Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Wileńszczyzna 2005
Październik 2005 r.

Wileńszczyzna


Kolejny wspaniały pomysł.
Jest piękna jesień, ruszamy więc w Tatry.
Jak zaplanowaliśmy, tak zrobiliśmy.


Dzień pierwszy - 13.10.2005 r.

Chwila zastanowienia i wyjeżdżamy na Litwę.
Tak było jeszcze kilka dni temu.
Dzisiaj - już niemalże wszystko przygotowane do wyjazdu.
Samochód zapakowany.
Czekam tylko na dojazd reszty ekipy.
Tym razem zabawa zaczyna się w Warszawie.
I już. Telefon. Iwona z małym dojeżdżają pociągiem, więc jadę po nich na dworzec.
Warszawa Centralna jest początkiem naszej eskapady.
Start - ok. 20.00.
Kierujemy się na Białystok, dojeżdżamy do Zambrowa, skąd leśnymi drogami udajemy się w kierunku Łomży. Tutaj małe nieszczęście - przed samochód wybiegł nam lis. Dla niego skończyło się to tragicznie. A samochód? Znowu uszkodzenia przedniego zderzaka i lampy. Ten element mojego samochodu ma pecha. To już któryś raz z kolei. Później bez większych przeszkód docieramy do Augustowa i do przejścia granicznego w Ogrodnikach.
Granica podobna do tych znanych z zachodniej strony. Pobieżna kontrola paszportów (no może nie do końca, bo strażnik nie mógł się nadziwić przeglądając stemple w moim paszporcie), brak kontroli celnej i wjeżdżamy na Litwę.
wileszczyzna_cyprian_pawlaczyk_8.jpg























Dzień drugi - 14.10.2005 r.

