Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Rumunia doskonała na wrzesień
Autor: Tomasz Cukiernik   

Wrzesień jest doskonałym miesiącem, by zwiedzić Rumunię, najlepiej samochodem. Słońce operuje trochę słabiej niż w lipcu czy sierpniu, a jednocześnie pogoda nadal jest zdecydowanie letnia. Ponadto niewątpliwym atutem Rumunii jest to, że w większości atrakcji turystycznych spotyka się niewielu turystów (może poza najbardziej znanymi malowanymi kościołami w Bukowinie, zamkiem Drakuli w Branie i tzw. Wesołym Cmentarzem w Sapancie).

Warowne kościoły i zamki

Zwiedzając Rumunię, co chwilę można się natknąć na warowne kościoły, z których znaczna część wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. Pomiędzy Sighişoarą a Braszowem znajduje się wiele obwarowanych kościołów Sasów. Najsłynniejszy z nich wybudowano we wsi Viscri. Niestety dojazd do tego zabytku jest utrudniony, gdyż z głównej trasy 8 km trzeba jechać bardzo złą drogą gruntową. Jednak warto nieco nadwyrężyć sobie podwozie samochodu na lokalnych dziurach, by zobaczyć ewangelicki kościół w Viscri. Jego imponujące mury obronne, których biały kolor pięknie komponuje się na tle letniego bezchmurnego nieba, który wraz z systemem wewnętrznych cel budowany był przez cały XVII wiek. Inne warte zobaczenia warowne kościoły znajdują się w na przykład w Rupea, Homorod czy w Prejmer.

Okolice Braszowa to przede wszystkim średniowieczny zamek Drakuli w Branie, który jak się okazuje jest znacznie przereklamowany, a na dodatek nie była to prawdziwa siedziba księcia Drakuli, która znajdowała się w zamku Poienari w Górach Fogarskich. Wszystkie ulice wokół warowni zastawione są kramami z pamiątkami dla turystów, których tutaj jest dość pokaźna ilość. W samej twierdzy, która nie jest zbyt duża, tłok jest jeszcze większy. Zamiast zamku Drakuli, w Branie polecałbym raczej zwiedzenie wybudowanych w XIX wieku pałacu Peleş i pałacu Pelişor w niedalekiej miejscowości Sinaia, których zewnętrzna architektura i wnętrza z epoki robią naprawdę niesamowite wrażenie. Wart zwiedzenia jest także zamek chłopski w Rasznowie, gdzie za skomplikowanym systemem murów obronnych wzniesionej na wzgórzu twierdzy chronili się chłopi z okolicznych wiosek przed najazdami Turków i Tatarów. Dzisiaj chętni turyści za drobną opłatą mogą postrzelać sobie do tarczy ze średniowiecznego łuku.

Jednak największe wrażenie robią niezwykłe monastyry, czyli prawosławne klasztory z okolic Suczawy. Są one mianowicie z zewnątrz pokryte sakralnymi malowidłami sprzed kilku wieków i znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. Najbardziej imponujący jest obwarowany monastyr żeński w Sucevita, gdzie zachowały się najładniejsze freski pochodzące z końca XVI wieku. Obchodząc dookoła klasztorne mury, można wspiąć się na pobliskie wzgórze, skąd rozpościera się widok na cały klasztor i okolicę. Z innych wartych polecenia klasztorów należy wymienić monastyr żeński Moldovita, klasztor Voronet, odrestaurowany klasztor Humorului, gdzie można wejść na wieżę obserwacyjną i na dzwonnicę, a także monastyr sióstr zakonnych Dragomirna, który nie ma zewnętrznych malowideł. Poza wymienionymi klasztorami zachwycają także cerkwie. Cerkiew Patrauti jest stosunkowo mała, ale malowidła wykonano zarówno wewnątrz (aktualnie są restaurowane), jak i na zewnętrz. Po tym zabytku oprowadza przewodnik-zakonnik, któremu płaci się „co łaska”. Z kolei o cerkwi Arbore, gdzie freski udało się już odrestaurować, ciekawą historię opowiada turystom pani przewodnik

- Przed rewolucją (mianem „rewolucji” Rumunii określają przemiany w roku 1989) wszystkie klasztory były bardzo zaniedbane – opowiada nasza przewodniczka. – Dopiero od połowy lat dziewięćdziesiątych powoli z roku na rok odrestaurowuje się kolejne zabytki. Dokonują tego konserwatorzy z Akademii Sztuk Pięknych w Bukareszcie – dodaje.

