Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Wietnam 2011
Autor: MyWorld-MyTravel   

Pełna relacja dostępna pod adresem:
http://myworld-mytravel.blogspot.com/search/label/Wietnam%202011

Zagubieni [Sapa, okolice]
Nieco zniecheceni wczorajszym sniadaniem postanawiamy isc do Gerbera Restaurant, gdzie zamawiamy banana pancake z miodem lub czekolada (15.000 VND). Pancake okazuje sie byc zwyklym nalesnikiem z trzema plastrami banana i polewka...

Na centralnym placu pod kosciolem targujemy sie z kierowcami motorow, za jaka cene zawioza nas do Ta Phin. Po 15 minutach ustalamy, ze jedziemy za 40.000 VND za osobe. Jest dosyc zimno i troche wieje...

Po dotarciu do wioski oblegaja nas kobiety z plemienia Czerwonych H'mongow, ktore koniecznie chca by cos od nich kupic. Ku naszej uciesze wiekszosc pozwala sie fotografowac, kiedy to tak kraza wokol nas, lub siedza wyszywajac i ogrzewajac stopy przy palenisku.

Kierujemy sie w strone gor, kobiety za nami... po jakims czasie zostaje tylko jedna, u ktorej robimy male zakupy. Pamiatkowe zdjecie i machamy na do widzenia. Po krotkim marszu docieramy do jaskini. Pozyczamy latarki za 10.000 VND/szt. i ruszamy za przewodniczka. Jaskinia okazuje sie bardzo waska i nieturystyczna. Mijamy ciasne szczeliny, drabiny i kaluze. Ciezko przedostac sie z plecakiem. Kiedy robi sie juz calkiem za wasko wracamy. Po wyjsciu wynagradzamy przewodniczke drobnymi zakupami. Idac dalej mijamy chate, do ktorej zostajemy gorliwie zaproszeni. Dwie izby, czesciowo oddzielone, klepisko, centralne palenisko, mebloscianka i telewizor. Namawiani na zakupy po dlugich targach kupujemy serwetke za 140.000 VND.

Dalej przechodzimy przez Xa Xeng i zmierzamy do Can Ho. Idziemy bardzo dlugo, miejscami przez straszne bloto i geste mgly. Co kilkadziesiat metrow spotykamy miejscowych niosacych rozne towary na plecach. Po dluzszej chwili docieramy do wioski Phin Ho. Okazuje sie, ze jestesmy duzo dalej niz planowalismy... Odwiedzamy miejscowa szkole i od razu widac, ze dzieciaki nie czesto widza "bialasow". Strasznie sa niesmiale i nie chca sie fotografowac.

Po kilkunastu minutach ruszamy w kierunku drogi do Sapa. Znow idziemy, idziemy, idziemy nie widzac jak jeszcze daleko i gdzie dokladnie jestesmy. Trafiamy do jakiejs wioski, gdzie za podwiezienie motorem chca 200.000 VND - rezygnujemy. Idziemy piechota... ale po pewnym czasie zaczynamy zalowac, bo droga prawie nic nie jezdzi. Jest okolo 17:00, wiec za jakies 2 godziny zajdzie slonce. Sytuacja robi sie nie zaciekawa, tymbardziej ze droga to serpentyna za serpentyna i ciagle pod gore. Po drodze zatrzymujemy roznych kierowcow... nie chca zabrac, lub chca za duzo pieniedzy. Robi sie strasznie mgliscie, chlodno i coraz ciemniej. Okolo 18:15 po przejsciu okolo 7 km (zostalo do Sapa jeszcze jakies 9 km) udaje sie zlapac transport.... ufff jestesmy uratowani. Wymordowani wracamy do miasta.

Wieczorem dla zregenerwania sil zamawiamy wypasna kolacje: zupki, sajgonki, gorace polmiski z miesem z kaczki i dzikiej swini, warzywa curry, smazony ryz i z warzywami, nalesniki, owoce.

Autor: MyWorld-MyTravel
http://myworld-mytravel.blogspot.com/search/label/Wietnam%202011

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;