Jest już po północy. Decydujemy się na dalszą podróż. Wybieramy boczne uliczki i kierujemy się na Wilno. A właściwie - naszym pierwszym celem są Troki.
 Niewielka miejscowość kilkanaście kilometrów przed litewską stolicą. Docieramy do niej późną nocą. Troszkę słyszeliśmy o pięknym zamku na wyspie, mamy więc nadzieję zobaczyć go nocą.
Zanim jeszcze zdążyliśmy wjechać do miasteczka zostaliśmy zatrzymani przez patrol miejscowej milicji. Na szczęście mundurowym zdawało się (zresztą całkiem słusznie), że zgubiliśmy drogę, więc po krótkiej rozmowie ruszyliśmy dalej. Przejechaliśmy po bardzo ładnej uliczce, zabudowanej niskimi domkami i znaleźliśmy spory parking, na którym urządziliśmy sobie samochodowy nocleg.
 Bladym świtem (tj. po godz. 8.00) zaczęliśmy się wybudzać się z błogiego snu. Poranek niestety był mglisty i dość chłodny. Znaleźliśmy za to zamek. Pierwsze co jednak zrobiliśmy, może pomijając wczesnoporanną sesję zdjęciową, to wróciliśmy do centrum po zakupy, a także odwiedziliśmy punkt informacji turystycznej.
I dobrze zrobiliśmy, bo dowiedzieliśmy się, że w miasteczku znajdują się również ruiny drugiego zamku, wzniesionego przez Kiejstuta w XIV w. Niestety do dnia dzisiejszego nie wiele się z niego  zachowało. Za to, gdy dotarliśmy do brzegu mały miał wielką frajdę spacerując po pontonowym moście.
Następnie udaliśmy się na spacer ulicą Karaimską słynną z ciekawej zabudowy, a nazwę swą zawdzięczającą mieszkańcom - Karaimom - tj. Tatarom sprowadzonym z Krymu. W ten sposób dotarliśmy do brzegu jeziora Galve, na którego wyspie znajduje się potężny zamek postawiony przez kniazia Witolda w XV w. Wspaniale zachowany zamek jest jedną z największych  litewskich atrakcji turystycznych. Niestety - także, a może przede wszystkim wśród polskich pseudo-turystów, których zachowanie - jak zaobserwowaliśmy - urągało wszelkim możliwym standardom.
Praktycznie cały zamek jest udostępniony do zwiedzania, więc wyprawa taka może dać wiele  frajdy, zwłaszcza młodszym turystom.
Po zwiedzaniu zamku udaliśmy się do jednej z karaibskich restauracji, gdzie zjedliśmy Kibinai, tj. swoistego rodzaju pieczony pieróg z mięsnym farszem.
Po atrakcjach pierwszej stolicy Litwy udaliśmy się do stolicy obecnej. Rzecz jasna - do Wilna. Stolica Litwy to już całkiem spora aglomeracja. Jakimś cudem dotarliśmy do centrum, co wcale nie było takie łatwe, ponieważ oznakowanie zarówno dróg głównych jak i miejskich ulic pozostawia wiele do życzenia.
Dotarliśmy jednak do miejsca zakwaterowania, które znajdowało się w zwykłym bloku przy ulicy Gudu.
Jest to dość powszechny sposób kwaterunku. Jaki? Otóż nocleg znaleźliśmy w prywatnym mieszkaniu, którego właścicielka podnajmowała dwa pokoje. Nocleg w sumie bardzo sympatyczny, podobnie zresztą jak i gospodyni. Tylko zmarzliśmy niesłychanie.
Po zakwaterowaniu ruszyliśmy na podbój Wilna.
Pierwszy spacer po mieście zaczęliśmy od Dworca Kolejowego, skąd udaliśmy się do słynnej Ostrej Bramy - miejsca szczególnie bliskiego Polakom (też właściwie tylko oni tutaj bywają), a także miejsca szczególnego kultu religijnego. Nieopodal znajdują się również kościół  p.w. św. Teresy oraz cerkiew i klasztor św. Ducha.
Tutaj zauważamy po raz pierwszy umiłowanie Litwinów do super-luksusowych samochodów. Jeszcze nigdzie nie widzieliśmy takiego natłoku wydłużanych limuzyn. No, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.