To nie wszystkie wspaniałe zabytki sakralne w Rumunii. Nie można także pominąć drewnianych kościółków w dolinie rzeki Izy. Świątynie wpisane na Listę UNESCO, znajdują się między innymi w Bogdan Voda, Rozavlea, Barsana czy Ieud. W tej ostatniej miejscowości drewniany kościółek zbudowano w XIV wieku. Świątynie są zamknięte, ale na drzwiach zwykle wisi kartka z podanym numerem telefonu do osoby, która może je udostępnić. Tymczasem przez niewielkie okienka można zobaczyć wewnętrzne malowidła naścienne. Wokół większości kościołów urządzono cmentarze, o które za bardzo się niestety nie dba i niszczeją zarośnięte. Całkiem inny charakter ma tzw. Wesoły Cmentarz w miejscowości Sapanta. Mianowicie niejaki Ion Stan Patraş, miejscowy artysta, od lat 60. XX wieku rzeźbił kolorowe nagrobki dla wszystkich pochowanych na cmentarzu. Są one dość niezwykłe – przedstawiają jakieś zdarzenie z życia zmarłego lub jego zawód (na przykład to, że był rolnikiem, kierowcą, żołnierzem czy poetą) albo podają przyczynę jego śmierci (na przykład wypadek samochodowy czy alkoholizm). Kiedy Patraş zmarł, rzeźbieniem kolejnych nagrobków zajął się jego uczeń. Natomiast niedaleko cmentarza znajduje się muzeum-dom, w którym Patraş rzeźbił.

Cuda przyrody

Rumunia to także wspaniałe niezwykłości przyrody. Niedaleko miejscowości Buzau można zobaczyć wulkany błotne Paclele Mici. Docierający tam nieliczni turyści wędrują wśród księżycowych krajobrazów. Początkowo twarda ziemia, pod wpływem nieustannie wybuchających niewielkich kraterów, z których nieregularnie wylewa się gorąca woda o błotnej konsystencji i kolorze, zamienia się w grząskie bagno. Bardzo łatwo można się poślizgnąć na wylewającej się strumykami szarej mazi. Cały teren jest dostępny dla zainteresowanych, nie przygotowano tu jednak tras, które poprowadziłyby tak, by ominąć najbardziej nieprzewidywalne miejsca. Każdy może z bliska obserwować bulgoczące ciecze w małych kraterach. W tym celu konieczne jest jednak założenie specjalnych butów, najlepiej wysokich gumiaków, bo w przeciwnym razie po wycieczce całe ubranie będzie się nadawało wyłącznie do natychmiastowego wyprania. Niestety w budce z biletami żadne tego typu obuwie nie jest dostępne.

Innym oryginalnym miejscem jest rezerwat przyrody Focul Viu w małej wsi Andreiaşu de Jos, znajdującej się 30 km od Focşani. Aby dotrzeć do wioski, najlepiej dysponować samochodem terenowym z napędem na cztery koła, gdyż prowadząca tam droga gruntowa fragmentami jest w bardzo złym stanie technicznym (nierówności, wielkie doły, szczególnie na mostach). Po ponadgodzinnej przeprawie dociera się do Andreiaşu de Jos. Auto można zostawić przy drodze, by dalej podążać piechotą. Ścieżka pomiędzy domami pnie się ostro w górę i po kilku zakrętach widać już cel wyprawy. Pod lasem znajduje się nieogrodzony i niepilnowany rezerwat, o którego istnieniu informuje koślawy napis na walącej się drewnianej wiacie. Obok w kilku miejscach w ziemi widać nieregularnie płonące płomienie, które jednak nie są zbyt wysokie. Niektóre ledwo się tlą. To spala się gaz, który naturalnie wydostaje się spod powierzchni ziemi.

Na północy Rumunii, niedaleko Suczawy w kilku wsiach znajdują się skupiska Polonii. Są to potomkowie rodzin górniczych sprowadzonych w 1792 roku z Wieliczki i Bochni. Ówcześni Polacy mieli się zająć wydobywaniem odkrytej wcześniej soli kamiennej. Aktualnie w jednej z takich wsi o nazwie Kaczyka, oprócz polskiego kościoła katolickiego, który jest jednym z największych sanktuariów maryjnych w Rumunii, znajduje się zabytkowa kopalnia soli. Po uiszczeniu sprzedającej bilety Polce opłaty wstępu w wysokości 5 lei, zwiedza się ją na własną rękę, bez przewodnika, bez kasków i bez latarek. Co prawda, sieć udostępnionych do zwiedzania korytarzy nie jest zbyt skomplikowana i trudno byłoby się zgubić, ale w kopalni ciężko wytrzymać nawet kilka minut. Powodem jest unoszący się w powietrzu ostry smród ropy, którą konserwowane są elementy drewniane w kopalni. Dlatego po szybkim zobaczeniu kapliczki, nieoświetlonego podziemnego zbiornika wodnego i wykutej w soli sali gimnastycznej, turyści w pośpiechu wracają na górę.

