedze jednak, że to poważniejsza wspinaczka, a w ubraniach motocyklowych i przy tych temperaturach może być wycieńczająca. Karpacz, Szklarska, Swieradów Zdrój to objawienie tej wycieczki. Nigdy planując wakacje nie brałem tego regionu pod uwagę, teraz wiem, że to był wielki błąd.
Jedyne miasto, w jakim się spotkałem, aby kościół nie był najbardziej okazałym budynkiem, największy i najwyższy był budynek Urzędu Miasta w Gryfowi Śląskim. Obowiązkowym punktem każdej wycieczki po Dolnym Śląsku musi być zamek Czocha. Zwiedzanie można połączyć z rejsem statkiem po zalewie trzeba jednak sporo zapłacić gdyż za każdą atrakcje płaci się oddzielnie, tak, więc wydatek ten trzeba uwzględnić w swoim budżecie tym bardziej, gdy jedziecie w grupie lub z rodziną.
Odcinek Zgorzelec ( Gorlitz) przez Rothenburg do Bad Muskau jadę po niemieckiej stronie. Znajduję tu fajne miasteczko zabaw dla dzieci gdzie na kilku hektarach jest wiele atrakcji np. Wioska Trolli, wigwamy różne drewniane budowle o bajkowych kształtach oraz zwierzęta: konie, osły, wielbłąd, pawie.
Szukając już po ciemku noclegu rozbijam obóz jak mi się wtedy wydawało przy dwóch dużych głazach, dopiero gdy cos zaczęło mnie zajadle podjadać zorientowałem się, że tymi głazami były wielkie mrowiska. Na tym etapie jeżdżę po drogach województw dolnośląskiego, lubuskiego i zachodniopomorskiego.
Dzień 6
Nadszedł czas zmiany oleju, na stacji BP kupuję Castrol Power za niecałe 50 pln. I przy stanie licznika 11945 około 3000 km od ostatniej wymiany zalewam świeżutki olej. Jadąc w trasie przy niewielkim obciążeniu silnika można pozwolić sobie na większe przebiegi bez wymiany niż zaleca producent. W ty przypadku, co 2000 km.
Nadgarstek od częstego naciskania klamki sprzęgła trochę boli i gdy jest to tylko możliwe zmieniam po dwa biegi górę, dzięki temu ręka trochę odpoczywa.
Przed wjazdem na wyspę Wolin stoją 32 elektrownie wiatrowe imponujących rozmiarów.
W ty momencie zaczyna przygoda z Bałtykiem. Na szlak jadący wzdłuż wybrzeża wyruszam w Międzyzdrojach. Na ten etap przeznaczyłem sobie 2 dni, chce na spokojnie poleżeć na plaży i wykąpać się w coraz cieplejszym morzu.
Na wylotówce z Kołobrzegu natrafiam na raj dla fanatyków militariów. Dziesiątki czołgów i innych pojazdów wojskowych oraz wyposażenia przeznaczone na sprzedaż, można także przejechać się czołgiem po poligonie za jedyne 60 pln. od osoby, przy czym muszą uzbierać się cztery osoby chętne.
Za ostatnie pieniądze tankuje do pełna z nadzieją, że wystarczy mi na powrót do domu.
Noc spędzam w miejscowości Rowy, prawie dwie godziny spędzam w akompaniamencie morskich fal, wpatrując się w przepięknie obsypane gwiazdami niebo. Mógłbym tak siedzieć do rana, jestem sam na kilometrowej plaży, jedynie w lesie za plecami, co jakiś czas słychać odgłosy polujących zwierząt.
Dzień 7
Około godziny 7 rano jestem gotowy do drogi, wyjmuję kleszcza, który paskudnie wkręcił mi się w przedramię. Jeszcze raz moczę się w Bałtyku i ruszam. Jest gorąco na niebie ani jednej chmurki. Dojeżdżam do Białogóry i usytuowanej na uboczu rezydencji myśliwskiej, gdzie kilka lat temu wśród koni, drobiu, dzików, strusia i lamy spędziłem z dziewczynami fajne wakacje. Jeżeli macie ochotę na galopowanie w siodle po plaży o zachodzie słońca to jest to wymarzone miejsce. Plaża długa i odludna nawet w sezonie, wiec wakacje w siodle lub opalanie się w samotności jest tu możliwe. Kolejne miejscowości to Karwia, Jastrzębia Góra i Rozewie oraz Władysławowo na trasie mojego przejazdu gdzie zatrzymuje się, choć na chwile jeszcze popatrzeć na piękne morze. Rozewie jest jednym z celów tej podróży i przy obelisku wyznaczającym najdalej na północ wysuniętą część Polski, robie sobie pamiątkowe zdjęcie. W tym miejscu wiem, że podróż dobiega końca wszystkie założenia wycieczki zostały zrealizowane a ja szczęśliwy wcale nie najkrótszą droga wracam do domu. Tego dnia byłem na terenie województw: pomorskiego, Warmińsko- mazurskiego, kujawsko-pomorskiego i mazowieckiego.
Podsumowanie
Czas trwania 7 dni ( 4-10.06.2010 )
Paliwo / koszty - 85,00 l / 408 pln
Dystans – 4389 km
Średni dystans – 627 km
Najdłuższy etap – 810 km
Najkrótszy etap – 416 km
Olej – 1.8 L ( wymiana przed wyjazdem i po przebiegu 3000 km)
 Więcej moich wycieczek na www.mrzysty.pl

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;