Spacerując Ausros Varty (po naszemu zwanej ulicą Ostrobramską), mijamy luksusowy hotel "Europa" i docieramy do okazałej bramy klasztoru Bazylianów. W bramie znajduje się pamiątkowa tablica poświęcona słynnemu Polakowi - Ignacemu Domeyce. Przez bramę docieramy do zrujnowanego kościoła św. Trójcy, który wprawdzie z zewnątrz prezentuje się nie najgorzej, ale wnętrz właściwie nie ma. W jednym z klasztornych zabudowań osadzono uczestników procesu filomatów i filaretów. To tutaj znajduje się słynna "cela Konrada", tu właśnie powstała III część Dziadów naszego narodowego wieszcza - Adama Mickiewicza.
Spacerujemy dalej wąskimi uliczkami Wilna. Coś nas ciągnie, by poznać także te mniej ruchliwe zakątki starówki. Spacerując zaułkami jesteśmy przerażeni. Ta przepiękna starówka jest bardziej zapuszczona, niż mogłoby się wydawać. I to po dwójnasób. Z jednej strony widać ząb czasu, brak jakichkolwiek remontów; z drugiej - dewastacyjną rękę miejscowych chuliganów.
Bardzo smutny widok.
Zamiast ozdobnych bram - furty zbite z desek. Fronty budynków wyglądają jakby dopiero się wojna skończyła. Przypomina nam to lubelską starówkę - też przepiękną, ale strasznie zaniedbaną.
Wróciliśmy więc do tej bardziej cywilizowanej części litewskiej stolicy. Spacerujemy teraz  Didżioji. Tutaj jest trochę lepiej, ale wszystko dookoła jest rozkopane. Trwają wielkie remonty w rejonie ratusza. Docieramy do przepięknej cerkwi św. Mikołaja, a dalej do cerkwi p.w. św. Paraskiewy.
 Naprzeciw tej ostatniej znajduje się ciekawy sklepik - czekoladowy. Zaraz mamy skojarzenia z filmem "Czekolada". Wewnątrz setki różnych czekoladek, a co jedna to ciekawsza. I bardzo miła obsługa. Kupujemy sobie po parze z kilku najefektowniejszych i ruszamy dalej delektując się ich smakiem. Najbardziej utkwiła mi w pamięci czekoladka z dodatkiem chili (chociaż posmak tej przyprawy był zdecydowanie zbyt delikatny. Nasz mały bąbelek także był szczęśliwy zajadając smakołyki.
 Dreptamy dalej bulwarem Pilies i docieramy do największego placu Wilna, przy którym znajduje się największy kościół - Archikatedra. Obok znajduje się wysoka dzwonnica oraz pomnik księcia Giedymina. Sama archikatedra - pomimo wielkiego znaczenia i wielu ważnych symboli - robi raczej na nas przytłaczające wrażenie. Naszym zdaniem niezbyt pasuje do otoczenia Starego Miasta. Jej architektura w zestawieniu z innymi kościołami, jest jakby wyrwana z kontekstu. Wnętrze - na pierwszy rzut oka robi bardzo surowe wrażenie, które zmienia się, gdy zaglądniemy do kaplic.
Jest już bardzo późne popołudnie, a my na dodatek jesteśmy nieco zmęczeni. Decydujemy się więc na spacer powrotny z postanowieniem znalezienia jakiejś lokalnej restauracyjki (z tradycyjnymi litewskimi przysmakami) - niestety - nie jest to takie proste, a na pewno nie w samym centrum. Większość lokali nie serwuje w ogóle posiłków (są to bary i kawiarnie), a dobre restauracje odstraszają nie tylko cenami, ale przede wszystkim brakiem potraw, których byśmy chętnie skosztowali.
 Spacerkiem docieramy do tylnych zabudowań Pałacu Prezydenckiego, gdzie znowu jesteśmy zaskoczeni jego stanem - ciekawy kontrast - urządzenia do monitoringu i walący się płot. Ale co kraj to obyczaj.
 Spacerując dalej znajdujemy kilka bardzo ładnie odrestaurowanych uliczek z kolorowymi, pastelowymi kamieniczkami. Ale to jest właściwie margines starej zabudowy. Większość zabudowań jest jednak zdewastowana. Pocieszające są jednak obserwowane remonty (wprawdzie właściwie wyłącznie frontów, ale lepszy rydz niż nic). Może za parę lat będzie tu przepięknie. Wrócimy - by sprawdzić.
Tak docieramy ponownie w rejon dworca. Dalej jesteśmy głodni i coraz bardziej zmęczeni.
I w końcu znajdujemy mały, obskurny bar, gdzie serwują doskonałe pierogi. Po sytym posiłku robimy jeszcze małe zakupy i wracamy na kwaterę, na zasłużony wypoczynek.
wileszczyzna_cyprian_pawlaczyk_6.jpg

