Miasta

Rumuńskie miasta swoją architekturą nie przyprawiają o zawrót głowy. A w szczególności na pewno nie 2-milionowy Bukareszt. To chyba najbardziej szpetne miasto, jakie kiedykolwiek widziałem. Komunistyczny dyktator Nicolae Ceauşescu postanowił całkowicie odmienić charakter stolicy. Zburzono kilka historycznych dzielnic w centrum miasta (w tym kilkanaście cerkwi, trzy klasztory i setki kamienic), by wybudować drugi największy na świecie (po amerykańskim Pentagonie) budynek – tzw. Pałac Ludu. Przy realizacji tej wizji w latach 1984-89 pracowało 700 architektów i 20 tysięcy robotników na trzy zmiany. Wokół budynku wybudowano szerokie ulice z olbrzymimi gmaszyskami ministerstw i innych urzędów, a także betonowymi apartamentowcami w socrealistycznym stylu. Na dodatek w ramach walki komunistów z religią stare kościoły i cerkwie w stolicy, których nie zburzono, obudowano znacznie wyższymi budynkami, aby trudno je było zobaczyć z perspektywy. Bukareszt jest brzydkim miastem, gdzie na dodatek na 3-, 4-pasmowych ulicach panują straszliwe korki, i to nawet w godzinach nocnych.

Zamiast stolicy lepiej udać się do mniejszych miejscowości, gdzie nadal można podziwiać historyczne zabytki. Takim kameralnym miasteczkiem jest niewielka, ale mająca własny klimat Sighisoara, której Stare Miasto wpisano na Listę UNESCO. Warto poświęcić pół dnia, aby pospacerować wąskimi uliczkami i malowniczymi zaułkami, by przejść się dobrze zachowanymi średniowiecznymi, drewnianymi schodami mającymi zadaszenie czy wspiąć się do muzeum znajdującego się w wieży zegarowej, skąd rozpościera się widok na całą Sighisoarę.

Natomiast na zwiedzanie pobliskiego Braszowa potrzeba co najmniej całego dnia. Jest to jedno z ładniejszych dużych miast w Rumunii, na dodatek przyjazne dla przyjezdnych, bo na sporym rynku otwarta jest informacja turystyczna, gdzie za darmo można otrzymać pełną informację i plan miasta. W Braszowie znajduje się wiele atrakcji turystycznych. Przy rynku stoi imponujący późnogotycki tzw. Czarny Kościół z początków XIV wieku, a po przeciwnej stronie ukryta w bramie piękna cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny. Warto zwiedzić także „czarną” i „białą” basztę oraz średniowieczne bramy miejskie, przejść się przy murach obronnych z bastionami, zapalić świeczkę w cerkwi św. Mikołaja, a także dotrzeć do ulicy Sforii – najwęższej uliczki Europy o szerokości 1,3 m. Ważną atrakcją turystyczną Braszowa jest linowa kolejka gondolowa na Wzgórze Tampa. Z góry można przejść do podświetlanego w nocy wielkiego napisu BRASOV, który widnieje nad miastem. Stamtąd turyści mają okazję podziwiać przepiękną panoramę na cały Braszów i okolicę.

Będąc w Rumunii nie można pominąć dawnej stolicy Mołdawii, czyli Suczawy. Większość zabytków w mieście pochodzi z XV-XVI wieku: liczne cerkwie i monastyry, a także twierdza tronowa. Natomiast niedaleko węgierskiej granicy leży Syhot Marmaroski, gdzie w dawnym budynku więzienia urządzono muzeum – Pomnik Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu. Wystawa w jednej z sal dotyczy „Solidarności”. Niestety wszystkie opisy przy eksponatach są po rumuńsku.

Morze Czarne i Delta Dunaju

Jadąc z Bukaresztu nad Morze Czarne, po drodze chcieliśmy zwiedzić winnicę w Besarabi, ale niestety w niedzielę była zamknięta. Podziwialiśmy jedynie ciągnące się po horyzont pola winogron. Zwiedziliśmy za to Konstancę nad Morzem Czarnym, która podobnie jak Bukareszt nie zachwyca. Znajduje się tu trochę zabytków przypominających o tureckim panowaniu. Można wyjść na minaret miejscowego meczetu, skąd rozpościera się ładny widok na miasto, morze i okolicę. Nad samym brzegiem Morza Czarnego wybudowano kasyno, niedaleko którego znajduje się dość niska i nieudostępniona dla turystów latarnia morska. W Konstancy jest wiele muzeów, w tym Muzeum Archeologiczne, Narodowe Muzeum Historii i Archeologii czy Muzeum Sztuki Ludowej.

Kilka kilometrów za miastem znajduje się Mamaja, podobno jeden z najlepszych kurortów w Rumunii. Jeśli jest to najlepszy kurort w tym kraju, to nie chciałbym zobaczyć tych gorszych. Nad miejscowością jeździ, co prawda, nowoczesna kolejka linowa, jednak jest to chyba jedyny atut Mamai. Ani hotele z czasów komunistycznych, z których tylko niektóre są po tzw. modernizacji, ani bardzo brudna piaszczysta plaża, gdzie petów jest więcej niż ziaren piasku i wszędzie natknąć się można na szkło czy puszki, nie zachęcają do wypoczynku. Nawet gdyby plażę posprzątać, to i tak woda w Morzu Czarnym jest tak zimna, że tylko najbardziej zdeterminowani zanurzą coś więcej niż tylko stopy.

Lepiej szybko opuścić Mamaję, by bocznymi drogami dojechać do Histrii, gdzie znajduje się ciekawy rezerwat archeologiczny. Wybudowano tam nowe muzeum i przygotowano do zwiedzania ruiny greckiego miasta. Znaleźliśmy się w Delcie Dunaju, która także została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. W Tulczy po wykupieniu całodniowej wycieczki popłynęliśmy stateczkiem „Lolita” do miejscowości Mila 23. Niestety impreza była fatalnie zorganizowana. Brakowało przewodnika, było nudno i monotonnie. Rzeka jest bardzo brudna – standardem są pływające plastikowe butelki, puszki, śmieci itp. Chcąc zobaczyć Deltę Dunaju, lepiej wybrać się do kilku pobliskich jeziorek, gdzie spotka się więcej dzikich ptaków, niż płynąć głównym nurtem rzeki. Mimo to po drodze udało mam się podglądać choć w niewielkim zakresie dziką przyrodę, w szczególności roślinność i ptaki.

Wypad w góry

Rumunia to raj dla osób uprawiających trekking górski. Na terenie całego kraju porozsiewane są różne formacje górskie o niewielkich czasem powierzchniach, ale sporych wysokościach, przewyższających nawet nasze Tatry. W turystycznej miejscowości Busteni, która położona jest w górach Bucegi, znajduje się linowa kolejka wagonikowa, która w ciągu 12 minut dojeżdża do stacji Babele na wysokości 2200 m n.p.m. U góry można podziwiać naturalne formacje skalne Babele, a przy stacji kolejki zaczyna się szlak trekkingowy na szczyt góry Omul (2507 m n.p.m.). Pierwszą połowę trasy, oznaczoną kolorem żółtym, idzie się dość łatwym szlakiem, prawie płasko, dopiero druga część jest trudniejsza. We wrześniu leżało jeszcze prawie pół metra śniegu, a na dodatek wokół góry zalegała gęsta mgła. Szlak przez kilkadziesiąt minut wiedzie dość znaczną ekspozycją. Na szczycie Omulu znajduje się stacja meteorologiczna i schronisko, gdzie można kupić niedrogi obiad i napić się dobrego grzanego wina. Kolejką linową można również zjechać na drugą stronę gór do Pestera, gdzie znajduje się monastyr Ialomita oraz jaskinia o tej samej nazwie.

Inne góry, gdzie z powodzeniem można uprawiać trekking, podziwiając równocześnie krajobrazy podobne jak w Tatrach Zachodnich, to Góry Rodniańskie, leżące niedaleko granicy z Ukrainą. Miejscowość Borşa, zajmująca dolinę pomiędzy Górami Rodniańskimi a Górami Marmaroskimi, to przyjemny ośrodek turystyczny i narciarski. W kompleksie turystycznym Borşa działa kolejka krzesełkowa, ale niestety jest ona włączana dopiero wtedy, gdy zgromadzi się minimum 15 osób. Od końca kolejki niebieski szlak wiedzie przez las do imponującego wodospadu Cailor, który ma 90 m wysokości. Pod wodospadem spotkać można miejscowych juhasów wraz z wypasanymi stadami owiec i pasterskimi psami. Stamtąd szlak wiedzie jeszcze wyżej na halę Poiana Stiol (szlak niebieskiego paska i czerwonego trójkąta). Tam na sporej już wysokości dociera się do chaty pasterskiej, a potem do jeziora Stiol, nad którym przepięknie rozpościera się szczyt Gargalau (2158 m n.p.m.). Podczas wędrówki
cały czas można upajać się pięknymi widokami w kierunku Gór Marmaroskich.

Autorem powyższego tekstu jest podróżnik Tomasz Cukiernik
www.tomaszcukiernik.pl
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;