Dzień trzeci - 15.10.2005 r.

Wbrew naszym przypuszczeniom, poranek zapowiada się bardzo ładnie.
Zza chmur wyzierają pierwsze promienie słoneczka.
Jest jednak bardzo zimno.

  Spacerkiem ponownie docieramy w rejon Ostrej Bramy, gdzie ponownie próbujemy dostać się do kaplicy, przed cudowny obraz. Tym razem trwa jakieś nabożeństwo, więc zrezygnowani idziemy dalej.
Odwiedzamy kościół św. Teresy oraz cerkiew św. Ducha - wczoraj nie udało się nam zajrzeć do wnętrz - wesela mają swoje prawa. Obydwie sąsiadujące ze sobą świątynie są bardzo bogate i urzekają kolorystyką. Jednak to tylko chwilowe uczucie.
Z cerkwi nie wróciliśmy na główną ulicę, tylko wyszliśmy tylną bramą. I znowu widzimy bardzo biedne miasto. Czujemy się dosyć nieswojo, jak w getcie.
 Na szczęście nie opodal zabudowań cerkiewnych znajduje się zielony skwer, gdzie zwiedzamy zabudowania bastionu artyleryjskiego. Stąd także roztaczają się piękne widoki na starówkę. Widać także wzgórze zamkowe oraz górę trzech krzyży.
Ruszamy dalej. Spacerujemy bocznymi uliczkami i przyglądamy się tym niesamowitym kontrastom. Znowu widzimy zdewastowane budynki, walące się płoty czy podgniłe drewniane bramy.  Ale widzimy również sporo ciekawych podwórek za podniszczonymi frontami. Utwierdzamy się - Wilno to piękne, ale bardzo zaniedbane miasto. Aż dziw bierze, że jest to stolica państwa należącego do Unii Europejskiej.
Ponownie docieramy pod Ratusz. Dzisiaj prezentuje się znacznie lepiej. Jest ładniejsza pogoda i wszystko wygląda korzystniej. W okolicach ratusza trafiamy na ostatnie miejsce zamieszkania Mickiewicza przed zesłaniem do Rosji. Chwila refleksji nad naszą pokręconą historią.
 Ponownie podziwiajmy cerkiew p.w. św. Mikołaja. W słoneczku prezentuje się przepięknie.
Obudził się w nas mały głód. Szukamy, więc restauracji i - o dziwo - dzisiaj znajdujemy ją niemalże od ręki. Jest to właściwie fast - food. Ale co nieco można tu zjeść. Kuchnia prawie regionalna - ja dostaję zupę meksykańską, ale Iwona już chłodnik litewski.
 Po miłej odmianie, z pełnymi brzuszkami (rzecz jasna - Tomaszkowi trafiła się jeszcze wymiana pieluchy) docieramy do barokowego kościoła p.w. św. Katarzyny, a w przyległym do niego skwerku podziwiamy pomnik innego wielkiego Polaka - kompozytora Stanisława Moniuszki.
Znowu docieramy do bardzo zdewastowanych miejsc. Ulica Liejyklos jest tego najlepszym (najgorszym) przykładem. Bardzo smutny, przygnębiający widok.  Następnie spacerkiem mijamy kościół św. Krzyża zwany także kościołem Bonifratrów i docieramy przed fronton Pałacu Prezydenckiego. Potężny gmach jest dostępny niemalże z ulicy. Zupełnie odmiennie, niż nasze warszawskie pałace, które odgrodzone od gapiów są dużymi placami. Mało kto pamięta, że w tym pałacu na jakiś czas zatrzymał się m.in. Józef Piłsudski. Od strony frontowej pałac prezentuje się znacznie lepiej, niż to, co widzieliśmy wczoraj na jego tyłach.
 Mijamy Archikatedrę i docieramy do skwerku, przy którym położony jest Nowy Arsenał. Po raz pierwszy widzimy Neris - główną wileńską rzekę. Tutaj, obserwując jeden z miejskich mostów zauważamy ciekawostkę. Otóż - widzimy Pana Młodego niosącego swą wybrankę na rękach przez całą długość mostu, a za nim podążają w tej samej pozycji drużbowie z druhnami.
 Następnie docieramy do zabudowań Starego Arsenału, gdzie znajduje się kolejka górska wożąca turystów za drobną opłatą na Wzgórze Zamkowe. Jest to właściwie duży park z pozostałościami zamkowej zabudowy. Jednym z najlepiej zachowanych obiektów jest Wieża Zachodnia, gdzie obecnie mieści się niewielkie muzeum, a na której zlokalizowany jest wspaniały punkt widokowy, do którego jednak prowadzą dość ciasne i kręte schody. Schody te zresztą dostarczyły wielkiej frajdy Tomkowi, podobnie jak stara rycerska zbroja.


Z góry podziwiać wspaniałą Starówkę, pozbawioną z tej perspektywy wielu mankamentów.
Widać także i nowoczesne, mieszkaniowe dzielnice Wilna wraz z górującą nad nimi Wieżą Telewizyjną.


         
Po krótkim pobycie na wzgórzu zamkowym wracamy na Stare Miasto w poszukiwaniu kolejnych ciekawostek.
 Włócząc się po wąskich uliczkach docieramy do miejsca, które powinno być bliskie wielu Polakom. Dotarliśmy do domu, w którym mieszkał i tworzył Adam Mickiewicz. Urządzone jest w nim niewielkie muzeum. Nieopodal leży jeden z najładniejszych wileńskich kościołów - gotycki, p.w. św. Anny. Niestety - jego uroda i czar pryska w chwili, gdy znajdujemy się w środku. Wystrój typowo barokowy.
 A szkoda. Znowu mamy szczęście - tutaj trwa ślub. Przeciskamy się w korowodzie gości i docieramy do przyległego drugiego kościoła Bernardynów. Ten w środku prezentuje się znacznie lepiej niż poprzednik, ale z drugiej strony - jest bardzo zniszczony.
 A żeby było jeszcze ciekawiej - w jego kaplicy trwa kolejny ślub. Duży natłok imprez weselnych. Na skwerku przy kościołach znajduje się pomnik naszego wieszcza.
A otoczony jest - przynajmniej w dniu dzisiejszym - luksusowymi limuzynami. Litwini lubują się w ogromnych samochodach. Tylu limuzyn w jednym miejscu jeszcze nie widziałem (no chyba, że w muzeum samochodów królewskich w Ammanie).
Nieopodal, za rzeczką Wilenka, znajduje się Uzupio - dawne przedmieścia rzemieślnicze, na których obecnie odbywają się wszelkiej maści alternatywne imprezy kulturalne. Jest tutaj także sporo miłych kafejek. To jakby druga wileńska starówka, zwana Zarzeczem.
Wracając do centrum mijamy strasznie zniszczony kościół i klasztor Augustianów. Obiekty te zniszczone w czasie II wojny światowej nie zostały jeszcze odrestaurowane. Są zamknięte i właściwie grożą zawaleniem. Nie przeszkadza to jednak młodym parom organizować tutaj sesje fotograficzne. No cóż. Rzecz gustu.
Na niebie gromadzą się ciemne chmury. Odnosimy wrażenie, że zaraz zacznie się burza. Ruszamy więc w drogę powrotną i docieramy do ponownie do Ostrej Bramy.





Znowu natrafiamy na tłumy, ale tym razem nie dajemy za wygraną - i udaje nam się dotrzeć do kaplicy i stanąć przed cudownym obrazem. Robimy to na zmianę, bo wejście z wózkiem nie wchodzi w rachubę.
Zmęczeni ruszamy na kwaterę.
Chcemy tylko spać.

wileszczyzna_cyprian_pawlaczyk_1.jpg



























Dzień czwarty - 16.10.2005 r.


Ostatni dzień naszego pobytu przywitał nas deszczową pogodą. Zdecydowaliśmy się na objazdową samochodową wycieczkę po przedmieściach Wilna.
Pierwszy punkt dzisiejszego programu - to kościół św. Piotra i Pawła. Niestety - dzisiaj jest niedziela i trwa nabożeństwo. Nie wiele udaje się nam zobaczyć wewnątrz.
 Wracamy do samochodu i jedziemy na odległe peryferia miasta. Docieramy do dzielnicy Lazdinai, gdzie znajduje się Pasaku Parkas - Park Bajek. Jest to właściwie obszar leśny z wyznaczonymi ścieżkami przy których poustawiano drewniane postacie z bajek (jeśli tak - to raczej z ludowych opowieści, bo nam przypominały raczej jakieś indiańskie totemy).
W drodze powrotnej zaglądamy do najwyższej litewskiej budowli. Jedziemy na Wieżę Telewizyjną. Dosłownie, ponieważ u góry znajduje się taras widokowy z restauracją. A właściwie jest to ruchomy podest, na którym ustawiono stoliki i podczas posiłku można  delektować się ruchomą panoramą miasta. Widać stąd, że jest to jednak całkiem spore miasto, wykraczające znacznie poza zwiedzaną do tej pory Starówkę. Widać stąd także, że jest to miasto posiadające spore połacie zieleni.
W drodze powrotnej poszukujemy dzielnicy Żyrmuny. Podobno znajduje się tutaj najlepsza wileńska restauracja regionalna. Jakimś cudem trafiliśmy. Jest to właściwie stara karczma, której wystrój zewnętrzny w ogóle nie przystaje do otoczenia, w którym się znalazła. Jej lokalizacja jest cokolwiek dziwna - w samym centrum osiedla mieszkaniowego. Decydujemy się na posiłek i zamawiamy tradycyjne potrawy litewskie - lokalną zupę, bliny, zeppeliny oraz kwas chlebowy do picia. Jadło wspaniałe i nawet nie drogie. Warto było przyjechać do tego lokalu. W domu musimy spróbować kuchni litewskiej (nota bene dość zbliżonej do naszej).


wileszczyzna_cyprian_pawlaczyk_4.jpg
Do wyjazdu zostało nam jeszcze trochę czasu, a że pogoda się nieco poprawiła - wróciliśmy do centrum i zwiedziliśmy dwa obiekty położone w rejonie Zielonego Mostu. Najpierw Pałac Raduszkiewiczów,  a następnie kościół św. Rafała. Ten drugi udało się nam zobaczyć dzięki uprzejmości pań sprzątających jego wnętrza.
Ostatnim punktem naszych odwiedzin jest cmentarz na Rossie. Klimatem przypomina warszawskie Powązki. Pochowanych jest tu wielu działaczy i artystów. Do cmentarza przylega Polski Cmentarz Wojskowy, pośrodku którego znajduje się grób matki marszałka Piłsudskiego wraz z którą pochowano jego serce.
I tak zakończyła się nasza wyprawa po Wilnie.
 Wracamy na kwaterę, pakujemy nasze graty do samochodu, żegnamy gospodynię i ruszamy w drogę. Jest późne popołudnie, ale zrobiło się ładnie. Droga nasza ponownie wypada przez Troki więc jedziemy jeszcze raz zobaczyć zamek na wodzie - tym razem w pełnej krasie, oświetlony zachodzącym słoneczkiem.
Potem - już monotonna jazda do granicy, a następnie do naszej polskiej stolicy.

wileszczyzna_cyprian_pawlaczyk_7.jpg
Obserwacje:

Trudno coś powiedzieć. Widać wielką biedę. Zwłaszcza w bocznych zaułkach czy dzielnicach odległych od centrum. Z drugiej strony - nigdzie nie widziałem tylu luksusowych limuzyn co właśnie w Wilnie.
Jest jeszcze jeden problem. Nie wszyscy do Polaków czują tutaj sentyment. Zapewne z dwóch powodów.
Pierwszy - historia.
Drugi - zachowanie polskich pseudo-turystów, których jest tutaj sporo. Niestety.
Jak cię widzą, tak cię piszą.
Nie mniej - Wilno ma imponującą starówkę i chociażby dlatego warto tu przyjechać.


 
Uczestnicy wycieczki:
- Iwona Pawlaczyk
- Tomasz Pawlaczyk
- autor

Autorem tekstu, jak i wszystkich wykorzystanych zdjęć jest Cyprian Pawlaczyk - podróżnik.
www.cypis.pl
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;